Eurogamer.pl

Wolfenstein: The Old Blood - Recenzja

Naziści raz jeszcze.

Dobra i relaksująca przygoda na kilka godzin, pozbawiona jednak wystarczającej świeżości.

Wolfenstein: The Old Blood stanowi prolog do wydarzeń przedstawionych w The New Order. Studio MachineGames zamiast na innowacjach, skupiło się na głównym atucie poprzedniej gry, czyli beztroskiej rozwałce. Gwarantuje to kilka godzin dobrej rozrywki, lecz nic poza tym.

B.J. Blazkowicz wypełnia tajną misję infiltracji zamku Wolfenstein i zdobycia dokumentów będących w posiadaniu Helgi Von Schabbs, zajmującej się pracami archeologicznymi nazistów. Historia jest lekka, prosta i przyjemna, a finał przypomina nieco przygody Indiany Jonesa.

Gra dzieli się na dwie główne części. W pierwszej przemierzamy zamek, w drugiej odwiedzamy miasteczko Wulfburg, gdzie prowadzone są prace wykopaliskowe. Każdy zwiedzany obszar jest inny i w trakcie przygody - złożonej z ośmiu rozdziałów - trafiamy ciągle do nowych, ekscytujących lokacji.

Rozgrywka w The Old Blood nie różni się od tej z podstawowej wersji gry. Z giwerami w rękach eliminujemy nazistowskie zagrożenie, miotając pociski i granaty. Tempo zwalnia w etapach skradankowych, gdzie z należytą gracją uciszamy wrogów wbijając noże w głowy i ostre rurki w gardła. B.J. to twardziel, jakich mało - nieważne, czy działa w cieniu, czy w blasku wybuchów.

adsaasd

Co tam super-żołnierz - patrzcie jakie fajne pieski!

Z arsenału wyróżnia się półautomatyczna strzelba i pistolet rakietowy. Pierwsza zabawka potrafi szybko powalić każdego przeciwnika, a druga radzi sobie świetnie jako kieszonkowa wersja wyrzutni pocisków. Nie możemy korzystać z ulepszeń broni z The New Order, za to większość broni może być noszona w dwóch rękach, a jak wiadomo - co dwie lufy, to nie jedna.

Przeciwnicy to w większości oponenci z ubiegłorocznej strzelanki, ale żołnierze wyposażeni we wspomniane wyżej strzelby i zombie-naziści to zupełna nowość. Nieuzbrojeni wrogowie są w mniejszości. Zdecydowana większość dzierży karabin i doskonale wie jak go używać.

Normalny poziom trudności zmusza do ciągłego ruchu, gdyż nawet chwila odpoczynku może zakończyć się śmiercią. Wrogowie wykorzystają szybko taktyczny odwrót za osłonę i rzucą w naszym kierunku kilka granatów.

Urozmaiceniem są sekwencje związane z podróżowaniem. Raz uciekamy łodzią przez kanały rojące się od nazistowskich oprawców, innym razem bronimy kolejki górskiej, albo udajemy się na spacer dwunożnym mechem bojowym.

Grę ukończyć można w pięć godzin. Pierwsze etapy są nieco wolniejsze przez wymuszone sekwencje ze skradaniem się - dalej jest to już na szczęście opcjonalne. Zwykle jest dwóch oficerów, włączających sygnał alarmowy na nasz widok. Zabicie ich po cichu uniemożliwia przysłanie posiłków. Nie jest to jednak konieczne - im więcej przeciwników, tym walka jest bardziej ekscytująca i wymagająca.

99 gier RPG... ...które napisały historię gatunku 99 gier RPG...

Niewątpliwym atutem Wolfenstein - poza udaną rozgrywką - jest oprawa audiowizualna. Nastrój i klimat związany z ciekawą scenerią, dopracowaną muzyką, głosami aktorów i wysokiej jakości dźwiękami to niepodważalny atut tego projektu.

The Old Blood nie budzi jednak wrażenia nowości. To po prostu kolejne fragmenty wydanej rok temu gry, której wycinki przygotowano teraz jako samodzielny produkt - dobra i relaksująca przygoda na kilka godzin, którą docenią przede wszystkim miłośnicy Wolfenstein: The New Order.

7 / 10

Wolfenstein: The Old Blood - Recenzja Łukasz Winkel Naziści raz jeszcze. 2015-05-08T11:13:00+02:00 7 10
Reklama

Komentarze (8)

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...