Skip to main content

Far Cry 4 - Recenzja

Zadyma.

Angażująca, barwna i przepiękna strzelanka w otwartym świecie - z brakami na poziomie scenariusza, lecz masą atrakcji w środku.

„Ty i ja zrobimy tu zajebistą zadymę” - zapowiada głównemu bohaterowi Pagan Min, samozwańczy król Kyratu. Przemiły to pan, bo opierający władzę na terrorze, handlu narkotykami i wyzysku lokalnych mieszkańców. Postawmy więc sprawę jasno. Far Cry 4 nie jest tak doskonały jak Far Cry 3, ale to wciąż angażująca, barwna i przepięknie wyglądająca strzelanka w otwartym świecie.

Wcielamy się w Ajaya Ghale'a, który urodził się w Kyracie, ale wraz z matką wyjechał do USA. Teraz przybywa do rodzinnego kraju, by spełnić jej ostatnie życzenie - rozsypać prochy na ziemi przodków. Po tradycyjnie wybuchowym wprowadzeniu, w trakcie którego mamy możliwość osobistego poznania Pagana Mina, uciekamy z twierdzy z pomocą walczących o wolność członków Złotego Szlaku.

Tak rozpoczyna się nasza długa przygoda, znacząco różniąca się od pamiętnych wydarzeń z Rook Island i barwnej przemiany nieociosanego Jasona w perfekcyjną maszynę do zabijania. Główny bohater Far Cry 4 przechodzi od razu do rzeczy, bo twórcy zrezygnowali tym razem z jakiegokolwiek wprowadzenia Ghale'a w świat gry. Łapiemy za spluwę bez pytania, ściągamy skórę ze zwierząt bez mrugnięcia okiem i wbijamy nóż w gardło pierwszego lepszego wroga niemalże z uśmieszkiem na twarzy.

Zobacz na YouTube

Po intensywnym początku akcja znacząco zwalnia, by przez dłuższy czas toczyć się w ślamazarnym tempie. Poznajemy bohaterów drugoplanowych - na początku dwójkę młodych przywódców Złotego Szlaku. Sabal chce być wierny tradycji, Amita zaś ma mniej konwencjonalne podejście - w trakcie gry będziemy wybierać, kto z nich jest dla nas bardziej przekonujący. Z miejsca więc dołączamy do organizacji, dowiadując się, że za jej powstaniem stoi ojciec i matka Ghale'a.

Od tej pory jesteśmy chłopcem na posyłki, ale nasze motywy nie są jasne. Gdy w Far Cry 3 jako młody Jason zaczynaliśmy zabijać niczym John Rambo wiedzieliśmy, dlaczego to robimy: okrutny i charyzmatyczny Vaas wciąż nie dawał nam spokoju, a przyjaciele pozostawali w niebezpieczeństwie. Tutaj trzeba uzbroić się w cierpliwość - tempo jest wyraźnie słabsze, wydarzenia nie pompują adrenaliny do żył, a miejscami trudno nawet odgadnąć, co musimy zrobić, by pchnąć fabułę do przodu.

Postacie drugoplanowe nakreślone są wedle tego samego schematu, co poprzednio - osoba musi być świrnięta, najlepiej zdrowo pieprznięta w łeb, ale posiadać też dla kontrastu inne, stereotypowe cechy. Mamy więc nietypowego księdza wielbiącego biblię - tak naprawdę handlarza bronią i nie tylko; jest dowódca - okrutny morderca, który podczas oskubywania trupów z kosztowności rozmawia przez telefon z córeczką o tym, co by chciała na prezent; jest kobieta, która zabija ludzi, ponieważ chce uratować własną rodzinę.

„Niemal kropka w kropkę wykorzystano wszystkie sprawdzone fundamenty rozgrywki z Far Cry 3.”

Brakuje smoków

Braki w scenariuszu niemal natychmiast mocno wypełnia przepiękny Kyrat, ogrom dodatkowych atrakcji i dopracowane do perfekcji rozwiązania znane z „trójki”. Ponownie więc musimy przejmować wieże łączności, by odkrywać mapę, a następnie rozprawiać się z wrogimi strażnicami i fortecami. Wszystko wygląda tu znajomo, więc miłośnicy serii będą czuli się jak ryba w wodzie.

Niemal kropka w kropkę wykorzystano wszystkie sprawdzone fundamenty rozgrywki. W przejętych strażnicach korzystamy z szybkiej podróży, dokonujemy zakupów w sklepie i odbieramy rozmaite zadania poboczne. Tych jest całe zatrzęsienie i pozwalają szybko zdobywać pieniądze oraz doświadczenie. Pojawiają się też wydarzenia losowe, które skutecznie odwracają uwagę od bieżącego celu, choć z czasem przestajemy na nie zwracać uwagę. Do tego jest cała masa znajdziek.

Rozwój bohatera nie uległ większym przemianom - ponownie wydajemy punkty na konkretne umiejętności z dwóch przeciwległych stron. Możemy więc skupić się na podnoszeniu swojej wartości w walce, eliminacji przeciwników i korzystaniu z broni, albo wybierać umiejętności z rodziny związanej z miksturami i lecznictwem. Najlepsze efekty daje równomierne korzystanie z obu dobrodziejstw.

Skradanie jest przereklamowane

Trudno nie odnieść wrażenia, że system rozwoju bohatera w przypadku Far Cry 3 był subtelniej wpisany w fabułę; tutaj nie ma on w zasadzie żadnego powiązania z wydarzeniami, które obserwujemy na ekranie. Ghale po prostu uczy się tego, co może, a potem wykorzystuje to w walce.

Kwintesencją gry pozostaje oczywiście cicha infiltracja wrogich miejsc lub głośne wejście drzwiami frontowymi i przywitanie pierwszego strażnika celnym strzałem w głowę. Jeśli chodzi o pierwsze podejście, Far Cry jak zwykle świetnie spisuje się jako połączenie skradanki z grą akcji.

Aparatem jak zwykle oznaczymy przeciwników, by następnie skradając się eliminować ich jeden po drugim za pomocą długiego noża. Przydaje się snajperka, dzięki której możemy po cichu wyłączać alarmy; inaczej czeka nas ciężka przeprawa z przeważającymi siłami wroga.

Gdy już pozbędziesz się dwóch śmiesznych chłopców z domu rodzinnego Ghale'ów, będziesz mógł go uatrakcyjnić o kilka przydatnych elementów

Kiedy zaś już znudzimy się ciągłym łażeniem po krzakach, czas wskoczyć na słonia i wbiec do obozu taranując wszystko i wszystkich. Z czasem nasz arsenał staje się tak wszechstronny, że nie przeciwstawi mu się żadna siła - gdy chodzi o otwarte zadania, jak przejmowanie wspomnianych strażnic czy fortec.

Misje fabularne początkowo jednak rozczarowują. Brakuje im dynamizmu, pomysłowości, szaleństwa i uroku poprzedniej części. Dlatego właśnie potrzebna jest cierpliwość., również z tej przyczyny, że twórcy ponownie zmuszają nas do częstszego siadania za kółkiem. Czasami jedziemy długo w konkretne miejsce, oznaczone misją fabularną, nie bardzo wiedząc właściwie po co. Na szczęście jest opcja automatycznego prowadzenia pojazdu, a my możemy podziwiać widoki, tudzież strzelać z wolnej ręki do wroga.

Dopiero po wielu godzinach zaczynamy odkrywać prawdziwą twarz nowego Far Cry'a. Pojawiają się wreszcie interesujące misje oraz całkiem zaskakujące motywy, związane z lokalnymi wierzeniami. Co ważne, tam, gdzie jest nieco mniej swobody, projektanci zapewnili więcej atrakcji i dopieścili szczegóły, oferując świetną zabawę.

Kotek na spacerku. Świnki są bardziej bojaźliwe.

Fakty zaczynają wypływać na wierzch i zazębia się fabuła - opowieść nabiera rumieńców i z większą chęcią zaczynamy podążać w kierunku finału. Pagan Min nie będzie nas jednak nękał tak często jak Vaas czy później Hoyt. Po otwarciu znika, a my musimy systematycznie zajmować się jego zwariowanymi poplecznikami.

Bez względu na wszystko, Far Cry 4 prowadzi nas przez fascynujący, otwarty świat, w którym możemy iść dokładnie tam, gdzie chcemy - może poza majaczącymi w tle Himalajami, choć nie brakuje śnieżnych misji, które wprowadzają prawdziwą świeżość do znanej formuły.

Wiara czyni cuda

Graficznie tytuł Ubisoftu wygląda olśniewająco na nowych konsolach i mocnych komputerach. W testowanej wersji na PlayStation 4 optymalizacja jest niemalże perfekcyjna.

Wystarczy przejść się na krótki spacer, by podziwiać niesamowitą zieleń, kolorowe krzewy i bujne korony drzew, z zapierającymi dech w piersi promieniami słonecznymi, przebijającymi się przez tę wspaniałość niczym w prawdziwym lesie. Ewentualnie można wznieść się w powietrze, a to za pomocą kombinezonu wingsuit, który dostarcza sporo emocji; a to dzięki latającemu mini-helikopterkowi; albo tradycyjnie - lotnią. Wrażenie robią tafle wody, z delikatnym falami, w których nie raz zanurkujemy.

Standardowe problemy serii - jak zabawnie poruszające się samochody, kierowcy przejeżdżający cywilów czy wesołe psiaki i świnki nie obawiające się serii karabinu maszynowego - wciąż są obecne i tutaj, ale pod ciężarem ogromu przedstawionego świata łatwo przychodzi je zaakceptować. Błędy techniczne zdarzają się naprawdę rzadko.

Zobacz na YouTube

Kyrat jest zresztą zaprojektowany z ciut mniejszą nonszalancją niż Rook Island, więc przedzierając się przez lasy trzeba liczyć się z ograniczoną liczbą fascynujących lokacji. Plusem są zaś wspinaczki na linie, dzięki czemu możemy faktycznie poczuć, że przenieśliśmy się w leżący pomiędzy górami kraj. Jest to także częsty element wykorzystywany w misjach.

Far Cry 4 to ogromna, naturalnie wciągająca i fascynująca gra, lecz zabrakło czegoś ulotnego, jakiejś magii, mocy poprzednika. W kontekście rozgrywki twórcy prawidłowo wykorzystali dokładnie te same schematy, co w poprzedniej części, dodając sporo nowych możliwości i projektując przepiękny, dopracowany świat. Dla miłośników czystej zabawy i zwykłej frajdy strzelania w otwartych przestrzeniach - wszystko jest poukładane i niemal perfekcyjne, a dodatkowym akcentem jest umilający wojaże tryb współpracy.

Autorzy nie przywiązali jednak tak wielkiej wagi do scenariusza, bohaterów, dialogów czy tempa kampanii fabularnej - elementów układanki, które poza samą rozgrywką mają subtelny wpływ na całokształt odbioru dzieła. Przez to właśnie Far Cry 4 nie jest tak wściekły i tak piekielnie uzależniający jak przygody Jasona.

8 / 10

Zobacz także