Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Resident Evil 4 Remake - Recenzja

Zmiany, zmiany.

Eurogamer.pl - Rekomendacja odznaka
Oryginalny Resident Evil 4 przyniósł szereg rewolucyjch zmian w rozgrywce, a przez wielu wciąż jest najwyżej ocenianą odsłoną serii. Na szczęście Capcom udźwignął ciężar jego kultowości, tworząc swój najlepszy jak dotąd remake. Ale nie wszystkie zmiany spodobają się wiernym fanom "czwórki".

W Resident Evil 4 twórcy zabierają graczy z ikonicznego Racoon City do małej wioski, gdzieś w górskim rejonie Hiszpanii. Ponownie wcielamy się w Leona Kennedy’ego - jednej z dwóch grywalnych postaci w drugiej części cyklu. Tym razem zadaniem agenta jest wyrwać córkę prezydenta Stanów Zjednoczonych - Ashley Graham - z rąk tajemniczego kultu Los Illuminados.

Dla odmiany na drodze nie napotykamy już krwiożerczych zombie stworzonych przez korporację Umbrella, ale członków lokalnej ludności dotkniętych „Las Plagas” - tajemniczą chorobą spowodowaną pasożytem, który atakuje system nerwowy nosiciela i przejmuje nad nim kontrolę. Powstrzymanie zagrożenia staje się kolejnym celem Leona, gdy na jaw wychodzi, że epidemia jest w jakiś sposób powiązana z uprowadzeniem członkini prezydenckiej rodziny.

Walka wymaga szybkiego żonglowania broniami - oprócz zwykłego pistoletu możemy kupić też magnum, strzelbę, karabin, pistolet maszynowy lub wyrzutnię rakiet

Choć oryginalna gra mocno odeszła od wypracowanej formuły zabawy, to zmiany nie są tak odczuwalne, gdy porównamy ze sobą odświeżone wersje Resident Evil 2, 3 oraz 4. Podobnie jak w dwóch ostatnich remake’ach akcję gry obserwujemy znad ramienia bohatera, co tym razem jest bliższe pierwowzorowi, w którym po raz pierwszy wprowadzono perspektywę trzecioosobową w miejsce statycznej kamery. „Czwórka” postawiła też na szybszy, bardziej kojarzący się z grami akcji charakter rozgrywki, jednak wersja z 2023 roku zmienia delikatnie jej ton za sprawą elementów skradankowych.

Historia w Resient Evil 4 nie odbiega znacząco od pierwowzoru, chociaż twórcy zdecydowali się na szereg mniejszych i większych modyfikacji, z których część z pewnością nie spodoba się konserwatywnym miłośnikom oryginału. Produkcja podzielona jest na 16 rozdziałów, a rozbieżności względem wersji z 2005 roku dają o sobie znać tym silniej, im bliżej jesteśmy końca opowieści - wtedy ujawnia się waga wprowadzonych do scenariusza aktualizacji. W większości są to jednak wartościowe zmiany, które nadają wydarzeniom szerszego kontekstu i pogłębiają relacje między postaciami.

Jak zawsze znalazło się też miejsce dla wielu łamigłówek i zagadek środowiskowych

Pierwsza taka różnica pojawia się już w intrze, w którym Leon sugeruje, że został zmuszony do współpracy z rządową agencją - tym samym Capcom wziął pod uwagę wydarzenia z mało znanej odsłony Resident Evil: The Darkside Chronicles, która ukazała się w 2009 roku wyłącznie na konsolach Nintendo Wii. Opowiedziana w niej historia wyjaśnia, że Leon podjął współpracę z rządem, by chronić Sherry Birkin - osieroconą dziewczynkę, którą odnalazł w zniszczonym Racoon City i traktował jak własną córkę. Daje to wreszcie wyjaśnienie, dlaczego z takim poświęceniem walczy teraz o wyzwolenie Ashley Graham, z którą nie wiążą go wcale bliska relacja.

