Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Elden Ring łatwiejsze od Dark Souls? Pod wieloma względami na pewno

Ułatwienia bez wyboru poziomu trudności.

Przed premierą Elden Ring wielu zastanawiało się, czy będzie to najłatwiejsza gra soulslike od From Software. Niektóre starcia są niezwykle wymagające, część nawet frustruje, choćby obecnością zwykłych przeciwników przeszkadzających w walce. Ogólnie rzecz biorąc, struktura otwartego świata jest tu ułatwieniem - i świetnie!

Weźmy najlepszy przykład, czyli pierwszego głównego bossa fabularnego. Z początku nie poszło mi z nim zbyt dobrze, przy kolejnym podejściu także. Zawróciłem więc, lecz nie po to, by „farmić” dusze na prostych przeciwnikach gdzieś niedaleko, jak to bywa w Soulsach. Poznawałem po prostu inne obszary.

Odkryłem i zwiedziłem dwie wielkie lokacje, rozprawiłem się z paroma pomniejszymi bossami - postać siłą rzeczy zdobyła przez ten czas doświadczenie. Do Margrita wróciłem po jakichś sześciu godzinach. Staruszek padł po trzeciej próbie.

Wierzchowiec czyni wiele starć w otwartych przestrzeniach o wiele łatwiejszymi - choć oczywiście były one projektowane właśnie z myślą o nim.

Odpuszczanie i wracanie do poznanych już lokacji, by zwiększyć poziom postaci, to coś absolutnie normalnego w Dark Souls czy Bloodborne. W Elden Ring jest to jednak o wiele bardziej ekscytujące, bo często mamy różne ścieżki do wyboru. Możemy trafić do fascynujących miejsc i nawet zupełnie zapomnieć o bossie, który sprawił nam solidne manto.

Właśnie dzięki temu Elden Ring jest dla mnie najbardziej... relaksującą grą From Software. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, świadomość swobody i wyboru związanych z otwartą strukturą sprawia, że zabawie towarzyszy mniej presji. Chociaż wiem, że na pewno kilka razy trafię jeszcze na przeciwnika, który wytrze moim bohaterem podłogę.

Są też jednak inne ułatwienia, a najważniejszym są przyzywane duchy. Już nawet pewna meduza, którą można zdobyć zaraz po rozpoczęciu przygody, jest nieocenioną pomocą. Spektralnych kompanów można też ulepszać niczym broń, więc w późniejszych fazach gry stają się naprawdę silni.

Pomocne duszki to spore ułatwienie, choć nie możemy używać ich wszędzie.

Pozostają też znane już z Dark Souls „summony”, czyli przyzywanie innych graczy lub NPC. Często możemy jednocześnie skorzystać z tej opcji oraz przywołać ulubionego ducha. Mamy wtedy do czynienia z sytuacjami, kiedy trudny boss skupia się na naszych pomagierach, a my możemy w miarę spokojnie atakować go z daleka bądź od tyłu.

Pomocna jest nawet taka drobnostka jak możliwość skakania. To dodatkowe narzędzie do unikania ciosów, a w niektórych sytuacjach pozwala też wdrapać się w pewne miejsca, z których dosięgnięciem przeciwnik ma lekki problem.

Wspomniana już wcześniej formuła otwartego świata siłą rzeczy sprawia też, że w Elden Ring łatwiej szybko znaleźć coś potężnego - czy to zaklęcie, czy broń, albo też wyjątkowo odpowiadający nam i skuteczny atak specjalny. Niektóre przedmioty dostępne w pierwszym wielkim obszarze gry mogą uczynić z nas naprawdę mocarnych wojowników.

To wszystko sprawia, że nowa gra From Software jest po prostu - przynajmniej moim zdaniem - bardziej przystępna niż Dark Souls, a już z pewnością łatwiejsza niż Sekiro. Dlatego też warto ją polecać każdemu zainteresowanemu tą przygodą, ale obawiającemu się poziomu trudności. Tutaj sami tworzymy sobie Easy Mode, w większym stopniu niż w poprzednich grach japońskiego studia.

Komentarze