Magiczne, wiedźmińskie DLC

Dodatki przeznaczenia.

Pogadajmy o tym, co właśnie zrobił CD Projekt. Warszawskie studio „wycina” z Wiedźmina 3 określoną zawartość i zaoferuje ją w postaci szesnastu DLC. Gdy inne podmioty życzą sobie za tego rodzaju praktykę dodatkowe pieniądze, wszystkie cyfrowe mini-dodatki do Dzikiego Gonu będą udostępniane „za darmo”. Są tacy, którym się to nie podoba.

Oczywiście nie jesteśmy pewni, czy studio faktycznie „wycina” i tak przygotowywaną treść, czy być może będzie ona doprojektowana w niedalekiej przyszłości. Grunt, że ponad rok temu w wywiadzie z serwisem RPS, Marcin Iwiński, współzałożyciel CD Projektu, podkreślał, że firma zamierza wspierać Wiedźmina 3 „przez lata” i potwierdzał to, czego dowiedzieliśmy się w mijającym tygodniu.

- Jest zbyt wcześnie, by mówić o szczegółach, ale z pewnością wszystkie DLC oraz aktualizacje będą dostępne za darmo - zapowiadał już w tamtym czasie Iwiński, po czym otwarcie przyznał:

- Jeśli zdecydujemy się na przygotowanie dużych dodatków, wówczas poprosimy graczy, by za nie zapłacili. Ale jakość będzie dostosowana do ceny. Uważam, że 50 - 70 zł za nową rozgrywkę to całkiem uczciwa i sprawiedliwa kwota. Tymczasem dodatkowe bronie i poprawki powinny być częścią całego pakietu.

Innymi słowy, dla CD Projektu pakiet to podstawowa wersja gry i wszystkie mniejsze rzeczy, które pojawiają się po premierze - a które będziemy pobierać w wersji cyfrowej. Nie tyle „za darmo” (czy jest coś za darmo?), lecz raczej jako bonusową część zakupionego produktu. Prawda, że brzmi sensownie?

Miecze, fryzury dla Geralta, inny wygląd Yennefer - to na początek. Będzie też mała, dodatkowa misja, a w przyszłości - kto wie? Lepsze podkowy dla Płotki i krótkie spodenki dla Ciri to moje osobiste, ulubione propozycje.

Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że te fryzury i ubranka brzmią po prostu niedorzecznie, gdy spojrzy się na Wiedźmina 3 jak na projekt, który budzi ogromne oczekiwania. „Dojrzałe, kompletne RPG” - tytuł, który wyrasta ponad obecne trendy i kompleksowe uproduktowienie gier w każdym możliwym pikselu.

Podkreśla ten fakt brak zabezpieczeń DRM tam, gdzie to możliwe oraz - co nie jest przecież regułą - wyrównanie zawartości pudełka na każdej z platform (wyjątkiem jest talia kart w kolekcjonerce na Xbox One, co zresztą spotkało się z zaskakującą krytyką części graczy).

„CD Projekt chce, musi i będzie utrzymywał wsparcie dla Wiedźmina 3.”

1
Ciri - groźna i piękna. Czy dzięki DLC zmienimy jej portki?

„Świat się zmienił. Rozumiemy jego biznesowe realia, ale uważamy, że to naprawdę nie musi oznaczać, że np. dodatkowy miecz czy zbroja dla konia muszą być płatne” - wyjaśnia decyzję Marcin Iwiński w informacji prasowej.

Tyle że CD Projekt, zgodnie z duchem realizowanej strategii, nie mógł - bez szkody dla wizerunku - wprowadzić małych, płatnych DLC do gry, a tym bardziej przepustki sezonowej. To wzbudziłoby powszechną krytykę i zraziłoby fanów, którzy obecnie - nie tylko w Polsce - stawiają twórców Wiedźmina za wzór wobec gigantów rynku, takich jak Electronic Arts czy Activision.

Tymczasem CD Projekt chce, musi i będzie utrzymywał wsparcie dla Wiedźmina 3 „przez lata”, podobnie jak robi to właśnie EA czy Activision. Potwierdzeniem obudowanie gry różnymi produktami pobocznymi. W przypadku samego Dzikiego Gonu polska firma wybrała jednak nieco inne rozwiązanie biznesowe.

Szesnaście DLC to oczywiście przede wszystkim znakomity ruch marketingowy i przygotowanie fundamentów pod przyszłe działania. Chyba nie ma wątpliwości, że pomysł jest prawdopodobnie taki: utrzymanie zainteresowania grą przez dłuższy okres po premierze dzięki pomniejszym rzeczom (podejrzewam, że znajdą się tu też naprawdę ciekawe, fabularne zadania dodatkowe), a następnie - jak już sugerował Iwiński - wydanie większych dodatków, nad którymi studio rozpocznie prace po doszlifowaniu i wydaniu podstawowej wersji.

Te większe dodatki będą oczywiście płatne, ale tym razem gracze i media spojrzą na nie zupełnie z innej perspektywy. Jak na coś całkowicie sprawiedliwego - „za nową rozgrywkę” płacąc „uczciwą cenę”, bo mniejsze DLC są „za darmo”.

Duże, fajne dodatki były kiedyś na porządku dziennym rynku gier wideo i było to wspaniałe rozwiązanie. Ba, wiele rozszerzeń przekształciło się w niemal osobne gry, które często rozpoczynały kompletnie nowy rozdział w historii danej produkcji.

Dziś duzi wydawcy stawiają raczej na kastrowanie swoich gier, a następnie proponowanie wyciętej zawartości jako płatne DLC. Rzadko zaś wydają autentycznie duże rzeczy, ale zdarzają się wyjątki - jak „Dragonborn” do Skyrima czy oba rozszerzenia fabularne do GTA 4, stanowiące praktycznie osobne projekty.

Co ciekawe, mimo powszechnej krytyki, przepustki sezonowe czy pojedyncze DLC w stylu pięciu map do trybu multiplayer są popularne wśród miłośników danego tytułu - to właśnie oni stanowią najlepszą klientelę tego rodzaju drobiazgów. Choć zjawisko można krytykować, nie ma w nim nic dziwnego: każdy hobbysta jest w stanie wydać więcej pieniędzy na ulubione hobby. Dopóki więc u wydawców wszystko zgadza się w arkuszu kalkulacyjnym, nie zrezygnują z DLC.

Jeśli zaś chcemy, aby gry wysokobudżetowe wciąż się rozwijały, były piękniejsze, większe i ciekawsze, to jest jasne, że muszą to być przedsięwzięcia bardzo zyskowne. Im więcej inwestor przekazuje pieniędzy na konkretny projekt, tym oczekuje wyższych zysków - i jest to w pełni zrozumiałe, bo ryzyko jest większe przy dużych pieniądzach. CD Projekt, notowany zresztą na warszawskim parkiecie, też chce przekuć inwestycję w Wiedźmina 3 w jak największe zyski.

Jedną z dróg są właśnie cyfrowe rozszerzenia.

„Mamy nadzieję, że te DLC-ki dadzą wam dodatkową radochę z gry, a zupełnie przy okazji, jeśli ktoś w branży zdecydowałby się postąpić podobnie, to na pewno się nie obrazimy” - kończy Iwiński.

Czy rzeczywiście jest szansa na to, że Ubisoft, EA, Activision czy Square Enix zrezygnują z klasycznych DLC? Wątpię. Podejście CD Projektu jest nietypowe, ale możliwe ze względu na mniej korporacyjny charakter firmy i wcześniej obraną strategię, z której Marcin Iwiński nie może, a pewnie i nie chce się wycofać.

To ciekawa filozofia, łącząca w naturalny sposób stare z nowym. I być może jest to najlepsze podejście, jakie możemy sobie wyobrazić w tych czasach. Akcję z „darmowymi DLC” traktuję jako właściwe wykorzystanie szansy na dalsze wzmocnienie pozytywnego dla graczy wizerunku, niespotykanego przy projektach wysokobudżetowych największych wydawców. I podtrzymanie zainteresowania grą - ważne, jeśli firma ma w perspektywie dalej na niej zarabiać i tworzyć w przyszłości kolejne, dobre gry.

Co prawda, pojawiły się głosy krytyczne, ale stanowiły zdecydowaną mniejszość. Gracze akcentowali chęć otrzymania kompletnej produkcji już w dniu premiery, wskazywali też na zabawną zawartość DLC.

Osobiście jestem zwolennikiem dodatków w starym stylu. Jeśli więc CD Projekt zamierza w przyszłości wydawać większe, ciekawe, dobrze przygotowane rozszerzenia za uczciwą cenę - jak choćby Rockstar w przypadku GTA 4 - to jestem w stanie przymknąć oko na fakt, że do „dojrzałego RPG” zostanie dorzucone „darmowe DLC” z włoskami dla Geralta i kolejnym mieczem przeznaczenia.

Reklama

Skocz do komentarzy (4)

O autorze

Zbigniew Jankowski

Zbigniew Jankowski

Autor

Od prawie 20 lat związany z mediami internetowymi o grach, a w międzyczasie także prasą regionalną. W latach 2012-2017 redaktor naczelny Eurogamer.pl.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (4)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami