Nowy Hitman zapowiada się na udanego następcę Blood Money

Powrót do lat świetności.

Jesteśmy na pokazie mody, a wysokie obcasy wystukują rytm na marmurowych posadzkach paryskiego pałacyku, gdzieś nad brzegiem Sekwany. Nie ma lepszego miejsca na przebieranki. Zaczynamy od przejścia na wyższy poziom dzięki koszulce „pożyczonej” w łazience od jakiegoś pechowca, ale to tylko pierwszy krok.

Na poddaszu znajdujemy coś jeszcze lepszego - płaszcz i śliczny cylinder, na moment zacierające różnice między nowym Hitmanem i Bloodborne. Tak przebrani wchodzimy na teren imprezy, czekając na odpowiedni moment. Celem jest organizator, czyli Viktor Novikov. Wystarczy jedno pociągnięcie dźwigni, by na jego głowę spadł ogromny, kryształowy żyrandol.

Problem polega na tym, że pociągnęliśmy za złą dźwignię i pod zrujnowanym żyrandolem gdzieś nieopodal leży teraz grupa zakrwawionych miłośników mody. Reszta zwraca głowę w stronę mężczyzny z cylindrem na głowie, nadal trzymającego dźwignię. Czas na odwrót. Kucamy i przepychamy się przez tłum, ocierając się o kolana towarzyskiej elity.

Jedną z głównych zalet po spędzeniu kilku godzin z nową odsłoną serii Hitman jest na pewno sposób, w jaki IO Interactive jest w stanie płynnie i w interesujący sposób odpowiedzieć na nasze błędy. Gra idealnie wpasowuje się w naszą głupotę i powraca czarny humor, który w przeszłości był przecież jednym ze znaków rozpoznawczych cyklu.

Pisząc w skrócie: nowy Hitman, po krótkiej zmianie założeń w postaci bardziej dynamicznego Rozgrzeszenia z 2012 roku, to prawdziwy następca cenionego Blood Money. Nie ma już liniowego strzelania w korytarzach, a fabuła schodzi na nieco dalszy plan. Otrzymujemy zestaw piaskownic, pełnych zabójczych zabawek i nowych sposobów na wyeliminowanie celów.

Zobacz: Hitman - poradnik i opis przejścia

Taki przekaz jednak gdzieś się zatarł, a na pierwszym planie jest raczej kontrowersyjny model biznesowy IO Interactive i Square Enix. Ostatecznie zdecydowano się na odcinki, miesięczne aktualizacje, przepustkę sezonową w cenie „normalnej” gry i plany na zbiorcze wydanie pod koniec roku. Produkcje z otwartym światem wydają się być interesującym gatunkiem do przełożenia na epizodyczną formę. Otrzymujemy miesiąc na dokładną eksplorację mniejszego, lecz gęsto upakowanego wycinka, zanim pojawi się kolejna porcja.

Można znaleźć pewne porównanie do Ground Zeroes, które - służąc za przystawkę do pełnego Metal Gear Solid 5 - jest niekiedy postrzegane jako gra lepsza od samego The Phantom Pain. Projekt Hitmana może nawet skorzystać na takim podejściu, stawiając na poziomy bogate w opcje i możliwości dla wirtualnych zabójców.

Przykładem jest misja treningowa na prowizorycznym jachcie, zbudowanym z połączonych, drewnianych paneli i wypełnionym świętującymi milionerami - z Rozgrzeszenia pożyczono to, co najlepsze, czyli na przykład imponujące tłumy. Możemy przemycić na pokład karabin maszynowy i postawić na masakrę, zatruć napój naszego celu czy pójść za nim do toalety i skorzystać z klasycznej struny. Wszystko to podczas ciągłego zmieniania kostiumów, unikania wzroku strażników i starając się pozostać anonimowym - jako wysoki mężczyzna z kodem kreskowym na łysej głowie.

1
Pierwsza lokacja debiutuje 11 marca

Biorąc pod uwagę liczbę możliwości, Hitman oferuje pomoc dla początkujących zabójców. Stosowna opcja wyświetla coś, co porównać można do optymalnej ścieżki przejazdu w grach wyścigowych. Podkreślone zostają przydatne narzędzia (można je oczywiście zignorować) i sposób na jak najbardziej efektywne ich wykorzystanie. Dowiemy się, że wyrzucany fotel w wojskowym samolocie ma fabryczną wadę, ujrzymy drogę do przebrania inżyniera i sposób na doprowadzenie celu do pechowego fotela. Robota wykonana czysto, efektownie i nieco śmiesznie.

To właśnie w zadaniach tego typu poczuć można powrót do otwartego, nieco komiksowego świata Blood Money, zaktualizowanego z myślą o współczesnych czasach. Rozgrzeszenie było dobrą grą, ale nie taką, jakiej oczekiwali fani, choć z tego projektu udało się też przenieść udany system Kontraktów, umożliwiający definiowanie własnych zleceń. Jest nawet wariant o nazwie Eskalacja, gdzie przygotowane przez deweloperów cele stają się dostępne jeden po drugim, z coraz trudniejszymi wymaganiami, jak zabicie określoną bronią czy w określonym stroju.

Są też inne współczesne smaczki, jak unikatowy cel pojawiający się w lokacji przez ograniczony czas - co bazuje na możliwościach wszechobecnego już Internetu (choć, co interesujące, zagramy także bez dostępu do sieci). Na wiele sposobów jest to jednak powrót do lat świetności serii: makabra i komedia w jednym, plac zabaw pełen morderczych zabawek. Miło jest widzieć taki powrót Agenta 47.

Reklama

Skocz do komentarzy (3)

Autor

Martin Robinson

Martin Robinson

Features and Reviews Editor

Martin is Eurogamer's features and reviews editor. He has a Gradius 2 arcade board and likes to play racing games with special boots and gloves on.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (3)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami