Peter Hines, wiceszef studia Bethesda Softworks, odpowiedzialny za Public Relations, przekonuje, że w kontekście rynku używanych gier nie istnieje obecnie rozwiązanie, które satysfakcjonowałoby wszystkie strony - twórców, wydawców i graczy.

Niemniej, Hines uważa, że jest to poważne wyzwanie. Bethesda znana jest przede wszystkim z tytułów, które koncentrują się na kampanii dla jednego gracza, jak choćby The Elder Scrolls V: Skyrim czy Dishonored. Takie gry są najchętniej wymieniane.

- Oczywiście, to jest problem - mówi wiceszef Bethesdy w wywiadzie z Destructoidem. - Próbowaliśmy go ominąć, tworząc gry, które zachęcają do ponownego przejścia. Wspieraliśmy je dodatkami DLC, dla których warto jest pozostawić pudełko. Oferowaliśmy też narzędzia, pozwalające korzystać z gry dłużej.

1
Bethesda od 25 lat tworzy gry, których kwintesencją pozostaje kampania fabularna dla jednego gracza

- Gry nie są tanie, ponieważ kosztowne jest ich tworzenie, a ludzie szukają możliwości, by były przystępniejsze - kontynuuje. - Nie jestem pewny, czy ktokolwiek znalazł rozwiązanie, które byłoby satysfakcjonujące dla wszystkich. A być może po prostu takiego rozwiązania nie ma, dopóki ktoś nie wpadnie na to, jak twórcy i wydawcy mogą zostać uwzględnieni w obiegu gier używanych, zamiast próbować zagarnąć wszystko dla siebie.

Hines dodaje, że rynek gier oferujących przede wszystkim kampanię dla jednego gracza jest w świetnej formie, a wszelkie komentarze o jego rychłej śmierci pochodzą najczęściej od osób związanych z produktami Free to Play czy grami sieciowymi typu MMO.

- Gry dla jednego gracza nigdzie się nie wybierają - mówi. - Bethesda Softworks tworzy tego typu projekty od 25 lat. Wciąż tu jesteśmy, nadal robimy takie gry, a ludzie chętnie je kupują. Dishonored jest tytułem zorientowanym na jednego gracza, a ludzie go uwielbiają i sprzedał się dobrze. Skyrim był zaś absolutnym sukcesem, a przecież to gra RPG wyłącznie dla jednego gracza. Jest taka część naszej branży, która ciągle będzie powtarzać: nie, to jest niemożliwe, albo że to nie ma szans na odniesienie sukcesu. To ludzie, którzy ciągle mówią, że konsolowcy nie chcą takiej a takiej gry, że musi być jakiegoś rodzaju multiplayer. Albo że rynek PC umarł, albo że to musi być strzelanka, a RPG to nisza.

- Warto podkreślić, że tego rodzaju komentarze padają najczęściej z ust osób, które robią coś zupełnie innego. Żaden wydawca czy deweloper, który zajmuje się grami dla jednego gracza, nie krytykuje tego typu produkcji. Ludzie tworzący gry mobilne przewidują rychłą śmierć grania na konsolach, jakie obecnie znamy. Z kolei twórcy zajmujący się tylko i wyłącznie grami konsolowymi lubili deklarować, że to PC umiera. Zabawne, że rzadko kto przewiduje upadek części rynku, w którym obecnie działa. Dzieje się tak, ponieważ tego typu oświadczenia podbudowują lub bronią projektów, nad którymi ludzie pracują - kończy Hines. - Albo po prostu nie wiedzą, o czym tak naprawdę mówią.

Reklama

O autorze

Zbigniew Jankowski

Zbigniew Jankowski

Redakcja Eurogamer.pl

Od prawie 20 lat związany z mediami internetowymi o grach, a w międzyczasie także prasą regionalną. W latach 2012-2017 redaktor naczelny Eurogamer.pl.