Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Nie mam ust, a muszę krzyczeć. Recenzja Scorn

Niesamowita podróż po dziwnym i obcym świecie.

Eurogamer.pl - Rekomendacja odznaka
Scorn - choć niepozbawiony wad - jest jednym z najgłębszych doświadczeń, z jakimi miałem do czynienia w tym roku. Słowa „doświadczenie” używam z rozmysłem, ponieważ próby wszelkiego szufladkowania tej produkcji byłyby dla niej krzywdzące.

Scorn to wyjątkowa pozycja, w której próbujemy poznać obcy świat rodem z koszmarnych wizji Hansa Rudolfa Gigera i Zdzisława Beksińskiego. Dzieła obu artystów odcisnęły ogromne piętno na twórcach z serbskiego studia Ebb Software, którzy włożyli całe serce i niemal 8 lat pracy, by tchnąć życie w biopunkową grę.

Znajdziemy tu mnóstwo fallicznej i prenatalnej symboliki, jednak nie ogranicza się ona do pokazywania biomaszynerii przypominającej jajniki czy przedstawiania statui zdeformowanych postaci zastygłych w akcie kopulacji. Metafora sięga tu o wiele głębiej i dotyka cyklu życia od narodzin, przez dorastanie, rozmnażanie i rodzicielstwo, aż po śmierć.

Twórcy gry nie ukrywają fascynacji procesami rozrodczymi. Nie są też przesadnie subtelni.

Choć w Scorn nie pada ani jedno słowo i nie ma ani jednej linijki tekstu, to po ukończeniu produkcji w głowie zaczyna układać się pewna alegoryczna historia o posiadaniu dzieci, o tym, jak są one naszym odbiciem i sensem istnienia, ale i swego rodzaju „pasożytem” pozbawiającym nas sił witalnych. Opowieść pozostaje jednocześnie otwarta na szeroką interpretację i symbiotyczny związek między rodzicem a dzieckiem można równie dobrze odczytać jako relację autora z jego dziełem.

Biomechaniczne struktury mogą budzić zarówno obrzydzenie, jak i fascynację; obrazują, jak pęd za technologicznym postępem może zniewolić ludzi i zmusić ich do życia w symbiozie z maszynami. Mamy tu do czynienia z monumentalnymi, acz martwymi krajobrazami oraz ciasnymi korytarzami, które przywodzą na myśl wydrenowane z wnętrzności truchła. Twórcy nawet nie próbują ukrywać inspiracji procesami rozrodczymi, pasożytnictwem i rozkładem, co zresztą charakterystyczne jest dla prac H. R. Gigera.

Grafika pod względem artystycznym jest piękna, a widoki - zwłaszcza dalsze plany - robią wrażenie. Technicznie jest bardzo dobrze, choć momentami da się zauważyć, że produkcję Scorn rozpoczęto, kiedy PS4 i Xbox One były jeszcze postrzegane jako next-geny. Nie zrozumcie mnie źle - geometria obiektów, jakość tekstur, oświetlenie czy efekty postprocesowe są na wysokim poziomie. Po prostu z Unreal Engine 4 można wyciągnąć nieco więcej.

Prace H.R. Gigera, który zaprojektował xenomorfy na potrzeby „Obcego”, były silną inspiracją dla twórców Scorn.

Trudno jednoznacznie określić przynależność gatunkową recenzowanej produkcji. Łączy ona wiele elementów, choć niekoniecznie wychodzi to najlepiej. Gra nastawiona jest przede wszystkim na eksplorację, w trakcie której zanurzamy się coraz głębiej w wykreowany świat, oraz rozwiązywanie łamigłówek przeplatane okazjonalną walką. Zagadki często wymagają spojrzenia na problem z szerszej perspektywy i potrafią rozciągać się na wiele pomieszczeń. Momentami trudno jest stwierdzić, czy posiadamy już wszystkie elementy niezbędne do ułożenia układanki, czy musimy jeszcze rozejrzeć się za brakującym ogniwem.

Znalazło się też kilka wyjątkowo frustrujących zagadek, które łatwiej jest rozwikłać metodą na chybił-trafił, niż faktycznie rozgryźć zasadę działania danego mechanizmu. Innym razem łatwo jest przeoczyć jakiś ważny element, który mamy tuż pod nosem. Przykładem niech będzie konieczność użycia w paru miejscach konkretnej broni z naszego ekwipunku na konkretnym elemencie otoczenia.

Symbolika prenatalna odgrywa dużą rolę w wykreowanym świecie.

Skoro przy broni jesteśmy - walka w grze jest, ale lepiej by było, gdyby jej nie było. Postać gracza rusza się ociężale, animacje ataków i przeładowywania są niesamowicie powolne, a amunicji i „apteczek” jest bardzo mało. Na szczęście w Scorn działa taktyka znana z pierwszych części Resident Evil - większość przeciwników najlepiej ominąć, a likwidować jedynie tych, którzy faktycznie stoją nam na drodze. Zdecydowanie polecam właśnie takie podejście, ponieważ toporność starć jest intencjonalna.

Istotną bolączką gry jest jednak nietrafiony system autozapisu - stan rozgrywki zapisuje się samoistnie po osiągnięciu danych kamieni milowych, na przykład po podniesieniu ważnego przedmiotu, jednak z pewnym opóźnieniem, a minimalistyczny interfejs nie zapewnia żadnych informacji na ten temat. Dochodzi przez to do sytuacji, kiedy trzeba resetować cały rozdział, ponieważ niefortunny zapis uwięził nas w „pętli śmierci”, gdy natychmiast po wczytaniu rozgrywki, otrzymujemy od przeciwnika śmiertelny cios. W trakcie pojedynczego, 6-godzinnego przejścia taka sytuacja spotkała mnie trzy razy.

Scorn jest wspaniałym, choć wyczerpującym doświadczeniem, które lepiej sobie dawkować. Nie należy również podchodzić do gry, jak do horroru, ponieważ najważniejsze tu jest to, czego nie widać i co zakwita w mózgu odbiorcy. Bez wątpienia, nie jest to pozycja dla każdego. Jeżeli jednak cechujecie się pewną artystyczną wrażliwością, uwielbiacie interpretować przeróżne dzieła, a psychodeliczne obrazy Gigera i Beksińskiego przyciągają was jak ćmy do ognia, to musicie zagrać w Scorn. Ten świat zagnieździ się w waszych umysłach na długo.


Platforma: PC, Xbox Series X/S - Premiera: 14 października 2022 - Wersja językowa: polska - Rodzaj: przygodowo-logiczna - Dystrybucja: cyfrowa - Cena: 139 zł (PC), 184,99 zł (Xbox) - Game Pass - Gra dostępna w dniu premiery - Producent: Ebb Software - Wydawca: Kepler Interactive

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

O autorze
Awatar Marek Makuła

Marek Makuła

News & Content Writer

Marek to miłośnik modów, kawy i jezior. Jego serce bije w 32 bitach. Lubi grać bez minimapy i wspierać fanowskie projekty.

Komentarze