Skip to main content

The Mandalorian czy Andor - co obejrzeć, który serial lepszy

Porównujemy produkcje ze świata Gwiezdnych Wojen.

Choć „Mandalorianina” i „Andora” łączy to samo uniwersum, to próżno szukać między tymi serialami większych podobieństw. Oznacza to, że nawet jeśli jedna z wymienionych produkcji nie przypadnie ci do gustu, to i tak warto dać szansę tej drugiej. W tym miejscu porównujemy oba seriale i sprawdzamy, do kogo są skierowane.


Na tej stronie - skocz do sekcji:


Serial „do kotleta” kontra telewizja jakościowa

Oba seriale trzymają wysoki poziom produkcyjny i widać, że zainwestowano w nie sporo pieniędzy. Efekty komputerowe, nierzadko wsparte bogatą scenografią, charakteryzacjami i animatroniką w niczym nie odstają od kinowych filmów ze świata Gwiezdnych Wojen. Imponuje też obsada - w „Mandalorianinie” zobaczymy chociażby Pedro Pascala, Giancarlo Esposito czy Rosario Dawson, a w „Andorze” Andy'ego Serkisa, Stellana Skårsgaarda oraz Foresta Whitakera.

Oba seriale łączy gwiazdorska obsada i wysoka jakość produkcyjna

Mimo to, „The Mandalorian” może wzbudzać skojarzenia z najlepszymi familijnymi produkcjami, oglądanymi w niedzielne popołudnia. Odcinki zazwyczaj trwają nie dłużej niż 40 minut, a większość z nich stanowi spójną mini-historię, połączoną większą, rozgrywającą się nieco w tle fabułą. Jest to więc swego rodzaju „serial do kotleta” w wersji premium.

„Andor” zaś celuje w dużo poważniejszy i dojrzalszy ton. Pojedyncze historie rozgrywane są zazwyczaj na przestrzeni trzech odcinków, z których dwa są powolną podbudówką pod przepełniony akcją odcinek trzeci. W tle za to dzieje się złożona intryga, w której zaciera się typowy gwiezdnowojenny dualizm: dobra Rebelia i złe Imperium.


Dla całej rodziny i dla nieco starszego widza

Showrunnerem „Mandalorianina” jest John Favreau, reżyser dwóch pierwszych „Iron Manów” oraz remake'ów „Księgi Dżungli” i „Króla Lwa”. Za część odcinków odpowiadają też Dave Filoni, odpowiedzialny za animacje z uniwersum Gwiezdnych Wojen, a także Taika Waititi, reżyser dwóch ostatnich „Thorów”. Jest to więc ekipa, która wie, jak tworzyć rozrywkę dla całej rodziny. Co ciekawe, w gronie reżyserów znalazł się też Robert Rodriguez, który oprócz „Desperado” czy „Od zmierzchu do świtu” ma na swoim koncie familijną serię „Mali Agenci”.

Wartka akcja nierzadko okraszona humorem, nieskomplikowana narracja oraz różnorodność odwiedzanych przez Mando planet sprawiają, że zarówno starsi, jak i nieco młodsi widzowie nie będą się nudzić podczas seansu „Mandalorianina”. Najmłodszych do łez rozbawi uroczy Grogu, a dorośli docenią nawiązania do starej trylogii Gwiezdnych Wojen oraz klasycznych westernów.

Baby Yoda roztapia serca nie tylko najmłodszych

Andorowi dużo bliżej do szpiegowskich thrillerów i kina sensacyjnego. Nic dziwnego, showrunner Tony Gilroy znany jest przede wszystkim jako scenarzysta serii o Jasonie Bournie. Doświadczenie w tego typu kinie znajduje odzwierciedlenie w serialu, który mocno odchodzi od fantastyczno-kolorowych elementów świata Gwiezdnych Wojen, czyniąc go bardziej realistycznym.

Choć obie produkcje mają te samą kategorię wiekową i próżno w nich szukać scen seksu lub przemocy, to wyraźnie widać, że celują one nieco inne grupy demograficzne. Jeśli jednak szuka się produkcji dla najmłodszych, lepiej postawić na „Mandalorianina”. Powolny rozwój wydarzeń w „Andorze” może ich zwyczajnie znudzić.


Dla fanów Gwiezdnych Wojen lub niekoniecznie

„The Mandalorian” to spełnienie marzeń wszystkich fanów Gwiezdnych Wojen, którzy długo wyczekiwali produkcji aktorskiej z tego świata na małym ekranie. Serial garściami czerpie z estetyki starej trylogii, umiejscawiając sporą część akcji na kultowej planecie Tatooine. Powracają też lubiane postaci z klasycznych filmów - w tym Boba Fett, który również doczekał się własnego serialu.

Twórczy wkład Dave'a Filoniego to prawdziwa gratka dla fanów animowanych „Wojen Klonów” oraz „Rebeliantów”. W „Mandalorianinie” po raz pierwszy można zobaczyć kultowe postaci z animacji, Ahsokę Tano i Bo-Katan Kryze, w wersji aktorskiej. Obie bohaterki zostają wprowadzone w taki sposób, że widzowie, którzy nie znają seriali Filoniego, nie będą czuć się zagubieni.

Andor prezentuje dojrzalsze podejście do świata Gwiezdnych Wojen

„Andor” zdaje się prezentować zgoła odmienne podejście. Serial śmiało można określić Gwiezdnymi Wojnami dla osób, które nie lubią Gwiezdnych Wojen. Odejście od lekkiego, momentami baśniowego klimatu na rzecz wojennego realizmu można było już zaobserwować w filmie „Łotr 1”, którego to „Andor” jest prequelem. Serial idzie jednak w tej kwestii o kilka kroków dalej. O ile „Łotr 1” przepełniony był nawiązaniami i postaciami ze starej trylogii, to „Andor” tylko subtelnie mruga do fanów.


Podsumowanie - co wybrać

Jeśli szukasz lekkiej, przyjemnej rozrywki dla całej rodziny, pełnej gwiezdnowojennego klimatu, wybierz „Mandalorianina”. „Andor” jest zaś poważniejszą, wymagającą większego skupienia produkcją, dla której znane uniwersum jest przede wszystkim punktem wyjścia dla uniwersalnej historii o rodzeniu się buntu przeciwko totalitarnemu reżimowi.

Są to produkcje na tyle różne, że nie można jednoznacznie stwierdzić, która jest lepsza. Zwłaszcza, że oba seriale zostały pozytywnie przyjęte zarówno przez widzów, jak i krytyków, ciesząc się ocenami powyżej 7/10 w serwisie Metacritic, oraz zdobywając ponad 90% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes. „The Mandalorian”, „Andor” oraz inne produkcje ze świata Gwiezdnych Wojen dostępne są w serwisie Disney+.

Spis treści: The Mandalorian - przewodnik po serialu

Zobacz także