Trzecia gra Destructive Creations to najlepsza produkcja polskiego studia. Ancestors zadowoli nieco mniej zaawansowanych fanów strategii.

Strategie czasu rzeczywistego - gry RTS - nie ukazują się dziś tak często, jak dawniej. Dlatego premiera każdej to małe święto dla fanów gatunku. Ancestors: Legacy może nie zaangażuje na dziesiątki godzin tych najbardziej doświadczonych, ale i tak pozwoli przyjemnie spędzić czas w kampanii i niezłym trybie multiplayer.

Otrzymujemy w sumie sześć scenariuszy fabularnych, a na każdy składa się pięć etapów. Misje są wystarczająco różnorodne - zazwyczaj zaczynamy od operowania garstką jednostek, a kolejne zadania to już większa skala potyczek. Pierwszy wątek wikingów skutecznie - choć może odrobinę zbyt wolno - uczy najważniejszych elementów rozgrywki.

Gameplay zbliżony jest do typowych strategii, a szczególnie do tytułów studia Relic, a więc Company of Heroes czy Dawn of War. Tutaj nie mamy jednak przeważającej roli broni palnej, a więc siłą rzeczy różnice są dosyć znaczące. Kierujemy jednak całymi oddziałami, a nie pojedynczymi jednostkami.

ancestors_recenzja_01
Po trupach do celu (Ancestors: Legacy - Recenzja)

Podobieństwa do wspomnianych gier zauważamy w trybie multiplayer, gdzie najważniejsze jest kontrolowanie obozów - punktów kontrolnych na mapie. Generują one zasoby, a więc dzięki nim możemy produkować kolejnych żołnierzy i zebrać zapasy na ulepszanie wojaków.

Potyczki sieciowe, czy też z komputerem, polegają więc na kontrolowaniu mapy i próbach odbijania i przejmowania kolejnych osad. Umacniamy te, które posiadamy, przeprowadzamy akcje zaczepne, by odwracać uwagę wroga albo decydujemy się na frontalny atak ze wsparciem z flanki. Mapy są zaprojektowane rozsądnie, więc zawsze możemy atakować z różnych stron.

„Starcia są przyjemne i wymagają myślenia.”

Pozycjonowanie ma znaczenie, bo ofensywa z boku czy od tyłu w większym stopniu zaniża morale przeciwników, a więc w praktyce po prostu ich osłabia. Oddział może jednak przetrwać, jeżeli przy życiu pozostanie choć jeden wojownik - w sytuacji zagrożenia należy wcisnąć przycisk odwrotu, a wtedy niedobitki biegną do bazy, gdzie możemy uzupełnić straty. Leczenie możemy aktywować w dowolnym miejscu na mapie, oczywiście nie w trakcie walki.

Starcia są przyjemne i wymagają myślenia, szczególnie że ważne jest też odpowiednie stosowanie postawy defensywnej. Jeżeli ją aktywujemy, możemy zniwelować efekty wrogiej szarży. Tylko dzięki takiej postawie jesteśmy też w stanie wykrywać pułapki, które w domyślnej postawie są niewidzialne. Odpowiednie ustawianie dołów z kolcami i smołą to też ważna część obrony.

W kampanii trudniej jest jednak docenić istotę odpowiedniego zarządzania jednostkami, gdyż sztuczna inteligencja rzadko stara się naprawdę dobrze wykorzystywać postawy czy atakować z flanki. Dlatego też największa radość z udanych zagrań występuje w trybie multiplayer - choć początkujący mogą mieć problemy i warto wcześniej poćwiczyć na botach.

Cztery dostępne frakcje - wikingowie, Polanie, Anglosasi i Niemcy - różnią się kilkoma jednostkami specjalnymi oraz bohaterami w kampanii, ale poza tym, wszystkie opierają się na podobnych typach oddziałów. Włócznicy, piechota dystansowa, żołnierze z tarczami i mieczami - to podstawa każdej armii. Do tego konnica, by czasem poczęstować wroga szarżą. Trochę szkoda, że nie przygotowano nieco więcej typów jednostek, ale i tak nie jest źle.

Lekkim rozczarowaniem jest niewielki nacisk na mikrozarządzanie oddziałami. Manewrowanie nimi w trakcie bitwy, gdy już zaczną walczyć, jest bardzo trudne - i może jest to realistyczne, że oddział zwarty walką nie może się po prostu „odkleić” od wroga, ale zdecydowanie nie wpływa na przyjemność z rozgrywki. Dziwne jest też to, że nie możemy w wygodny sposób ustawić kilku oddziałów w szeregu.

Te aspekty mogą mieć związek z faktem, że twórcy projektowali grę nie tylko z myślą o PC, ale też konsolach. Prawdopodobnie dlatego maksymalna liczba oddziałów nie przekracza dziesięciu, a wspomniane wcześniej mikrozarządzanie zeszło na dalszy plan. Trzeba jednak przyznać, że sterowanie kontrolerem jest całkiem wygodne - i jest to imponujące, biorące pod uwagę, że gra jest bardziej złożona niż choćby Halo Wars.

ancestors_recenzja_02
Mieszko I w akcji (Ancestors: Legacy - Recenzja)

Co ważne, gra jest całkiem efektowna, a oprawa stoi na wysokim poziomie. To pozwala cieszyć się przede wszystkim kampanią, gdzie mamy nieco więcej luzu i możemy zbliżyć kamerę tak, by obserwować brutalne wykończenia przy filmowym zbliżeniu. Mieszko I tnący wrogów mieczem potrafi zrobić wrażenie. Świetna jest także muzyka, szczególnie w kampanii Polan.

Ancestors: Legacy mogłoby być grą trochę bardziej rozbudowaną i zaoferować więcej rodzajów jednostek. Koniec końców, otrzymujemy jednak udany tytuł, który pokazuje, na co stać gliwickie Destructive Creations. To porządny RTS, który potrafi zapewnić kilkanaście godzin niezłej zabawy.

Plusy: Minusy:
  • różnorodne scenariusze
  • klimat i muzyka
  • dobrze przemyślane podstawy rozgrywki
  • brutalne walki

  • zbyt mała różnorodność jednostek
  • niewiele opcji zmiany szyku oddziałów
  • niewygodne manewrowanie w trakcie bitwy


Platforma: PC (w przyszłości także PS4 i X1) - Premiera: 22 maja 2018 - Wersja językowa: polska (napisy) - Rodzaj: strategia, RTS - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: od 109 zł - Producent: Destructive Creations - Wydawca: 1C - Dystrybutor PL: Cenega

Recenzja Ancestors: Legacy została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Cenega.

Reklama

O autorze

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Redakcja Eurogamer.pl

Mateusz dołączył do zespołu w 2013 roku. Jest z-cą redaktora naczelnego, opiekuje się naszym kanałem YouTube, przygotowuje artykuły i recenzje, a czasami także poradniki. Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych.

Więcej artykułów od Mateusz Zdanowicz

Komentarze (1)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały