Skip to main content
Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Tej księżniczki nie trzeba ratować. Recenzja Princess Peach: Showtime!

Peach postawiła na swoim.

Princess Peach: Showtime! to idealna propozycja dla osób poszukujących przyjemnego i przystępnego wprowadzenia do świata gier. Nie znajdziemy tu bowiem wielkich wyzwań, intrygującej opowieści czy skomplikowanych mechanik, lecz kilkanaście godzin prostej zabawy w uroczej oprawie. Dla doświadczonych graczy może być to jednak nieco za mało.

Wspomniana prostota nie oznacza oczywiście, że gra nie oferuje żadnej fabuły. Wcielamy się w tytułową księżniczkę Peach, która postanawia nieco urozmaicić swoje życie wyjazdem do teatru. Na miejscu okazuje się jednak, że szlachetny ośrodek kultury został opanowany przez nikczemną wiedźmę Grape. Peach nie może znieść faktu, że tak piękne miejsce stało się bazą sił zła, dlatego postanawia wziąć sprawy we własne ręce.

Intryga nie jest zbytnio skomplikowana, więc przedstawienie jej w filmiku wprowadzającym trwa niedługo. Co prawda postacie są niemalże nieme - tylko główna bohaterka wypowiada co pewien czas angielsko brzmiące wyrazy - ale gra przekazuje najważniejsze informacje w krótkich dialogach, więc trudno o sytuację, w której nie wiedzielibyśmy co robić, albo do jakiego miejsca się udać.

Stąd wyruszymy na kolejne przygody.

Zagubienie się jest właściwie niemożliwe, ponieważ sercem gry jest wspomniany teatr, spełniający rolę hubu, z którego dopiero przechodzimy do poziomów z właściwą rozgrywką. Tych jest całkiem sporo, ponieważ ponad 30, jeśli dodać do tego opcjonalne wyzwania, odblokowywane wraz z postępami w fabule. Oprócz tego w teatrze znajdziemy też sklepik, w którym wymienimy zdobytą walutę za nowe sukienki dla księżniczki i jej towarzyszki.

Każdy poziom - zwany też spektaklem - to unikalna przygoda, w której Peach wciela się w jedną z dziesięciu ról: od fechmistrzyni, przez cukierniczkę, aż po syrenę czy panią detektyw. Raz zajmiemy się więc oczyszczaniem podbitego zamku z wrogich oddziałów, chwilę później rozegramy kilka minigier rodem z tytułów przeglądarkowych, a kiedy indziej trafimy do gry z gatunku point and click. Na jednym piętrze teatru nigdy nie znajdziemy dwóch spektakli tego samego typu, więc każdy kolejny poziom oferuje nieco świeżości.

Peach jest księżniczką o wielu talentach.

Poziom wykonania plansz i transformacji jest niestety zauważalnie nierówny. Wcielając się w Peach-agentkę zmierzymy się z naprawdę ciekawie zaprojektowanymi lokacjami, w których nie zabraknie przeskakiwania nad przeszkodami za pomocą linki z hakiem, balansowania między laserami czy chowania się przed niezniszczalnymi strażnikami. Sterując Peach-mistrzynią kung-fu zabawa wygląda już mniej interesująco, ograniczając się do ubijania fal przeciwników i rozgrywania pojedynków opartych na banalnych sekwencjach QTE.

Winę za to należy zapewne zrzucić na uproszczony schemat sterowania - jeśli bowiem pominąć samo poruszanie się postacią, rozgrywka ogranicza się właściwie do dwóch działań: skoku (A) oraz wykonania akcji (B). Od czasu do czasu za pomocą tylnego triggera możemy też wykonać specjalny ruch i zdobyć nieco monet lub odblokować jakiś sekret, ale większość zabawy spędzimy na klikaniu wymienionych dwóch przycisków.

Takie rozwiązanie to niewątpliwie świetne udogodnienie dla nowicjuszy i najmłodszych, ale doświadczeni gracze szybko odczują, jak uproszczona staje się przez nie rozgrywka. W przypadku wielu poziomów widać jednak, że twórcy starali się wycisnąć z tej prostoty tyle potencjału, ile tylko się dało. Najbardziej wyróżniają się spektakle z Peach-cukierniczką w roli głównej, w których przycisk B nie służy do obijania przeciwników, lecz do… dekorowania ciast.

Ozdabianie ciast bywa toporne, ale gra nie wymaga od nas precyzji.

Niemniej pomysłowych rozwiązań jest więcej. Sekwencje z Peach-panią detektyw to już całkowicie oryginalne przygody, w których nie znajdziemy absolutnie żadnej akcji, a jedynie zabawę opartą na rozszyfrowywaniu poszlak, przesłuchiwaniu postaci i analizowaniu otoczenia. Peach-syrena zaoferuje natomiast zestaw poziomów, w których sterować będziemy nie tyle samą księżniczką, co towarzyszącą jej ławicą ryb. Zdecydowanie najsłabiej wypadają plansze, w których akcja ogranicza się do starć z przeciwnikami, ponieważ system walki jest uproszczony do bólu i polega na wciskaniu w kółko tego samego klawisza.

Nie oznacza to jednak, że gra jest zwyczajnie łatwa. Poziom skomplikowania poziomów rośnie wraz z każdym kolejnym piętrem teatru, a niektóre wyzwania zręcznościowe potrafią zająć więcej niż tylko jedną próbę. Jeśli zależy nam ukończeniu gry na 100%, przechodzenie niektórych spektakli okaże się koniecznością, ponieważ odkrycie każdej schowanej w nich znajdźki raczej nie będzie możliwe za pierwszym podejściem. Na szczęście poziomy są bardzo krótkie (przejście jednego zajmuje maksymalnie 15 minut), więc kończenie ich po kilka razy nie męczy.

Misje Peach-agentki to mój zdecydowany faworyt.

Miłym urozmaiceniem od standardowych poziomów są starcia z bossami, do których przystępujemy po oczyszczeniu danego poziomu teatru. Każdemu z nich towarzyszy też krótki - ale miły dla oka - przerywnik filmowy. Podobnie jednak jak większości plansz skupiających się na walce, tutaj także mechaniki nie są zbytnio skomplikowane: w większości przypadków oponenta pokonujemy jedną konkretną sztuczką, więc poziom trudności zależy tylko od tego, jak szybko wpadniemy na właściwe rozwiązanie. Raczej wyraźnie widać, że projektowanie tego elementu gry raczej nie było dla deweloperów priorytetem.

Princess Peach: Showtime! to tytuł, na który po prostu miło się patrzy: każdy poziom wyróżnia się własnym stylem i jest wypełniony ozdobnikami. Cieszą te najdrobniejsze detale, jak style poruszania się i tańca unikalne dla każdej z ról Peach. Równie dobrze wypada muzyka, także wpasowująca się odpowiednio w klimat danego spektaklu. Wcielając się w Peach-ninję przeniesiemy się w klimaty Japonii, poziomom pod wodą towarzyszy syreni śpiew, a motyw muzyczny w cukierkowej krainie jest tak słodki, że z czasem mógłby pewnie popsuć zęby.

Nie brakuje też bardziej filmowych scen akcji.

Na pochwałę zasługuje też to, w jak subtelny sposób twórcy prowadzą nas za rękę po kolejnych lokacjach. Wielkie napisy i świecące strzałki zastąpiono słupami światła - w końcu wszystko przecież rozgrywa się na scenie - a nadepnięcie na miejsce skrywające podziemny sekret jest sygnalizowane wibracją konsoli. Jest jednak kilka momentów, w których gra mogłaby lepiej tłumaczyć, jakie konkretnie działanie powinniśmy wykonać. W bardziej skomplikowanych sytuacjach z pomocą przychodzi wyjaśnienie ukryte pod przyciskiem X, ale i ono nie zawsze jest do końca precyzyjne.

Nie jest to jednak wielki problem, a raczej drobna niegodność, przez którą spędzimy w niektórych miejscach kilkanaście sekund dłużej, niż powinniśmy. Podsumowując: Princess Peach: Showtime! to mało skomplikowana produkcja, której trudno wytknąć poważniejszą wadę, ponieważ nawet jej najsłabsze momenty dają sporo frajdy. Dla młodszych graczy będzie to świetny wstęp do bardziej rozbudowanych produkcji, a dla konsolowych weteranów - kilka miłych godzin zabawy w przyjemnej oprawie.

Ocena: 8/10

Plusy:
+ Łącznie ponad 30 unikalnych poziomów i wyzwań
+ Rozgrywka i sterowanie przystępne dla młodszych graczy
+ Poziom trudności rośnie wraz z postępami
+ Przyjemna oprawa audiowizualna
Minusy:
- Nie wszystkie poziomy są równie ciekawe
- Niektóre transformacje Peach są do siebie zbyt podobne
- Dla części graczy rozgrywka może być zbyt uproszczona

Recenzja gry została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez wydawcę.

Nie jesteś zalogowany!

Utwórz konto ReedPop, dołącz do naszej społeczności i uzyskaj dostęp do dodatkowych opcji!

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

W tym artykule

Princess Peach: Showtime!

Nintendo Switch

Powiązane tematy
O autorze
Awatar Nikodem Idziak

Nikodem Idziak

News Writer

Kolekcjonuje wszystko, co bezużyteczne - od platynowych trofeów, po butelki po winie. Zakochany w RPG-ach, ambiencie i twórczości Boba Rossa.
Komentarze