Otwarty świat zdominowany przez zainfekowanych „świrusów” to najmocniejsza strona Days Gone. Z każdym kolejnym kilometrem przebytym na motocyklu coraz bardziej czujemy, że naprawdę znajdujemy się w dalekich, amerykańskich lasach i górach. A przy tym rozrywka wciąga na długie godziny.

Zanim jednak się rozpędzimy, gra wprowadza nas w fabularne podstawy, oparte głównie na retrospekcjach. Nie do końca wiemy, skąd wzięli się zainfekowani i jak potoczyły się losy niektórych towarzyszy Deacona, czyli głównego bohatera gry.

Trzeba przyznać, że fabuła rozwija się stosunkowo powoli, choć jest to odpowiednie tempo dla rozgrywki. Nieco dynamiczniej, a momentami nawet zaskakująco, dzieje się w drugiej połowie gry. Całość jest jednak oparta na dość znanych i miejscami łatwych do odgadnięcia schematach, co jednak nie przeszkadza w całościowym odbiorze rozgrywki.

days_gone_recenzja_01
„Kiedy siedzę na maszynie, totalny czuję luz...” (Days Gone - recenzja)

Ta przesadnie nie zaskakuje, ale jest dopracowana. To gra akcji z perspektywy trzeciej osoby, umiejscowiona w otwartym świecie. Mamy więc sporą swobodę, jeśli chodzi o kolejność wykonywania zadań, w których oprócz strzelania, jest też sporo bardzo dobrze zrealizowanego skradania i motocyklowych pościgów (oraz ucieczek).

Days Gone kładzie także duży nacisk na przetrwanie - poprzeczka na szczęście nie jest ustawiona zbyt wysoko, więc większość graczy poradzi sobie z wyzwaniami bez większych kłopotów. Co ciekawe, w ramach rozgrywki walczymy nie tylko z nieumarłymi, ale i ludźmi.

Zanim Amerykę opanowały świrusy, czyli odpowiednik zombie, Deacon należał do klubu motocyklowego. W trudnych realiach nowego świata, wraz z kumplem, podróżuje od obozu do obozu, gdzie pomaga ocalałym ludziom.

Jest tak zwanym włóczęgą, czyli nomadą - osobą niezwiązaną z żadnym ugrupowaniem, prowadzącą życie w różnych miejscach. Deacon żyjąc jako wolny strzelec odwiedza więc kilka obozów pracy, pomagając przy tym mieszkańcom i stopniowo odkrywając tajemnice zainfekowanych oraz kwestie bardziej osobiste.

days_gone_recenzja_02
Porzucone miasteczka oferują sporo łupów i jeszcze więcej świrusów (Days Gone - recenzja)

Życie od obozu do obozu nie jest jednak proste - cały świat jest zdominowany przez kilka rodzajów nieumarłych, bandytów i wieczystych. Ugrupowanie tych ostatnich jest dość ważne dla opowieści, ale nie zdradzimy więcej szczegółów na ich temat, aby nie psuć zabawy z samodzielnego odkrywania gry.

Największym wrogiem jest jednak podejmowane ryzyko i nieprzemyślane decyzje związane z podróżowaniem. W Days Gone liczy się przede wszystkim benzyna do naszego motocykla oraz złom, którym naprawiamy maszynę oraz białą broń.

O ile złom jest dość łatwy do zdobycia - zwykle znajdujemy go pod maskami samochodów - tak o paliwo często trzeba się postarać. Rozrzucone po świecie gry kanistry i dystrybutory z resztkami paliwa co prawda są oznaczone na radarze, ale czasami dotarcie do nich bywa problematyczne. Zwłaszcza wtedy, gdy w baku zrobi się pusto.

W takiej sytuacji możemy prowadzić motocykl do tyłu, odpychając się nogami lub zdecydować się na pieszą wędrówkę. W przypadku drugiego wyboru prędzej czy później natkniemy się na spore grupy świrusów, co zwykle kończy się śmiercią bohatera. Co wtedy? Gra okazuje się na szczęście łaskawa i teleportuje postać - wraz z motocyklem - w miejsce, gdzie mamy już całkiem niedaleko do źródła paliwa.

Jest to dość duże uproszczenie i w zasadzie udowadnia, że twórcy gry poszukiwali złotego środka pomiędzy realizmem a niezobowiązującą przygodą. Rezultat jest dwojaki, gdyż z jednej strony zrozumiałe jest, że paliwa w takim świecie nie powinno być zbyt dużo. Z drugiej jednak, maszynę tankujemy naprawdę często, co szybko zaczyna nudzić.

Tak naprawdę nie jest możliwe zrealizowanie nawet dwóch misji bez konieczności poszukiwania benzyny. W rzeczywistości świat gry zmusza nas do zatrzymywania się praktycznie przy każdym porzuconym aucie, celem zebrania cennych przedmiotów i często także właśnie paliwa. Balans pod tym kątem powinien być więc zdecydowanie poprawiony.