Poza Leonem, dużo więcej uwagi poświęcono również postaciom drugoplanowym: Ashley, Luisowi, Jackowi oraz Adzie. Wątek tej ostatniej został rozszerzony o elementy wprowadzone pierwotnie w dodatku Separate Ways - szkoda tylko, że tym razem nie jest już ona grywalną postacią. W remake'u zabrakło za to dodatku Assignment: Ada (znanego też jako Ada the Spy), który opowiadał krótką, niekanoniczną historię enigmatycznej "kobiety w czerwieni". Oczekiany przez wielu graczy tryb Mercenaries ma z kolei ukazać się dopiero jakiś czas po premierze gry, w formie bezpłatnego DLC.

Przez większość czasu Ashley jest naszą towarzyszką, której możemy rozkazać, by trzymała się blisko lub na dystans

Niestety, potwierdziły się przecieki dotyczące wycięcia z gry walki z bossem U-3, a decyzję tę trudno jest mi jakkolwiek usprawiedliwić. Starcie z mutantem, które prowadziliśmy w klaustrofobicznej, korytarzowej lokacji było jednym z najciekawszych, jakie miały miejsce w oryginalnym Resident Evil 4 i bardzo na nie czekałem. A to nie koniec - niektórzy z bossów pojawiają w mocno zmienionej postaci, a walki z nimi przebiegają inaczej, często pozwalając Leonowi na większą swobodę. Te decyzje oceniam z kolei bardzo pozytywnie.

Skromną rekompensatą za usunięcie U-3 jest za to dodanie nowych przeciwników - kultystki i osiłka w masce krowy, który atakuje młotem lub małą wyrzutnią rakiet. Choć druga postać została stworzona na późnym etapie produkcji, gdy grę można już było przejść w całości, to nie wydaje się wciśnięty na siłę i dobrze wpisuje się w okultystyczny wątek Los Illuminados. Nowością jest też broń Bolt Thrower, która pozwala wystrzeliwać bełty i miny samoprzylepne - jest więc hybrydą kuszy oraz miotacza min (Mine Thrower), który pojawił się w oryginale.

Nowy model przeciwnika przypomina niewykorzystany projekt z oryginału

Prawdziwą rewolucją w systemie walki jest z kolei możliwość skradania się i zadawania ostatecznych pchnięć nożem. Wyraźnie zmienia to dynamikę starć w dużych lokacjach, pozwalając na ciche eliminowanie przeciwników (w tym celu przydaje się też wspominany Bolt Thrower). Ostrze posłuży również do parowania ataków i strącania ciskanych w nas obiektów. W przeciwieństwie do wersji z 2005 roku ulega ono też uszkodzeniom i musi być naprawiane lub wymieniane, a jego poziom mocy oraz wskaźnik wytrzymałości można modyfikować u kupca.

Podobnie jak w części drugiej Leon porusza się w dość ociężały sposób, a do tego nie posiada możliwości odskakiwania ani wykonywania przewrotów. Jest to szczególnie uciążliwe, gdy pojedynkujemy się z hordą wrogów, jednocześnie walcząc w zwarciu i unikając ataków dystansowych. Pomaga jednak to, że po celnym trafieniu w czuły punkt przeciwnika możemy na nim zastosować kopnięcie z półobrotu, które obala go na ziemię, dając okazję do zadanie śmiertelnego ciosu ostrzem.

W grze nie mogło zabraknąć Kupca - ikonicznej postaci, która zmienia się z każdą częścią

Wizualnie gra robi bardzo pozytywne wrażenie - w otwartych, wiejskich lokacjach czuć klimat hiszpańskiej prowincji, a elementy przedromańskiej architektury zostały odwzorowane z dużym przywiązaniem do detali. A choć na pierwszy rzut oka Resident Evil 4 może nie różnić się znacząco od poprzednich dwóch remake’ów, to uważne porównanie odsłania sporo usprawnień graficznych.

Ulepszona wersja silnika graficznego RE Engine pozwala na bardziej realistyczną i zaawansowaną destrukcję otoczenia - murowane i drewniane elementy pękają na skutek eksplozji lub po pchnięciu na nie przeciwnika. Dobrze prezentują się też efekty cząsteczkowe oraz zachowanie ognia, który na ekranie pojawia się często i gęsto. Na uznanie zasługuje również fizyka cieni oraz to, jak ciało Leona reaguje na obrażenia, ukazując rany odpowiadające rodzajowi i sile ataku.

Na konsolach obecnej generacji RE4 oferuje 2 dwa tryby graficzne: wydajności (dynamiczne 4K i 60 k/s) i rozdzielczości (natywne 4K i frame-rate celujący w 60 k/s). W obu można grać z włączonym śledzeniem promieni, co grozi nieznacznym spadkiem płynności w trybie rozdzielczości.

Capcom posłuchał też fanów, którzy narzekali na uproszczony system ragdollu (symulacji bezwładnych ciał) oraz brak elementów gore w odświeżonej „trójce”, co było tłumaczone potrzebami optymalizacyjnymi. Twórcy przywrócili je w Resident Evil 4, a nawet podkręcili fizykę rozczłonkowywania ciał, utrzymując na konsoli PS5 stabilny i wysoki klatkaż na poziomie 60 fps (nawet w trybie rozdzielczości, który oferuje dynamiczne 4K). Choć testy wykazały delikatny spadek klatek przy takich ustawieniach, ja nie odczułem wyraźnej różnicy i to pomimo korzystania z ray-tracingu.

Ragdoll powoduje jednak okazjonalnie drobne problemy, prowadząc do dziwnych zachowań zwłok, które nie przestają dygotać lub wchodzą w obiekty. Gra ma za to spore problemy z efektami postprocessingu (przetwarzania końcowego), a w szczególności ze zbyt wysokim poziomem aberacji chromatycznej, która bardzo rozmywa tekstury. By uzyskać lepsze efekty wizualne, sugeruję zupełnie wyłączyć korekcję zniekształceń (lens distoration) oraz rozmycie.

Są to jednak tylko drobne rysy na diamencie, jakim jest remake uwielbianej „czwórki”. Obawiam się tylko, że jej kultowy status może wpłynąć na negatywne reakcje najwierniejszych fanów, dla których wprowadzone zmiany będą zbyt dużą ingerencją w oryginalne dzieło. Ja jednak, mimo że cenię sobie pierwowzór, akceptuję kontrowersyjne decyzje twórców, bo nie pozwolili mi ani na chwilę znudzenia. Przez 18 godzin spędzonych z grą bawiłem się świetnie.

Ocena: 8/10

Plusy:
+ Usprawniony system fizyczny, poprawiający m.in. ragdoll i destrukcję otoczenia
+ Bardzo solidna optymalizacja (wysoki i stabilny klatkaż także w trybie rozdzielczości)
+ Wysoka jakość oprawy audio-wizualnej, bogactwo detali
+ Dodanie elementów skradankowych i szybkiego eliminowania wrogów ostrzem
+ Nowy rodzaj przeciwnika
Minusy:
- Zbyt intensywne efekty postprocessingu
- Wycięcie walki z U-3
- Brak polskiej wersji językowej
- Ada Wong nie jest już grywalną postacią
- Brak dodatku Assignment: Ada („Ada the Spy”)

Platforma: PC, PS4, PS5, XONE, XSS/XSX - Premiera: 24 marca 2023 - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: survival horror - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Producent: Capcom - Wydawca: Capcom Testowano na: PS5

Resident Evil 4 Remake - Recenzja została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez wydawcę.

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

O autorze
Awatar Tomasz Orłowski

Tomasz Orłowski

Felietonista / Recenzent

Miłośnik Fallouta i podstarzały potterhead. W Eurogamer.pl zajmuje się pisaniem recenzji oraz felietonów, a także tworzeniem materiałów wideo.

Komentarze