W poszukiwaniu iskry - wrażenia z kampanii Halo 5: Guardians

Za mało Master Chiefa?

Sanghelios, ojczysta planeta rasy Elites. Spartan Locke prowadzi oddział Osiris w misji Enemy Lines, mniej więcej w połowie kampanii Halo 5: Guardians. Arbiter sformował nowy sojusz o nazwie Swords of Sanghelios, a Osiris pomaga koledze Master Chiefa w walkach z siłami Covenant. Zaczyna się akcja.

Lata spędzone przy grach z serii Halo pozwalają zareagować niemal podświadomie i okazuje się, że „złoty trójkąt” - strzał, granat, cios wręcz - jest nadal równie satysfakcjonujący, powracając z pełnią mocy. 343 Industries miało czelność zamienić ten święty trójkąt na kwadrat, dodając nowe umiejętności, jak sprint, celowanie przez przyrządy broni czy plecak odrzutowy. Standardowy schemat walki sprawdza się jednak bardzo dobrze. Strzał, granat, cios wręcz. Strzał, granat, cios wręcz. 30 sekund zabawy, chwila na odetchnięcie, powrót do akcji, 30 sekund zabawy.

Starając się odcisnąć swoje piętno na serii, 343 Industries stawia na bardziej „pionowe” lokacje w Halo 5. A także przeróżne zakamarki. Owalna dolina we wspomnianej na wstępie misji to mnóstwo krawędzi do wspinania się, kamiennych ścian do skruszenia, pozycji do flankowania i ukrytych korytarzy, gdzie może chować się potężna broń. Halo zawsze miało boczne ścieżki do zwiedzenia, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w nowej odsłonie częściej się wspinamy, skaczemy i podciągamy, by następnie spaść z nieba i potężnym uderzeniem w ziemię rozrzucić grupę wrogów. Podczas potyczek możemy robić dużo więcej niż tylko strzelać, Spartanie mogę spadać z dowolnej wysokości bez obrażeń, co zachęca do eksperymentowania.

3
Obcy jeszcze chętniej dyskutują, i to w języku angielskim. Brzmi to raczej dziwnie.

Przez wiele lat gracze Halo przejmowali się tylko swoim zdrowiem. Jasne, żołnierze UNSC pojawiali się w większych bitwach, ale ich życie nie miało większego znaczenia. Widać wyraźnie, że kampania Halo 5 powstała z myślą o kooperacji. Osiris to nie tylko Locke, ale także Buck (w tej roli Nathan Fillion), Tanaka i Vale. Wydawanie rozkazów sprowadza się do wskazania miejsca i wciśnięcia przycisku. Nasi Spartanie mogą skupić ogień na jednym przeciwniku, zmienić pozycję, wskrzesić towarzysza, przejąć pojazd, a nawet podnieść broń, co jest czasami wyjątkowo użyteczne. Podczas gry na poziomie trudności Heroic, nasz oddział nie wymagał zbyt wielu poleceń. Od czasu do czasu ktoś padał, ale po chwili zostawał wskrzeszony przez kolegę. Najważniejsze, że kompani nie wchodzą w drogę i potrafią co jakiś czas zabić przeciwnika.

Chwilę później misja na Sanghelios wyciąga tajną broń - Krakena. Olbrzymich rozmiarów maszyna Covenant atakuje Swords of Sanghelios, zwalając się z impetem na powierzchnię i niszcząc starożytne budynki. Wrogowie prowadzą ogień z wieżyczek wewnątrz machiny, a zza tarcz energetycznych irytują snajperzy. Elites prowadzą natarcie, przemykając w swoim stylu - to w lewo, to w prawo. Przemierzamy kamienny krajobraz, eliminując naziemne siły przeciwnika, a w tle widzimy tą wspaniałą, ogromną maszynę. To Halo w najczystszej postaci.

W końcu otrzymujemy nowy cel misji - zniszczyć Krakena. Wskakujemy na pokład Phaetona, korzystamy z działek i stosujemy szybkie uniki, charakterystyczne dla tej jednostki. Muzyka nabiera tempa, w powietrzu przebłyskują lasery i eksplozje. Docieramy na pokład maszyny, by zniszczyć ją do środka. W ostatnim momencie wyskakujemy i odlatujemy, a za plecami widać wielki wybuch. Misja trwa dalej, ponieważ wlatujemy do nowej, dziwnej instalacji obcych.

Walka z Krakenem przypomina scenariusze ze Scarabami z odsłon od Bungie. Miło widzieć, że Halo wraca do tych większych, rozbudowanych i dłuższych misji. Halo 4 wydawało się być nieco bardziej ograniczone możliwościami starzejącego się X360. Teraz deweloperzy mają większe moce obliczeniowe do wykorzystania i ponownie chcą przygotować najlepszą kampanię science-fiction, jaką można znaleźć w grach wideo. Jeśli Halo 5 ma ponownie wzniecić iskrę w sercach fanów, to właśnie w ten sposób.

Ale co z Master Chiefem? Fabuła Halo 5 koncentruje się właśnie na tym, że słynna postać gdzieś zniknęła, a Fireteam Osiris został wysłany na poszukiwania. Nadal przyjdzie nam jednak wcielić się w maskotkę marki Xbox. Jedną z takich misji jest The Argent Moon, gdzie - jako część zespołu Blue Team - infiltrujemy jednostkę badawczą ONI. Tutaj korytarze są ciaśniejsze, z większymi pomieszczeniami zapewniającymi wielopoziomowe potyczki z siłami Covenant.

To druga misja w kampanii i nadal raczej samouczek, wprowadzający w tajniki systemu wydawania rozkazów. Jednym z zadań jest wyeliminowanie dwóch łowców Covenant, co w ciasnych korytarzach nie jest łatwym zadaniem. Jednak poprzez poproszenie podopiecznych o skupienie ognia na jednym z wrogów, mamy wystarczająco dużo czasu i miejsca, by zakraść się od tyłu i trafić w czułe punkty. Pomimo tego The Argent Moon jest raczej mało ekscytujące i zapewne nie zapadnie w pamięć. Miejmy nadzieję, że Master Chief pokaże pełnię możliwości w późniejszych etapach.

1
Halo w formie: wielki Kraken. Tak, trzeba go zniszczyć.

Jednym z problemów kampanii może być właśnie fakt, że nie wcielimy się w Master Chiefa tak często, jak byśmy tego chcieli. Główną gwiazdą jest ścigający go Spartan Locke, ale historia tej postaci w szerszym uniwersum może nie być zbyt atrakcyjna dla fanów serii. Halo to przecież Master Chief - wojownik bez twarzy, uosobienie gracza, ratujący świat superbohater. Włosy na karku stanęły dęba, gdy Bungie poprosiło w 2007 roku o pomoc w „dokończeniu walki”. Locke nie inspiruje podobnego poczucia heroizmu.

Twórcy starają się rozszerzyć uniwersum Halo, dodając bohatera z nadzieją, że gracze przejmą się jego losem - stąd wszystkie te książki i seriale. Można to zrozumieć, ale tym samym stawiani jesteśmy w dziwnej pozycji, musząc przyglądać się opowieści o Master Chiefie, ale oglądanej z perspektywy postaci, która nie jest równie „fajna”.

Myślami wracamy jednak do walki z Krakenem, która na pewno zapada w pamięć i daje nadzieje na to, że kampania w Halo 5 będzie taka, jakiej oczekują fani na całym świecie. Ci czekają na kooperację (choć brak podzielonego ekranu nadal boli) i mnóstwo nocnych sesji na poziomie Legendary. Czekają też na duże poziomy i dźwięk karabinu snajperskiego odbijającego się od ścian kanionu. Chcemy wskoczyć do walki. Strzał, granat, cios wręcz.

Halo 5: Guardians debiutuje 27 października, tylko na Xbox One.

Reklama

Skocz do komentarzy (4)

O autorze

Wesley Yin-Poole

Wesley Yin-Poole

Deputy Editor

Wesley is Eurogamer's deputy editor. He likes news, interviews, and more news. He also likes Street Fighter more than anyone can get him to shut up about it.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (4)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami