Fantastyczne Elite: Dangerous

Kosmiczny symulator już w wersji beta robi duże wrażenie. 

Twórcy Elite: Dangerous obiecują wielki, otwarty wszechświat, z miliardem planet i pełną swobodą działania. Tymczasem w wersji beta odwiedzić możemy zaledwie osiem układów gwiezdnych, a część z obiecywanych możliwości jest wciąż niedostępna. Niemniej, już dziś ten kosmiczny symulator zapowiada się ekscytująco. Trudno, by było inaczej - gra zebrała na Kickstarterze ponad 7,5 mln złotych.

Na obecnym etapie produkcji dostępne są dwa tryby rozgrywki: scenariusze bojowe, krok po kroku przedstawiające rozbudowaną mechanikę walki w kosmosie oraz tryb rozgrywki dla wielu graczy, w którym możemy swobodnie eksplorować gotowy już skrawek wszechświata, handlować i walczyć, starając się zebrać fundusze na lepszy, większy statek i wyposażenie.

Brakuje natomiast zapowiadanych przez twórców misji, które pozwoliłyby lepiej odnaleźć się w nieco przytłaczającym z początku uniwersum Elite - będą one dostępne dopiero za jakiś czas.

Odyseja kosmiczna nigdy się nie kończy

Model sterowania ma być jak najbardziej realistyczny, a co za tym idzie - bardzo złożony. Poruszanie się w trzech osiach, manewrowanie podczas walki i zarządzanie dystrybucją energii między silnikami, tarczami a uzbrojeniem stanowi na początku spore wyzwanie, a z pozoru błaha kwestia, jaką jest lądowanie wewnątrz stacji kosmicznej, wymaga nieco praktyki. Wszystko to sprawia, że czujemy, jakbyśmy siedzieli za sterami prawdziwego statku kosmicznego, a możliwość swobodnego rozglądania się po kokpicie, stworzona z myślą o użytkownikach Oculus Rift tylko potęguje to wrażenie.

Toczona w trzech płaszczyznach walka jest trudna i jednocześnie bardzo satysfakcjonująca, a ustawienie się w pozycji, pozwalającej na swobodny ostrzał przeciwnika potrafi być bardzo trudne, chyba że zdecydujemy się prowadzić wymianę ognia lecąc na czołowe zderzenie. W interesujący sposób rozwiązano także kwestię chroniących statek tarcz - jeśli stracą moc, musimy poczekać aż odzyskają przynajmniej połowę energii, co zajmuje sporo czasu. Jeżeli nie nauczymy się sprawnie manewrować, dobrze umiejscowiona seria może zakończyć naszą karierę.

Rozpoczynając grę w trybie dla wielu graczy lądujemy w wielkiej piaskownicy, a twórcy nie narzucają żadnego konkretnego kierunku działania. Jeśli chcemy, możemy wykorzystać niewielką ładownię początkowego statku do przewożenia towarów między stacjami kosmicznymi, choć zbieranie funduszy w ten sposób jest nieco czasochłonne.

Możemy także zapolować na piratów lub poszukać szczęścia w strefach konfliktu, gdzie roi się od wrogów. Jeżeli w jakiś sposób stracimy nasz statek, gra automatycznie dostarczy nowy egzemplarz podstawowego Sidewindera, chyba że dysponujemy funduszami pozwalającymi na odzyskanie bardziej zaawansowanego modelu.

Rzeczą, której najbardziej brakuje obecnie w rozgrywce sieciowej są inni gracze - mimo że wszechświat ograniczony jest teraz do zaledwie kilku systemów, podczas podróżowania między gwiazdami łatwo poczuć się samotnym, a większość spotkań z innymi pilotami, o ile nie kończy się wymianą ognia, nie wzbudza żadnych emocji. Elite nie oferuje obecnie możliwości dodawania znajomych, a wspólne znalezienie się w świecie gry stanowi spory problem.

Tytuł bez problemów obsługuje peryferia, takie jak joystick czy pad, jednak na konsolowym kontrolerze ciężko pomieścić wszystkie klawisze potrzebne do zarządzania statkiem - nawet jeśli nauczymy się korzystać z bocznych menu, pozwalających kontrolować wiele podsystemów. Sterowanie za pomocą klawiatury i myszy jest wygodne, chociaż początkowe ustawienia czułości wydają się nieco zbyt wysokie.

„Elite: Dangerous wygląda olśniewająco, mimo że grze brakuje jeszcze ostatnich szlifów.”

1
Sterowanie statkiem kosmicznym i walka są wymagające - ale i bardzo satysfakcjonujące

Elite: Dangerous wygląda olśniewająco, mimo że grze brakuje jeszcze ostatnich szlifów. Stacje kosmiczne pełne są szczegółów, które dodają im życia i sprawiają, że mimo ograniczonego czasu na lądowanie mamy ochotę po prostu zatrzymać się i chłonąć otoczenie. Pojawiające się podczas walki pęknięcia kokpitu i uszkodzenia wyświetlaczy sprawiają, że zaczynamy czuć się bardzo niekomfortowo.

Spore wrażenie robią także efekty dźwiękowe - ryk silnika zwiększającego nagle obroty czy zgrzyt wysuwającego się uzbrojenia. Wszystkie te elementy są zaledwie kosmetycznymi dodatkami, zwiększają jednak poczucie realizmu, na którym wyraźnie zależy twórcom.

W dostępnej obecnie wersji wciąż zdarzają się błędy i problemy z łącznością z serwerami, a podczas niektórych kolizji tracimy całkowicie panowanie nad statkiem; przez większość czasu gra działa jednak sprawnie, a jedynym, co przerywa podróż między gwiazdami są przypadkowe spotkania z policją lub piratami.

Elite to jeden z dwóch dużych tytułów, zwiastujących powrót kosmicznych symulatorów, i trzeba przyznać, że zapowiada się fantastycznie.

Premiera pełnej wersji jesienią na pecetach. Obecnie dostępna jest wersja beta w cenie - bagatela - ok. 500 zł. Z chwilą wydania cena powinna ukształtować się na poziomie 120 zł.

Reklama

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (8)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami