Skip to main content

GTA 5 - Recenzja

Ponownie razem.

Grand Theft Auto 5 ukazało się 18 listopada na PlayStation 4 i Xbox One, przenosząc przepiękny świat Los Santos na konsole nowej generacji. Testowaliśmy wersję PlayStation 4, a więcej na temat technicznych aspektów gry dowiecie się z analiz Digital Foundry - pojawiła się już pierwsza z nich. Poniżej zaś znajduje się nasza recenzja GTA 5, opublikowana w ubiegłym roku. Zaktualizowaliśmy ją o tabelę (na końcu tekstu), poświęconą wrażeniom z naszych testów, w tym przede wszystkim trybu pierwszoosobowego. Niemniej, jesteśmy przekonani, że poniższa recenzja i ocena są w pełni uzasadnione także w przypadku GTA 5 na nowe konsole.

*

W Los Santos nie zawsze świeci słońce. Czasami, po pełnym radości dniu, kiedy uśmiech i zabawa nie mają końca, przychodzi noc. Deszcz spływa ulicami, a wraz z nim krew i łzy. W jednym z mieszkań, w południowej dzielnicy, Trevor gestykuluje w sobie znany sposób, by wreszcie wykrzyczeć nam prosto w twarz: „Czy w tym zwariowanym świecie możemy być normalni?!”.

GTA 5 to gra kontrastów. Otwarty świat, w którym możemy robić, co nam się żywnie podoba został zamknięty w przepięknej, wielkiej i otoczonej bezkresnym oceanem wyspie. Na południu metropolia, z biednymi i bogatymi dzielnicami, domami, willami i wieżowcami, lotniskiem i polem golfowym, lecz gdy wyjedziemy z miasta, podążając na północ, trafimy w sam środek bezkresu „typowej, amerykańskiej wsi”, otoczonej rzekami i górami

.

Wyspa robi gigantyczne wrażenie. Możemy od razu rzucić się na jej zwiedzanie lub poznać ją bliżej, zatapiając się w opowieść o Michaelu, wspomnianym Trevorze oraz Franklinie. Po intensywnym początku, najpierw wcielamy się w tego ostatniego. To czarnoskóry mieszkaniec biedniejszych dzielnic Los Santos. Pracuje w komisie samochodowym, wykonując dla właściciela te mniej legalne zadania.

Fragmenty rozgrywki z PlayStation 3Zobacz na YouTube

Po krótkim czasie poznajemy pozostałych dwóch bohaterów, którymi także pokierujemy. Michael to emerytowany włamywacz. W willi z kortem tenisowym mieszka wraz z żoną i dorosłymi już dziećmi. Przykładna rodzina: żona regularnie skacze w bok, córka idzie już w ślady matki, a syn przez cały czas siedzi zamknięty w pokoju i gra na konsoli w najnowsze strzelanki.

Kawałek drogi na północ znajduje się niewielkie, rozłożone w pustynnym klimacie miasteczko. Parę domów, fryzjer, stacja benzynowa i sklep z bronią. Tutaj poznajemy Trevora - ostatnią i chyba najbardziej kontrowersyjną postać GTA 5. Wygląda i zachowuje się niczym Jack Nicholson w finałowych scenach „Lśnienia”. Nieprzewidywalny, odrażający psychopata czy może popieprzony świrus, on jeden z własnymi zasadami przeciw całemu światu? Trevor z pewnością budzi w grze największe emocje, lecz jest też bohaterem najmniej jednoznacznym, przez to zwyczajnie interesującym.

Trzech głównych bohaterów zdecydowanie zmieniło podejście do rozgrywki. I jest to zmiana jak najbardziej pozytywna. Pomijając misje fabularne, możemy w dowolnej chwili przełączać się pomiędzy postaciami, dzięki czemu nie ma czasu na nudę. Michael w dobrze skrojonym garniturku, z bródką i ładnie ułożonymi włoskami wygląda niczym Robert de Niro w „Gorączce”. Nie przeszkadza już fakt, gdy - będąc w jego skórze - mamy piękną willę oraz własny hangar z odrzutowcem w środku. Gdy potrzeba, potrafi skopać tyłek, ale zawsze jest w tym odrobina subtelności.

Myślał, że chodzi o pogodę, a tak naprawdę chodzi o pieniądze

Jeśli zaś przychodzi ochota, by zrobić komuś krzywdę w mniej wyrafinowany sposób czy choćby ukraść czterosilnikowy, pasażerski samolot - nie ma sprawy, wystarczy przełączyć się na Trevora. Ostatecznie zawsze możemy pojeździć dobrą furą na dzielni, wyjść na spacer z psem i napić się z naszym kumplem w podrzędnym barze - Franklin, przynajmniej na początku, nie jest wybredny, choć z czasem okazuje się bardzo ambitny.

Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ogolić Trevora na łyso, zapuścić kilkudniowy zarost, założyć gustowne okulary i najdroższy garniak w mieście. Od razu przypomina porządnego biznesmena. Tak czy owak, trzech głównych, znacząco różniących się bohaterów to fantastyczne rozwiązanie, zrealizowane w sposób niezwykle pomysłowy i staranny. Nie tylko w kontekście swobodnego zwiedzania wyspy, ale - nawet przede wszystkim - w misjach fabularnych i pobocznych.

Opowieść koncentruje się wokół kilku dużych skoków. Szybko jednak okazuje się, że cała nasza wspaniała trójka uwikłana zostaje w grę służb, agencji rządowych i możnych tego świata, a przy tym mają też „troszkę” własnych problemów. Scenariusz jest nieco zagmatwany i miejscami przekombinowany, ale jego realizacja to już zupełnie inna bajka - każda misja idealnie wykorzystuje wszystkie elementy rozgrywki, a realizacja poszczególnych scen przypomina najlepsze kino sensacyjne, tyle że to my jesteśmy w centrum wydarzeń.

„Szybko okazuje się, że cała nasza wspaniała trójka uwikłana zostaje w grę służb, agencji rządowych i możnych tego świata.”

Zwiastun GTA 5

Całość podkreślają fenomenalne, zabawne, ale i mądre dialogi - coś, co w zasadzie stało się znakiem rozpoznawczym związanych ze studiem Rockstar scenarzystów. Nieźle skrojone postacie drugoplanowe nie są tak wyraziste i ciekawe, jak w poprzednich odsłonach. Mają jednak tę typową grację wymieszaną z wrednością. Mistrzem drugiego planu pozostaje zaś przezabawny Lamar, kumpel Franklina.

Trzeba jednak dać scenarzystom szansę, bo akcja tradycyjnie rozwija się nieśpiesznie, a jeśli samo miasto i wyspa - ze swoimi licznymi atrakcjami - nie wciągnie nas wystarczająco, niektóre momenty mogą nas znudzić. Poza misjami pobocznymi i małymi zdarzeniami losowymi, atrakcji jest jednak całe mnóstwo - od rozlicznych sportów, sklepów, jogi czy kina, przez tradycyjne już balety w nocnych klubach, wyścigi morskie i lądowe, kończąc na bardziej praktycznym inwestowaniu, choćby na giełdzie czy w nieruchomości. Posiadając odpowiednią gotówkę, możemy kupić lokale czy budynki, które będą przynosić nam comiesięczne zyski. Czasami menedżer odezwie się do nas, gdy pojawi się niecierpiący zwłoki „problem”.

Ostatecznie, w wolnej chwili zawsze można wjechać rowerkiem na najwyższy szczyt górski i podziwiać piękne widoki. Potem zaś podebrać komuś motocykl i zjechać z góry, niemal czując wiatr we włosach.

Kim jest Trevor?

Świetnie rozwiązano jednak ciąg wydarzeń w grze. Kolejne rozdziały opowieści - a zatem i konkretne misje fabularne - rozpoczynają się w niezwykle naturalny sposób, a to od odwiedzenia naszego domu albo od jakiegoś telefonu. Niekiedy akcję pchniemy do przodu tylko jako Trevor, kiedy indziej musimy przełączyć się na Michaela, by rozpocząć dany wątek.

W prawym dolnym rogu ekranu znajduje się koło wyboru postaci. Przy miniaturce widnieje liczba misji, które dana postać może podjąć. Wchodzą w to także rzeczy poboczne, oddzielne dla każdej postaci. Spraw Franklina nie załatwi przecież Michael. Mapa jest niezwykle przejrzysta i intuicyjna, jednak ze względu na gigantyczność samej gry przyjdzie nam spędzić trochę czasu, aby wgryźć się we wszystkie niuanse.

Przełączając się z bohatera na bohatera trafiamy w różne momenty ich codziennego życia - zazwyczaj siedzą przed telewizorem, bawią się w klubie striptizu, ewentualnie siedzą na ławeczce i podziwiają widoki. Wszystko to buduje ciekawą atmosferę wokół głównych bohaterów, bo obrazuje jak spędzają wolny czas w momencie, kiedy ich nie kontrolujemy.

Pewnego dnia, gdy znudziła mnie już gra w tenisa, przełączyłem się na Trevora. Kamera szybuje wtedy na chwilkę w górę, by za moment namierzyć postać. Odnalazłem go na malutkiej wysepce, po wschodniej stronie wyspy. Siedział w samych gaciach, a obok leżało kilka trupów. „To była balanga.” Niedaleko dryfował jacht oraz nowoczesna motorówka. Nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z jachtu, wypłynąć na otwartą wodę i cieszyć się słońcem. A potem ponurkować odrobinę w poszukiwaniu sekretów i ciekawych rzeczy - tych na wyspie, w powietrzu i pod wodą nie brakuje.

Kluczowymi fragmentami opowieści są jednak skoki, które okazują się kwintesencją GTA 5. Przede wszystkim dlatego, że zostały bardzo ciekawie pomyślane. Przed każdą akcją mózg operacji rozkłada na tablicy wszystkie elementy, przedstawiając dwie drogi do celu - „mądrzejszą” i „na pałę”. Bez względu na wybór, czekają nas przygotowania. Już w ich trakcie zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, jak świetnie jest mieć do dyspozycji trzech bohaterów, bo do działania nie wkrada się nuda.

„Wiele jest tu świetnych, klimatycznych momentów. Jeszcze nigdy w grze wideo napady nie były tak genialne.”

Wreszcie można się zanurzyć w ciepłych wodach - misje tego typu są bardzo fajnym urozmaiceniem, choć jest ich ledwie kilka

Pyk! Jako Franklin podprowadzamy śmieciarkę. Pyk! Michael kupuje maski na plaży. Pyk! Trevor załatwia samochód do ucieczki. Dwa sposoby na napady zmieniają oczywiście przygotowania. Im zaś bardziej skomplikowany skok, tym i różnice stają się znaczące.

Oprócz czynnego udziału naszych głównych bohaterów, musimy także wybrać odpowiednie wsparcie. Na tablicy możemy podejrzeć dostępne opcje - niektórych ludzi poznajemy w trakcie gry, innych tylko wynajmujemy do konkretnej akcji. Wybór związany jest z podzieleniem łupu. Jeśli chcemy porządnego hakera, zajmującego się systemami alarmowymi, musimy mu odpalić większą dolę.

Spełnienie marzeń - nocny oblot miasta własnym odrzutowcem (zdjęcie, że mucha nie siada!)

Można troszkę pokombinować, bo w zależności od naszego stylu gry, możemy dobrać sobie inną ekipę. Co ciekawe, dobór ma jednak wpływ na pewne niuanse w trakcie skoku i tego, co się wydarzy po nim. Mało rozgarnięty członek zespołu odpowiedzialny za ważny element w planie akcji może zmusić nas potem do większego wysiłku - na przykład podstawiając źle dobrany transport.

W trakcie misji przeważają z kolei chwile, kiedy możemy prowadzić wyłącznie jedną postać, a scenarzyści czasami sami zmieniają nam bohatera, którego kontrolujemy - wszystko to ma uzasadnienie w rozgrywce i jest w pełni wiarygodne, nadając akcji odpowiednią dynamikę.

Wiele jest tu świetnych, klimatycznych momentów. Jeszcze nigdy w grze wideo napady nie były tak genialne. Kiedy przebrani w czarne kostiumy, ze spluwami wyposażonymi w latarki, przemierzamy korytarze można poczuć prawdziwy dreszczyk emocji, a całości towarzyszy doskonała reżyseria poszczególnych scen i wyczucie tempa akcji. Znakomite są też misje pod wodą. Wszystko dawkowane jest w odpowiednich proporcjach i na brak adrenaliny trudno narzekać.

Gdy już dojdzie do wymiany ognia, GTA 5 staje się świetną strzelanką. Ciekawie zaprojektowane lokacje, związane z misjami, pozwalają na swobodę działania i wspomniany już rozmach. W tych momentach bardzo często możemy szybko przełączać się pomiędzy bohaterami i rozgrywać małe bitwy na różne sposoby. Bardzo dobrze funkcjonuje system osłon, a także dodatkowe umiejętności bohaterów - Michael może spowolnić czas niczym Max Payne, a Trevor wpada w szał, dzięki któremu szybko wykończymy kilku wrogów. Umiejętność Franklina związana jest z kolei z prowadzeniem auta i po jej uruchomieniu możemy wymijać samochody w zwolnionym tempie.

Model strzelania jest świetny i intuicyjny, a że z koła wyboru broni możemy wybrać wszystko to, co zakupiliśmy przed misją, jest też sporo doskonałej zabawy i autentycznej frajdy. Zresztą, broń można udoskonalić, wyposażyć we wspomnianą latarkę czy tłumik, a gdy potrzeba - możemy skorzystać z granatów czy gazu łzawiącego. Obecne są trzy tryby strzelania, w tym z pełnym wspomaganiem oraz całkowicie swobodny, zdecydowanie najbardziej wymagający.

Tym razem bardzo dobrze zostały rozlokowane punkty kontrolne i automatyczny stan zapisu; nie musimy już powtarzać rozległych sekwencji od nowa w razie niepowodzenia - może za wyjątkiem dwóch czy trzech sytuacji.

Droga ucieczki jest różna. Czasami zwijamy się po prostu furgonetką, innym razem trzeba użyć śmigłowców. Piąta część serii duży nacisk kładzie właśnie na zabawę w powietrzu. Cały czas dzieje się coś, co zmusza nas do podróżowania helikopterem czy samolotem. Widok skąpanego we mgle Los Santos zapiera dech w piersi. Dla mnie podróżowanie własnym odrzutowcem wokół wyspy w świetle ogromnego księżyca to jedna z najcudowniejszych rzeczy, jakie przeżyłem w grach wideo.

W niektórych misjach - w zależności od wyboru drogi - trzeba się napocić, aby odpowiednio wymanewrować helikopterem. Na szczęście, maszyny nie są tak łatwe do zniszczenia jak w rzeczywistości, dzięki temu helikopter może nawet delikatnie obijać się o budynki. Podobnie jest z samochodami czy motocyklami. Model zniszczeń jest zdecydowanie oszczędniejszy niż w GTA IV. Porządne uderzenie z ogromną prędkością w drugie auto nie spowoduje, że nasz pojazd zacznie za chwilę się palić i trzeba będzie szukać zastępczego transportu. Jest to rozwiązanie odpowiadające moim potrzebom - mogę jeździć jak wariat, uderzać w mnóstwo innych pojazdów i dopiero po dłuższym czasie auto przestaje nadawać się do czegokolwiek. Samochody prowadzi się zresztą świetnie.

Piękno GTA 5 tkwi w wykreowanym świecie. Gra wygląda fantastycznie na PS3 i Xboksie 360, co zresztą udowodnił test Digital Foundry. Optymalizacja jest po prostu doskonała, lecz odbyło się to kosztem mieszkańców. Los Santos wygląda cudownie, lecz jest nieco wyludnione. O ile liczba samochodów i pojawiające się gdzieniegdzie korki tworzą odpowiednie wrażenie, o tyle chodniki, nawet w ścisłym centrum, są po prostu pustawe. Na szczęście, szybko zaczynamy akceptować ten stan rzeczy, szczególnie gdy wybierzemy się na prowincję - tutaj niezapomniane widoki i niewielka stacja benzynowa przy autostradzie pozwalają naprawdę zachwycić się chwilą.

Ten ogromny projekt nie jest pozbawiony błędów, częściowo będących już od dawna obecnych w serii. Fizyka odpowiadająca za upadek postaci płata czasami figla i prowadzony bohater potrafi uderzyć o mały szlaban, przewinąć się i dziwacznie upaść. Innym razem śmiesznie wpadamy na ścianę, jakbyśmy uderzali w jakiś placek. Zabawne jest też widzieć wóz policyjny, przejeżdżający przechodnia w pogoni za jakimś złodziejem.

Porównanie wersji PS3 i PS4 gry GTA 5Zobacz na YouTube

Znamienne, że w grze, która sama jest w najwyższym stopniu związana z show-biznesem i popkulturą, a jej budżet przekroczył 260 mln dolarów, twórcy zdają się krytykować właśnie otaczający nas, popkulturowy i na wskroś komercyjny świat. Celnie punktują wady kapitalizmu, ale i nasze własne przywary. Gdy Franklin uskarża się na początku gry, że musi jechać kawał drogi za miasto na „robotę”, Trevor wyśmiewa go: wszyscy chcielibyśmy być bogaci, tylko nam się nie chce pracować.

GTA 5 to wszechstronna, kompletna i szalona gra. Pełna wspaniałych detali, z pewnością długo nie da o sobie zapomnieć.

10 / 10

Zobacz także