Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

DiRT Rally - wrażenia z wczesnej wersji

Śladami Colina.

Nowa odsłona serii DiRT zrywa z dorobkiem poprzednich, zręcznościowych gier od Codemasters, stawiając na realizm. Od początku nie mamy wątpliwości, że jest to produkt skierowany do wymagających miłośników szutrowych rajdów.

DiRT Rally to gra wydana wyłącznie na Steamie w dziale Wczesnego Dostępu. Zawiera obecnie niewielką liczbę tras i samochodów. Jednakże, wraz z regularnymi aktualizacjami otrzymujemy kolejne aktywności i usprawnienia. Dla przykładu w sierpniu dostaniemy zawody RX Supercars.

Podczas rozgrywki zasiądziemy za kierownicą takich klasyków jak Mini Cooper S, Lancia Stratos, czy bardziej współczesnych aut - Subaru Imprezy 1995, Lancii Delta HF Integrale oraz Forda Fiesty. Ścigać możemy się w Grecji, Niemczech, Walii oraz Monaco. W oddzielnej dyscyplinie „hillclimb” przeniesiemy się na asfaltowe drogi USA.

Bez wątpienia model jazdy jest znacznie bardziej wymagający dla wirtualnych kierowców niż ten znany z DiRT 3. Nawet na najniższym poziomie trudności przy włączonych wszystkich wspomagaczach jazdy i po włączeniu kamery z kokpitu - sterując przy użyciu pada - będziemy mieć mnóstwo problemów z utrzymaniem pojazdu na drodze.

Musimy uczyć się tras, wchodzenia w zakręty z odpowiednią prędkością, a przede wszystkim wsłuchiwać się w podpowiedzi pilota, wyświetlane również na ekranie w formie znaków. Następnie najlepiej wielokrotnie powtarzać rajd aż do osiągnięcia satysfakcjonującego wyniku.

Wnętrza pojazdów są na razie trochę niedopracowane

Zgodnie z zapowiedziami twórców rzeczywiście czuć każdą zmianę podłoża, nawet niewielka kałuża może wyrzucić nas z trasy, a zjazd na pobocze to stracone sekundy. Czasem nie wrócimy już na drogę, bo samochód ulegnie zbyt poważnym uszkodzeniom, które nie są tylko wizualne, ale mają również wpływ na przebieg rozgrywki i osiągi pojazdów.

Wciąż jednak możemy pozwolić sobie na wiele stłuczek, ponieważ gra sporo wybacza. Niemniej, utraconych sekund już i tak nie nadrobimy. Co ważne, w DiRT Rally nie zaimplementowano funkcji „przewijania” czasu, która w poprzednich odsłonach pozwalała cofnąć się o parę chwil, by uniknąć popełnienia błędu. Jest to ukłon w stronę osób, które uznawały takie rozwiązanie za zbyt duże ułatwienie.

Codemasters udostępniło również mini-karierę, podczas której wyjedziemy na wszystkie rajdowe trasy dostępne w grze. Im wyższe miejsce zajmiemy w klasyfikacji kierowców, tym więcej zbierzemy kredytów, które zamienimy na lepsze auto. Co warte wspomnienia, prowadząc dłużej konkretny samochód otrzymamy darmowe udoskonalenia, podnoszące jego osiągi.

Grę stworzono na mocno zmodyfikowanym silniku EGO 3.0, który widzieliśmy w akcji chociażby w GRID 2 i od strony wizualnej nowy DiRT prezentuje się bardzo atrakcyjnie, zyskując na blasku z każdą kolejną aktualizacją.

Auta wyglądają pięknie, deszcz efektownie rozbija się o przednią szybę, a np. górzyste widoki Walii wprost muszą się spodobać. Jedynie prezentacja wnętrza pojazdów pozostawia jeszcze sporo do życzenia. Dużą zaletą jest fakt wyświetlania płynnej animacji w 60 klatkach na sekundę, co tylko uatrakcyjnia rozgrywkę.

W ogólnym rozrachunku DiRT Rally nie wygląda jeszcze tak świetnie jak Project Cars czy Driveclub, ale plasuje się niewiele poniżej tych produkcji, a do czasu wydania wersji końcowej zapewne jeszcze wypięknieje.

Nowy tytuł Codemasters, choć jest gdzieś w połowie drogi do finalnej premiery, potrafi przykuć do ekranu na wiele godzin. Co znamienne, nie jest to typowa produkcja z wczesnym dostępem, pełna błędów i niedoróbek. Wręcz przeciwnie - już dziś jest to znakomita atrakcja dla fanów szutrowych rajdów. A będzie tylko lepiej.

Komentarze