Cień na autentyczność świata rzuca też nieco fakt, że przemierzając szlaki nie napotykamy innych motocyklistów czy nawet samochodów w ruchu. Dość dziwne jest, że w zasadzie tylko jednoślady pozostały przy „życiu”.

Szybko jednak o tym zapominamy, gdyż prowadzenie motocykla jest po prostu świetne. Model jazdy jest dopracowany i przemierzanie świata po różnych nawierzchniach, także jeżdżąc po lesie, omijanie przeszkód i nacierających zombie jest po prostu wyborne.

days_gone_recenzja_04
Days Gone to przede wszystkim wspaniały klimat (Days Gone - recenzja)

Gdzieniegdzie pojawiają się jednak problemy z prawidłowym obliczaniem kolizji, zwłaszcza wtedy, gdy wpadamy na ludzi przebywających w obozie. O ile niemal każdego świrusa możemy przejechać, tak od sprzymierzeńców po prostu nienaturalnie się odbijamy. Te i kilka innych rodzajów kolizji potrafią spowodować czasami zabawne błędy.

„Odczucia z podróżowania przez upadający świat są znakomite”.

Lepiej jednak stronić od uderzeń jednośladem - naprawy są kosztowne, zwłaszcza wtedy, gdy chcemy ich dokonać w warsztacie obozu. To samo tyczy się zresztą tankowania. Najważniejsze jest jednak to, że małe nieścisłości świata kompletnie nie burzą naprawdę dużej frajdy z rozgrywki.

Odczucia z podróżowania przez upadający świat są znakomite. Kiedy nastaje noc i zaczyna padać deszcz, momentalnie doznajemy uczucia samotności i beznadziejności sytuacji. Nawet pomimo faktu, że mapa - choć sporych rozmiarów - jest dość skondensowana i często przejeżdżamy obok porzuconych miast czy obozów.

days_gone_recenzja_05
Zwykle nie ma czasu na podziwianie widoków - zagrożenie jest wszędzie (Days Gone - recenzja)

Świat nie jest także pusty. Oprócz głównego wątku fabularnego twórcy przewidzieli szereg aktywności pobocznych. I choć nie są obowiązkowe, tak warto poświęcić im nieco uwagi. Nagrodami za zadania dodatkowe są punkty lojalności w danym obozie, co później otwiera drogę do choćby ulepszeń motocykla - bardzo przydatnych zresztą.

Inne aktywności są związane z przywracaniem zasilania do tzw. punktów medycznych Nero. Proces jest podobny w każdym przypadku - odnalezienie paliwa do generatora, odcięcie głośników i włączenie prądu. Otrzymujemy wówczas dostęp do tajnej placówki badawczej, w której znajduje się injektor. Dzięki specjalnej strzykawce zwiększamy liczbę punktów zdrowia, kondycji i skupienia (spowolnienia czasu podczas celowania z broni palnej).

To wciąż aktywność opcjonalna, jednak bez rozwijania wspomnianych cech, gra w dalszych fazach staje się bardzo trudna. Zdarzają się również sytuacje losowe, gdzie zwykle ratujemy ludzi z rąk bandytów lub szponów zombie. Ocalałego kierujemy do wybranego obozu, zyskując tym samym różnego typu bonusy i punkty lojalności.

days_gone_recenzja_06
Nie liczcie na zbyt dużo amunicji (Days Gone - recenzja)

Wszystkie mechanizmy użyte w Days Gone są więc bardzo dobrze znane miłośnikom gier wideo. I tak naprawdę to największy atut produkcji Bend Studio - gra nie sili się na niepotrzebne rewolucje, stawiając po prostu na sprawdzone i powszechnie lubiane rozwiązania.

Days Gone oczarowuje klimatem, projektem świata i zróżnicowanymi nieumarłymi. To gra, która nie daje obietnic bez pokrycia i po prostu stawia na solidne rzemiosło. Wielbiciele gier akcji w otwartym świecie mają przed sobą kilkadziesiąt godzin solidnej rozgrywki.

Plusy: Minusy:
  • świetny projekt mapy
  • model jazdy motocyklem
  • amerykański klimat
  • ciekawie zaprojektowani nieumarli
  • solidna rozgrywka na sprawdzonych schematach
  • zauważalne błędy
  • zbyt częste tankowanie i naprawy
  • nieścisłości świata


Platforma: PS4 - Premiera: 26 kwietnia 2019 - Wersja językowa: polska - Rodzaj: gra akcji TPP - Dystrybucja: pudełkowa, cyfrowa - Cena: 249 zł - Producent: Bend Studio - Wydawca: Sony Interactive Entertainment - Wydawca PL: SIE Polska

Recenzja Days Gone została przygotowana na podstawie egzemplarza PS4 dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Sony Interactive Entertainment Polska.

Reklama

O autorze

Jerzy Daniłko

Jerzy Daniłko

Redakcja Eurogamer.pl

Jerzy jest redaktorem naczelnym Eurogamer.pl. Z serwisem współpracuje od początku, a w ostatnim czasie nadzorował pracę działu poradników. Relaksuje się gotując i jeżdżąc autem w długie trasy. Nie lubi nudy, zastojów i głośnych sąsiadów.