Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Dolmen to kosmiczne Soulsy w klimatach Dead Space. Premiera w tym tygodniu

Trzymający w napięciu horror, inspirowany twórczością Lovecrafta.

Już w tym tygodniu - 20 maja - zadebiutuje Dolmen, czyli trzymający w napięciu horror inspirowany grami z serii Dark Souls oraz twórczością H. P. Lovecrafta.

Debiutancka produkcja brazylijskiego studia Massive Work zabiera nas na zapomnianą planetę Revion Prime. W lokalnej placówce górniczej odkryto tajemniczy minerał - tytułowy Dolmen. Posiada on moc osłabiania granicy dzielącej równoległe rzeczywistości.

Niestety, nieodpowiedzialne użycie Dolmenu doprowadziło do tragedii. Na planecie pojawiła się horda przerażających i niebezpiecznych istot z innego wymiaru, która błyskawicznie wybiła personel i opanowała okolicę.

Wcielamy się w najemnika, wysłanego na powierzchnię planety z misją zabezpieczenia próbek Dolmenu i odnalezienia ocalałych. Dowództwo misji zapewnia graczowi wsparcie wywiadowcze, jednak podczas walki jest przez większość czasu zdany tylko na siebie.

Rozgrywka bardzo przypomina produkcje studia From Software i każdy weteran „soulsów” szybko poczuje się jak w domu. Mówimy tu o podobnym projekcie interfejsu, jak i konfiguracji sterowania na kontrolerze.

W Dolmen kluczowe jest umiejętne zarządzanie energią naszego kombinezonu, która spełnia aż dwie zasadnicze funkcje: służy jako amunicja do broni dystansowej, ale także do leczenia postaci. Można ją zregenerować poprzez użycie specjalnych baterii, ale tych - a jakże - nigdy nie mamy zbyt wiele.

Upiorne, biomechaniczne krajobarzy towarzyszą nam na każdym kroku

Druga kwestia to używanie punktów zapisu. Nadajniki pozwalają zachować postępy, jak również teleportować się na statek, gdzie ulepszamy postać oraz tworzymy nowe elementy ekwipunku ze znalezionych materiałów. Niestety użycie nadajnika powoduje odrodzenie pokonanych do tej pory przeciwników, a w wypadku śmierci tracimy niewykorzystane punkty doświadczenia i zdobyte łupy.

Sprawia to, że gracz musi nieustannie podejmować kluczowe decyzje. Użyć energii do uleczenia postaci, czy zachować większy zapas amunicji do trzymania przeciwników na dystans? Po ciężkiej walce wrócić do punktu zapisu, ulepszyć postać i ponownie przedzierać się przez hordę wrogów, czy przeć dalej licząc, że za rogiem znajdziemy kolejny nadajnik?

Wrogowie po respawnie pojawiają się zawsze w tych samych miejscach, co wcale nie daje aż takiej przewagi, jak mogłoby się wydawać. Starcia pozostają tak samo wymagające, jednak mamy możliwość uczenia się na błędach i opracowania coraz lepszej taktyki dla każdego starcia. Natomiast wejście do wcześniej niezbadanego pomieszczenia to zawsze ogromny zastrzyk adrenaliny.

Wykreowane przez twórców krajobrazy sprawiają wrażenie, jakby wyszły spod ręki samego H. R. Gigera, łącząc industrialne elementy zapomnianej kolonii górniczej z groteskowymi, pełnymi skóry i kości tworami przybyszów z obcego wymiaru. To samo tyczy się projektu naszych wrogów, którzy mogliby ramię w ramię z Ksenomorfem nawiedzać załogę Nostromo.

Wyraźnie czuć tutaj inspirację Lovecraftowską mitologią Cthulhu. Poczucie niepewności i osamotnienia towarzyszy nam na każdym kroku. Napotkani wrogowie już na pierwszy rzut oka potrafią wywołać ciarki. Ciekawym zabiegiem jest brak muzyki podczas gry. Zamiast tego, do naszych uszu nieustannie dobiegają ambientowe odgłosy niszczejących budynków i smutne jęki oponentów w oddali.

Podczas zabawy zwiedzamy częściowo otwarte lokacje, po których gracz swobodnie się porusza. Do aktualnego celu zwykle prowadzi jedna droga, ale istnieją liczne odnogi i poboczne pomieszczenia, które możemy zwiedzić poszukując lepszego wyposażenia.

Część przejść pozostaje zablokowana do czasu zdobycia odpowiedniego przedmiotu lub umiejętności. Sprawia to, że warto wracać do wcześniejszych obszarów, poszukując nowych ścieżek. O przetrwanie walczymy zarówno w ciasnych korytarzach, gdzie nie ma wiele miejsca na manewry i uniki, jak i na całkiem sporych, obszernych arenach.

Grafika stoi na przyzwoitym poziomie, dzięki wykorzystaniu technologii Unreal Engine 4. Tekstury i modele obiektów oraz przeciwników są bogate w detale. Każdy rodzaj przeciwnika posiada zestaw unikalnych animacji poruszania się, ataku a nawet śmierci.

Tytuł posiada moduł multiplayer. Znalezione kryształy Dolmen pozwolą nam przywołać na arenę walki z bossem innych graczy, ale również umożliwią tymczasowe wskrzeszenie pokonanego monstrum. Daje nam to szansę pozyskania lepszego ekwipunku i rzadszych surowców.

Każdy przeciwnik jest śmiertelnym zagrożeniem, dlatego gracz musi zawsze być czujny

Warto dodać, że pomimo bezsprzecznie wysokiego poziomu trudności, tytuł nie jest aż tak trudny, jak inne gry nurtu souls-like. Na punkty kontrolne natrafiamy stosunkowo często, a ich użycie nie wymaga posiadania odpowiednich zasobów.

Możemy zatem prowadzić rozgrywkę w takim tempie, jaki najbardziej nam odpowiada. Dzięki temu, Dolmen stanowi ciekawą propozycję dla osób, które dopiero chciałyby rozpocząć przygodę z tym wymagającym gatunkiem, lub poszukują innego podejścia do już znanego formatu.

Spędziłem z grą zaledwie kilka godzin, ogrywając dostarczoną przez wydawcę wersję przedpremierową. Nawet nie posiadając dużego doświadczenia w grach typu souls-like, szybko odnalazłem się w rozgrywce i po premierze z pewnością wrócę po więcej.

Pomimo drobnych wad, Dolmen jest interesującym tytułem niezależnym, czerpiącym inspirację z najsłynniejszych przedstawicieli gatunku, dodając do mieszanki nieco własnych pomysłów i charakteru.

O autorze

Awatar Maciej Żbik

Maciej Żbik

News Writer

Maciek interesuje się technologią od momentu, kiedy zepsuł swój pierwszy komputer. Szczególnie pasjonuje go elektronika z lat 90. i 80. Miłośnik anime oraz majsterkowicz-samouk.

Komentarze