Tworząc Cyberpunk 2077 - rozmowa z autorem uniwersum

Mike Pondsmith o pierwszym spotkaniu z CD Projektem.

Sukces wydanej w 1988 roku papierowej gry fabularnej Cyberpunk przeniósł wydawnictwo R. Talsorian Games oraz jego szefa - Mike'a Pondsmitha - z pokoju w domu do wynajętego biura. Futurystyczne uniwersum zdominowało prace firmy w następnych latach. Powstawały kolejne dodatki, a wkrótce druga edycja - Cyberpunk 2020. Trzecia ukazała się w 2005 roku.

Pod koniec lat 90. rynek papierowych RPG-ów podupadał, więc Pondsmith zmuszony był zawiesić działalność R. Talsorian Games i poszukać nowej pracy, starając się utrzymać rodzinę i nowo narodzonego syna.

Atrakcyjną ofertę przedstawił Microsoft. Wkrótce twórca objął więc zespół zajmujący się pracami koncepcyjnymi nad nowymi grami wideo, którymi później zajmowały się inne studia deweloperskie. W ten sposób powstało Crimson Skies, Blood Wake (tytuł startowy pierwszego Xboksa) czy cykl Flight Simulator. Autor wybrał się nawet do braci Wachowskich, by przedstawić pomysł na adaptację „Matriksa”, lecz tej pracy nie dostał.

W końcu i tak zajął się Matriksem, przechodząc z Microsoftu do Monolith Productions, by pracować nad grą The Matrix Online. Po problematycznej produkcji, tytuł ukazał się i niemal natychmiast utonął, ale Pondsmith był już wtedy wolnym strzelcem i planował karierę nauczyciela w Redmond.

The Matrix Online na długi czas pozostało najbliższą namiastką cyberpunkowej gry wideo, nad którą pracował autor słynnego uniwersum.

W 2012 roku, w trakcie wskrzeszania R. Talsorian Games, zadzwonił telefon. To byli ludzie z CD Projekt Red.

- Odezwali się nagle i powiedzieli, że są grupą kolesi z Polski i chcą zrobić Cyberpunk - wspomina Pondsmith w rozmowie z Eurogamerem. - Roześmialiśmy się. Podczas podpisywania licencji powiedziałem, że w Polsce znajdzie się jakieś sześć osób, które grają w Cyberpunk. Okazało się, że to było te sześć osób.

W celu uwiarygodnienia oferty Pondsmith otrzymał kopię Wiedźmina 2, który ogromnie przypadł mu do gustu. Pozostawał jednak sceptycznie nastawiony, ponieważ nie był to pierwszy raz, gdy ktoś prosił go o prawa do stworzenia gry na bazie Cyberpunk 2020.

- Ta licencja jest w czyichś rękach niemal od samego początku - mówi. - Najdalej dotarliśmy do negocjacji kontraktu, ale nabywca chciał zmienić niemal wszystkie elementy, więc rozmowy zostały zakończone.

Pondsmith widział także studia tworzące gry wideo z Europy Wschodniej podczas pracy w Microsofcie, ponieważ zajmował niewdzięczne stanowisko „naprawiacza” - człowieka do zadań specjalnych.

- Byłem w wielu krajach dopiero wyłaniających się zza Żelaznej Kurtyny i pracowałem z tamtejszymi deweloperami, więc myślałem, że CDPR to kilku kolesi w jakimś baraku - wspomina. - W jednej z firm na Węgrzech, tworzącej piękne rzeczy, 25 facetów wciśnięto do schowka na miotły, z przegrzewającymi się monitorami. Czegoś takiego oczekiwałem.

Podróż do Polski szybko zmieniła jednak zdanie Pondsmitha: - Wybrałem się do Warszawy. Przygotowano dla mnie miejsce w ładnym hotelu, a nawet otrzymałem kierowcę, który wyglądał jak szofer dla szpiegów. Łatwiej było go przeskoczyć niż obejść. Miał też ciężki akcent, mówił słabo po angielsku, nosił całkowicie czarny garnitur i przemieszczał się mercedesem.

