Eurogamer.pl

Life is Strange, Epizod 1: Chrysalis - Recenzja

Efekt motyla.

Studio Dontnod - twórcy Remember Me - przygotowało własną epizodyczną grę przygodową. Choć porównań do tytułów od Telltale Games nie da się uniknąć, to szybko dostrzegamy, że autorzy stworzyli coś odmiennego - interaktywny serial obyczajowy.

Pierwszy odcinek Life is Strange pełni rolę wprowadzenia. Max Caulfield - studentka fotografii - wraca po pięciu latach do swojego rodzinnego miasta. Introwertyczna artystka musi sprostać nie tylko codziennym wyzwaniom życia wśród rówieśników, ale też zmierzyć się z poważniejszymi problemami.

Arcadia Bay to mała, spokojna miejscowość. Nie oznacza to jednak, że nic się tam nie dzieje. Mamy więc przypadek niewyjaśnionego zaginięcia dziewczyny, do której wzdychał każdy młodzieniec, konflikt z rozwydrzonym potomkiem najbogatszych ludzi w mieście oraz groźbę katastrofy naturalnej. To dużo jak dla jednej nastolatki - dobrze, że bohaterka ma w zanadrzu nadnaturalną moc.

Pewnego razu Max wybudza się ze snu na jawie podczas lekcji. Uzmysławia sobie, że potrafi nieznacznie cofać czas, zachowując pełną świadomość. Może poczekać aż nauczyciel poda odpowiedź na trudne pytanie, a potem przewinąć kilka minut wstecz i zabłysnąć przed klasą. To sposób na uniknięcie wielu nieprzyjemnych sytuacji.

Element podróży w czasie jest kluczem do rozwiązywania licznych problemów i zagadek, ale to nie główny atut gry. Kierując postacią, obserwowaną z perspektywy trzeciej osoby, przywdziewamy szaty zwykłej studentki, a więc wsiąkamy w świat widziany jej oczyma. Max chętnie dzieli się refleksjami na temat wielu obiektów znajdujących się w zwiedzanych pomieszczeniach, czasami wchodzi z nimi w interakcję, lub po prostu fotografuje - jak to artystyczna dusza.

Bardzo szybko można przesiąknąć szkolnym klimatem. Poznajemy innych studentów, nauczycieli, spacerujemy po gwarnych korytarzach, albo zwyczajnie siadamy pod drzewem, oddając się przemyśleniom. To my decydujemy o tempie narracji. Jednym z elementów tworzących unikalny klimat jest muzyka, której słuchamy tylko wtedy, kiedy Max włączy swój przenośny odtwarzacz bądź też magnetofon w akademiku. Wszystko to przenosi gracza do jej świata i oddaje charakter bohaterki.

chil

Kto powiedział, że nie ma czasu na relaks przy gitarze?

Podręczny dziennik pełni rolę informatora, opisującego poznane miejsca i postacie. Znajdujemy tam album wykonanych zdjęć oraz opis czynności, które musimy wykonać. W ten sposób poruszamy się z jednego do drugiego punktu, po drodze rozmawiając z innymi mieszkańcami miasteczka. W trakcie dialogów możemy cofnąć czas, by wybrać najodpowiedniejszą dla nas kwestię.

Rozwój przedstawionej historii zależy od naszych decyzji - na każdym kroku napotykamy informację, że dany czyn niesie za sobą konsekwencje. Możliwość zmiany wyboru jest bardzo przydatna, jednak nadal nie są to proste dylematy. Często ryzykujemy utratę własnej reputacji bądź pogorszenie stosunków z inną osobą. Podobnie jak w grach studia Telltale Games, pod koniec epizodu widzimy krótkie podsumowanie naszych decyzji i zestawienie ich z działaniami innych graczy.

Oprawa audiowizualna jest ciekawa. Otoczenie nie jest fotorealistyczne, ale dość rysunkowe. Wiele przedmiotów rysowanych jest ręcznie i budzi wrażenie nierealności przedstawionego świata. Być może tak właśnie ma postrzegać rzeczywistość Max, gdyż interfejs gracza również wykazuje te cechy. Zaznaczanie przedmiotów, z którymi możemy wejść w interakcję przypomina ręczne „gryzmoły”, jakimi zaznacza się istotne elementy w podręczniku bądź prywatnych notatkach. Pastelowe tło i brak przesadnych detali otoczenia to również interesujący element.

dial

Czasami nie chodzi o ratowanie świata, a o zwykłą rozmowę z koleżanką

Jedynym istotnym minusem jest widoczne doczytywanie tekstur na początku nowych scen czy przerywników filmowych. Zauważalne jest to zarówno w wersjach na konsole poprzedniej, jak i obecnej generacji.

Przygoda Max Caulfield dopiero się zaczyna, a ukończenie pierwszego odcinka nie zajmuje więcej niż dwie i pół godziny. Jest to jednak czas bardzo miło spędzony i wyraźnie wyróżniający się - zarówno tempem narracji, jak i historią - od większości współczesnych gier pełnych krwi i apokaliptycznych wizji. Life is Strange przypomina intrygujący serial, a nie kino akcji, co czyni tę przygodówkę całkiem wyjątkową.

8 / 10

Life is Strange, Epizod 1: Chrysalis - Recenzja Łukasz Winkel Efekt motyla. 2015-02-04T11:20:00+01:00 8 10
Reklama

Komentarze (11)

Komentarze zostały zamknięte, ale możesz kontynuować dyskusję pod innymi materiałami lub na Forum!

  • Wczytywanie...