Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Redakcyjne środy: Najdziwniejszy przeciwnik, z jakim walczyłem w grze

I zdołałem przeżyć!

Jeden temat kontra redakcja i czytelnicy - wspólnie, po jednej stronie frontu. A po drugiej rozmaite dziwactwa, które lubimy traktować strzelbą lub granatnikiem. Czyżby?

Temat dziwnych przeciwników uzupełnia dyskusję sprzed tygodnia, kiedy zastanawialiśmy się nad najciekawszym czarnym charakterem w grze wideo.

Zapraszamy do wspólnej zabawy. Pamiętacie jakieś dziwne potworki czy szczególnie śmiesznych wrogów z gier? Koniecznie zostawcie komentarz pod artykułem!

Zaczynamy!

*

Cho Aniki to japońska seria side scrollerów, w których latamy po przemieszczającym się w lewo obrazie i niszczymy wszystko, co stanie nam na drodze. W tej produkcji zastąpiono zwyczajnych wrogów prawdziwymi, latającymi głowami czy popiersiami z rakietowymi plecakami strzelającymi do nas z karabinów.

Naprawdę interesująco robi się jednak dopiero pod koniec jednego z etapów, kiedy atakuje nas... najlepiej zobaczyć to samemu na poniższym filmiku. Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, skąd autorzy czerpali inspirację, ale przyszykujcie się na psychiczne zmasakrowanie. Ostrzegałem!

*

Ale to jeszcze nie wszystko. Jeszcze dziwaczniejsze są wydawane przez Cheruby dźwięki, przypominające nieco dziecięce gaworzenie. Ktoś w studiu id Software musi mieć naprawdę wybujałą wyobraźnie. Na szczęście jest jeszcze strzelba.

Choć jeden z najsłabszych przeciwników w grze, to najdłużej pozostał mi w pamięci, biorąc pod uwagę także ogólną nijakość Doom 3. Ataki grupy Cherubów mogą być groźne, ale poręczna strzelba czy granaty dają sobie radę bez problemów. Jeszcze zabawniej jest, gdy złapiemy takiego delikwenta w Grabber i wystrzelimy ku przeznaczeniu.

Pierwsze spotkanie z Cherubami jest jednak na pewno niezapomniane. Najpierw słyszymy dziwny dźwięk, dopiero potem wyskakuje na nas jakieś pokraczne dziwactwo zamknięte w ciele insekta. Doomie wróć, potrzebujemy więcej takich piekielnych dziwactw.

*

Dobrym przykładem jest jeden z przeciwników, mini-bossów, w grze Ocarina of Time na Nintendo 64 lub przenośną konsolę 3DS. Nazywa się Dead Hand, a spotkanie z nim było niezwykle cennym doświadczeniem.

Na pewnym etapie Link wkracza do ciemnego pomieszczenia, w którym z ziemi wystają ręce. Jakby tego było mało, jeżeli się odpowiednio dobrze przyjrzeć, zauważamy, że ściany pokoju są stworzone z czaszek. Gdy bohater zbliży się do którejś z rąk, ta nagle łapie go za głowę, a przed herosem pojawia się jej właściciel, czyli właśnie Dead Hand. Powoli sunie w stronę bohatera, a my musimy walczyć z kontrolerem, by wyrwać się i uniknąć okropnej paszczy.

Pierwszy kontakt z tym przeciwnikiem jest niezwykle niepokojący i autentycznie wywołuje ciarki na plecach. Potwór tego typu spokojnie mógłby trafić do jakiejś produkcji reprezentującej gatunek surviral-horroru. Zamiast tego - trafił do świata Zeldy, co tylko uczyniło go jeszcze dziwniejszym.

*

Mr Bubbles jest taki uroczy i taki wielki, a gdy słychać tupanie jego ciężkich butów, zaczynamy liczyć naboje w magazynku i czuć gęsią skórkę na rękach. Nie wolno prowokować Mr B, bo może się zdenerwować i ruszyć w naszą stronę z mało przyjemnymi zamiarami.

Dziwne zaś jest to, że przez całą grę czułem do „tatuśków” ogromną sympatię. Nigdy nie chciałem ich zabijać. Ale cóż poradzić.

Przyjazne spotkanie z Big Daddy

*

Dopisując do tego charakterystyczne, kościste kończyny, zdeformowaną twarz i ciągłe wymiotowanie, mam wrażenie, że umysły twórców podczas projektowania dryfowały w niebezpiecznych częściach ludzkiej wyobraźni.

O ile rzeczywiście Succubus budził we mnie straszne obrzydzenie, to wielokrotnie nie miałem ochoty go bić, tylko raczej przyglądać się. Budziła się gdzieś we mnie specyficzna nutka naukowca, który widząc połączenie dziwności i obrzydliwości, chciałby dokładniej zbadać badany przedmiot - tym bardziej że mówił do Dantego w bardzo brzydki sposób.

*

Shadow Mitsuo, mój typ na najdziwniejszego przeciwnika, z jakim miałem okazję się zmierzyć, to właśnie cień jednej z postaci, którą spotkamy podczas przygody. Objawia się on jako małe dziecko. Ma wielką, nieco szpiczastą głowę, wokół której, niczym aureola kręcą się napisy w języku japońskim oraz przerażające, żółte oczy. Do tego wydaje z siebie dźwięki, które przypominają jakąś formę płaczu. Ale to jeszcze nie koniec.

Na początku walki zostaje otoczony przez piksele, które tworzą wizerunek rycerza żywcem wyrwanego ze starych gier RPG. Nawet jego ataki utrzymane są w tym klimacie - pojawia się okienko z komendami i widzimy, co przeciwnik na nas szykuje. Całość idealnie zgrywa się z klimatem lokacji, którą jeszcze przed chwilą się zwiedzało.

Opis nie oddaje w pełni dziwności, jakiej doznajemy, gdy dochodzi się do tego momentu samemu. Ale, hej!, to Japonia. Zresztą, normalność jest przereklamowana!

*

Javier Jaguar - bo o nim mowa - dzierży w łapie maczugę, którą bezlitośnie okłada naszego zapaśnika skacząc nad jego głową. Komiczne? Niekoniecznie. Walka z tym bossem spędzała mi sen z powiek przez kilka dni. Pokonanie kocura było ekstremalnie trudne. Ten skakał, ryczał i płonął morderczym ogniem.

Trzeba było wejść na najwyższy stopień konsolowego kung-fu, by dłoń i pad stały się jednością umożliwiając osiągnięcie kociego refleksu i w efekcie ubicie Javiera Jaguara. Ta satysfakcja - bezcenna.

*

Tak, to właśnie Poo Snake!

Jest to najbardziej szalona wizja, z jaką się spotkałem. Różowa „kupka”, wyglądająca jak zwinięty wąż z nóżkami, rączkami i dodatkowymi ustami między nogami - tak podaje encyklopedia na temat Blue Dragon. To nie jest wąż w kształcie kupki! To kupka w kształcie węża! Co więcej: tworzą kulturę plemienną, a na ich czele stoi król - złota kupka gigant... z koroną.

Walka z kupkowymi wężami jest łatwa, ale potrafi rozbawić. Kiedy dostają poważne bęcki, to mogą wezwać posiłki w postaci jeszcze większej ilości różowych kupek, a te - kiedy zbierze się już ich pokaźna liczba - łączą się w jedną wielgachną kupkową bestię - Jumbo Poo Snake!

Pamiętam, że pierwszy raz, gdy spotkałem tego przeciwnika, to zamiast grać, oddałem się filozoficznym rozważaniom. Gdzie kończy się kupka a zaczyna wąż? Co było pierwsze: wąż, czy kupka? Którą buzią je kupka: górną czy dolną? Odpowiedzi do dziś nie uzyskałem.

O autorze

Awatar Redakcja

Redakcja

Eurogamer.pl

Bardzo lubimy pracę zespołową.

Komentarze