- To całkiem niezłe przyjęcie, jak na kilku gości w schowku na miotły - przywołuje swoje wspomnienia autor. Lecz i tak był przygotowany na odrzucenie oferty. Dotarł na spotkanie, zrobił spojrzenie profesjonalisty od oceny wczesnych konceptów (czego nauczył się w Microsofcie), sprawdził procedury i ogólną strukturę studia.

- Wow. To działa - przyznał.

Najbardziej zaimponowała mu jednak wiedza na temat Cyberpunka.

- Wiedzieli więcej na temat rozwiązań z oryginalnej wersji systemu niż ktokolwiek, z kim wcześniej rozmawialiśmy - mówi Pondsmith. - Momentami mówili o rzeczach, o których zapomniałem, a przecież sam je napisałem! Zdałem sobie sprawę, że to fani. Uwielbiali ten świat, ponieważ się na nim wychowali. Wcześniej nikt nie patrzył na to z podobnej perspektywy.

- Mieliśmy komunizm i mieliśmy Cyberpunk - przyznawali ludzie z CD Projekt Red.

- I to właśnie sprawiło, że podpisaliśmy umowę - kwituje Pondsmith.

Autor miał wtedy sporą przewagę nad Sapkowskim, który w przeszłości nie ukrywał, że nie wierzył zbytnio w efekty pracy studia. Twórca Cyberpunka mógł zagrać w dwie części Wiedźmina, ale miał także szerokie doświadczenie w kwestii udzielania licencji i praw.

- Nie trzeba chyba dodawać, że zarobiliśmy znacznie więcej niż Sapkowski - przyznaje. - Nie chcę jeszcze iść na emeryturę, ale mógłbym. Negocjacje trwały około sześciu miesięcy.

- Proces był dłuższy, ponieważ myśleliśmy w kategoriach całej serii, cyklu - ujawnia Pondsmith. - Musieliśmy więc wypracować zasady, jak kwestia praw będzie wyglądała na przykład za pięć gier.

Jak przyznaje, CD Projekt Red pozyskał prawa do kwestii związanych z Cyberpunk 2077 na wyłączność, i „do końca świata”. Według wypracowanej umowy, R. Talsorian Games pozostaje właścicielem uniwersum w latach do 2077, a polskie studio - później. Mowa o wirtualnych latach, nie tych prawdziwych.

- Gdy teraz piszę coś nowego do Cyberpunka, rozmawiam z nimi i uzgadniam, czy to, co umieszczam w 2030 roku pasuje do ich wizji dla 2077 roku. Dzięki temu mogą ruszyć do przodu, a ja mogę tworzyć nowe rzeczy, o ile wszystko sprawnie koordynujemy.

- Kilka tygodni temu przeglądałem obecną wersję scenariusza. „To jest świetnie, to jest świetne, ach, ta osoba nie żyje” - wylicza Pondsmith, podając przykład takiej koordynacji pomiędzy nim a studiem w Warszawie. - Stale się kontaktujemy, mocno pracujemy nad chronologią. Chcemy, by gracze czuli, że uniwersum jest spójne. Współpraca przebiega zaskakująco sprawnie.

CD Projekt początkowo nie zdawał sobie sprawy, że autor ma dekadę doświadczenia na rynku gier wideo. Kwestia wypłynęła dopiero po kilku spotkaniach.

- Wtedy sprawa zmieniła się z prostego udzielenia licencji do głębokiego zaangażowania mojej osoby w prace - mówi.

- Większość powie, że Cyberpunk musi być mroczny - dodaje. - Ja szczerze wierzę, że musi w tym być nutka szaleństwa, rocka, chaosu i rebelii. Właśnie w takie coś celujemy, chcemy odtworzyć takie wrażenia. Przyszłość jest mroczna, ale przecież nadal można się w takiej przyszłości dobrze bawić. Nie może też zabraknąć bardziej osobistej nutki.

- Nie ratujemy świata, ratujemy siebie - mówi Pondsmith. - To bardzo ważne. Zazwyczaj nie jesteśmy bohaterem, lecz społecznym wyrzutkiem, który nie może liczyć na zbyt wiele w życiu, lecz dostęp do technologii, wiedza i brawura pozwalają przeć do przodu.

Ogólne koncepty tego typu to jedno, ale jest przecież cała góra zasad, systemów, przygód, dodatków i książek do przeanalizowania w poszukiwaniu materiałów źródłowych. Jak wiemy, CD Projekt Red prowadzi stale powiększający się zespół do prac nad Cyberpunk 2077 już od 2012 roku. W 2013 roku było to już 50 osób, a po zakończeniu Wiedźmina 3 zespół znacznie się powiększył, obejmując także biuro w Krakowie. Twórcy milczą, nie chcąc powtórki fiaska z „downgrade'u” Dzikiego Gonu.

Pondsmith wraca do Polski trzy lub cztery razy w roku, własnoręcznie przekazując dokumenty i dane, by uniknąć kłopotów w stylu niedawnego wykradnięcia danych. Spotkania trwają wtedy cały dzień. Jak uważa, sukces oryginalnego Cyberpunka wynikał po części z faktu, że uniwersum - choć futurystyczne - było jednocześnie wiarygodne. Wojskowy medyk doradzał w kwestii obrażeń, a neurochirurga zapytano o potencjalne efekty wiercenia w mózgu - w celu umieszczenia tam cyberwszczepów.

Sam autor miał wymówkę do kupienia i przetestowania wielu rodzajów broni palnej, której jest fanem. Posada na przykład klasycznego Mausera C96, lecz jego ulubionym elementem kolekcji jest równie zasłużone H&K MP5K. Jego syn, tworzący obecnie nowe, papierowe RPG w świecie Wiedźmina, ma podobne zainteresowanie, choć preferuje średniowieczne uzbrojenie.

Pondsmith raz jeszcze dba więc o autentyczność Cyberpunka - tym razem w formie gry. To, w połączeniu z latami doświadczeń na rynku gier, zapewnia wkład zdecydowanie większy od chłodnej niechęci, jaką prezentował Sapkowski w temacie ostatnich trzech gier CD Projektu.

inset1
Cyberpunk ma swój styl

Mike Pondsmith przeżył już wiele. Ma teraz 63 lata, lecz chyba jeszcze nigdy nie był tak sławny, właśnie dzięki współpracy z CD Projektem - lecz nie zamierza biernie przyglądać się, jak adaptowane jest najważniejsze dzieło jego życia. Szykuje się na więcej.

- Poniekąd spodziewamy się, że zainteresowanie wzrośnie - przyznaje, mówiąc o swoim uniwersum. - Gdy CD Projekt Red się zgłosił, tworzyłem akurat Cyberpunk Red! Zrobimy pewnie [papierową] wersję 2077.

W planach jest też system Mekton Zero, z mechami i stylistyką anime. Krótko mówiąc, Pondsmith - jak sam zapewniał - nie zamierza przechodzić na emeryturę. Pierwszy w kolejce jest oczywiście Cyberpunk 2077. Kiedy data premiery? CD Projekt milczy.

- Pomyśl o mnie! - uśmiecha się autor. - Wiem sporo rzeczy, których nie mogę nikomu powiedzieć. Razem z Lisą [żona Pondsmitha - dop. red.] porównujemy to do pierwszego filmu „Indiana Jones”, lata temu. Poszliśmy na nocny pokaz, przed premierą. Siedzieliśmy w malutkim kinie o północy, razem z dwunastoma osobami. Musieliśmy milczeć. Teraz jest tam samo.

- Jak to mówi Lisa: postawiliśmy na właściwego konia.

Reklama

Skocz do komentarzy (7)

O autorze

Robert Purchese

Robert Purchese

Senior Staff Writer

Bertie is senior staff writer and Eurogamer's Poland-and-dragons correspondent. He's part of the furniture here, a friendly chair, and reports on all kinds of things, the stranger the better.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (7)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami