Daniel Kłosiński: Pięć najlepszych gier 2014 roku

Trudny wybór.

Od dziś, codziennie, będziemy przedstawiać pięć najlepszych gier według autorów, publikujących na Eurogamer.pl. Zaczynamy od Daniela, jutro Mateusz, a potem swoje tytuły zaprezentują kolejni recenzenci naszego serwisu.

Mogłoby się wydawać, że pierwszy „pełny” rok z PlayStation 4 i Xbox One powinien obfitować w świetne tytuły. Wygląda jednak na to, że wydawcy postawili raczej na reedycje. Pomogły nieco jesienne hity, ale i tak wybór najlepszej piątki był w moim przypadku wyjątkowo trudny.

„Jesienne hity” ujawniły także inny niepokojący trend - błędy, niedoróbki i cotygodniowe patche. Problem ten optymistycznie zrzucam na karb nieznajomości nowego sprzętu, choć dobrze przecież wiemy, że twórcy mieli już wystarczająco dużo czasu na zapoznanie się z obecną generacją. A słabych wersji PC nic nie tłumaczy. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku deweloperzy wezmą sobie do serca pomyłki.

Nie wypada jednak tyle zrzędzić przy wymienianiu najlepszych gier tego roku. Oto i one.

*

1. Dragon Age: Inkwizycja

Niemal sto godzin na liczniku, a do odkrycia pozostały dwie spore strefy pełne zadań i atrakcji oraz kilka rozbudowanych misji fabularnych. Mówią, że nie liczy się ilość, lecz jakość, ale BioWare udało się świetnie połączyć obie te wartości, miksując elementy sieciowych MMO z bardziej klasycznymi RPG-ami.

Mówią, że nie liczy się ilość, lecz jakość, ale BioWare udało się świetnie połączyć obie te wartości.

1

Co z tego, że uproszczono walkę, nie do końca zbalansowano poziom trudności, a zadania poboczne to najczęściej tylko kilka zdań opisu. Gra się świetnie, czary są kolorowe i efektowne, główna linia fabularna interesująca, członkowie zespołu ciekawi i ze znakomitą grą aktorską, a zarządzanie Inkwizycją pozwala poczuć się jak prawdziwy lider. Aż chciałoby się spędzić przy grze kolejne sto godzin.

2. Far Cry 4

Far Cry 3 był strzelanką niemal idealną, o ile przemilczymy nie najlepszą fabułę. Całe szczęście, że w najnowszej odsłonie serii postawiono na identyczną strukturę rozgrywki, dodając do tego kilka nowych, szalonych pomysłów. W rezultacie otrzymujemy grę równie dobrą. O ile przemilczymy nienajlepszą fabułę.

Istotne elementy są jednak na swoim miejscu. Świetny model strzelania i niesłychany potencjał pod względem tak zwanego emergent gameplay, czyli interesujących sytuacji powstających w wyniku działania podstawowej mechaniki rozgrywki, a nie zaplanowanych przez twórców. Nie ma to jak wyeliminować konwój wroga z grzbietu słonia, przeprowadzić atak z powietrza z granatnikiem w ręku czy jednym celnym strzałem wyeliminować helikopter przeciwnika.

3. South Park: Kijek Prawdy

W końcu się udało. Po latach oczekiwania otrzymaliśmy bardzo dobrą produkcję na licencji kreskówki South Park. Prób było wiele, ale dopiero Obsidian Entertainment - i to nie bez problemów - udało się przygotować produkcję, którą bez najmniejszego cienia wątpliwości można polecić fanom serialu.

Całość ogląda się jak kolejny, świetny odcinek kontrowersyjnego serialu. Pojawiają się wszystkie mniejsze i większe postacie, a każda z nich dysponuje swoim rozpoznawalnym, świetnie podłożonym głosem. Obsidian zadbało o elementy RPG, które może i nie są specjalnie rozbudowane, ale świetnie uzupełniają prace scenarzystów, grafików i animatorów.

4. Śródziemie: Cień Mordoru

2

Chyba największa niespodzianka tego roku.

Niewielu spodziewało się, że tolkienowska produkcja od studia Monolith pokaże coś poza standardowe elementy zaczerpnięte z serii Batman, a tymczasem okazało się, że otrzymaliśmy jeden z najbardziej innowacyjnych tytułów roku. Fakt, dużo zaczerpnięto z Batmana, ale system Nemesis gwarantuje świeżą i interesującą zabawę przy każdym podejściu, co przy największych tytułach „AAA” nie zdarza się zbyt często.

Walka rodem z Batmana nadal sprawdza się świetnie, podobnie jak nieco swobodniejsze poruszanie się. Kolejnym dużym zaskoczeniem była dla mnie fabuła: nie jestem wielkim fanem fantasy w wykonaniu Tolkiena, ale historia opowiedziana w Cieniu Mordoru zdołała przykuć do ekranu.

5. Football Manager 2015

Po latach grania w przeróżne tytuły z wszystkich możliwych gatunków, niewiele produkcji jest w stanie wywołać jakieś większe emocje. Ale spróbujcie w ostatnich minutach przegrać wygrany mecz, tracąc przy tym mistrzostwo kraju czy perspektywę awansu. Emocje gwarantowane. Mówią, że Football Manager to symulator Excela, ale to właśnie emocje są od lat kwintesencją tej serii.

Cykl od lat nie zmienia się w większym stopniu i podobnie jest w tym roku. Ale co z tego? Nikt nie oczekuje tu większych innowacji, a jedynie szlifowania szczegółów. Nic w grach wideo nie daje takiej satysfakcji jak awans z niższej ligi czy pokonanie lidera na jego własnym stadionie.

Reklama

Skocz do komentarzy (12)

Autor

Daniel Kłosiński

Daniel Kłosiński

Autor

Daniel współpracuje z Eurogamer.pl od początku istnienia serwisu. Obecnie wspiera dział informacyjny oraz zajmuje się tłumaczeniami tekstów Digital Foundry.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (12)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami