Powrót po latach do ulubionych gier z dzieciństwa nie sprawia często takiej przyjemności, jakiej oczekujemy. Jednak sprawa wygląda inaczej w przypadku remake'ów, które łączą nasze wspomnienia z przyjemnym poczuciem świeżości. Dokładnie takie wrażenia oferuje Pokemon Let's Go, zapewniając sporo świetnej zabawy - nawet jeśli może nie przypaść do gustu weteranom zainteresowanym jak najbardziej rozbudowaną mechaniką rozgrywki.

Otrzymujemy bowiem odświeżoną wersję Pokemon Yellow, które ukazało się 20 lat temu na konsolce GameBoy. To właśnie „żółta” część skupiała się na tym, co oglądaliśmy w telewizji - na przygodach młodego trenera i jego wyjątkowego Pikachu. Let's Go występuje jednak w dwóch wersjach, więc nie tylko dla fanów elektrycznego gryzonia, ale też w edycji Eevee, w której naszym kompanem jest sympatyczny, liskowaty stworek.

Oba Pokemony są niesztampowe. W trakcie rozgrywki siedzą nam na głowie, wskazują ukryte skarby, a nawet domagają się uwagi. By zacieśnić więzi z pupilem, uruchamiamy czasem minigrę z głaskaniem i karmieniem futrzaka. Oczywiście to tylko drobny dodatek, a nie symulacja Tamagotchi.

Pokemon_Lets_Go___Recenzja_1
Las taki piękny, że aż chce się zwiedzać (Pokemon: Let's Go - Recenzja)

Dodanie drugiego stworka do wyboru to główna zauważalna zmiana w fabule znanej z Yellow - reszta pozostaje wyjątkowo podobna, a także prostolinijna jak oryginał. Bohater wraz ze swoim futrzanym przyjacielem wyrusza w świat, by stać się najlepszym trenerem Pokemon, przy okazji pokonuje czołowych liderów, elitarną czwórkę trenerów, zbierając wszystkie 153 stworki. Przy okazji psując szyki chciwemu Zespołowi R.

Dla osób będących na bieżąco z kolejnymi odsłonami, jak chociażby niedawnymi Ultra Sun i Ultra Moon, Let's Go może wydawać się zbyt proste i ubogie w zawartość. Ten tytuł ma jednak za zadanie zainteresować formułą zupełnie nowych odbiorców, a weteranom co najwyżej zapewnić graficznie upiększoną wycieczkę po wspomnieniach - i to udaje się osiągnąć z nawiązką.

Wizualnie gra stanowi nową jakość w porównaniu z Yellow. Kolorowa i pozytywna oprawa w niczym nie przypomina tego co oglądaliśmy na GameBoyu, choć rozmieszczenie budynków i lokacji jest już dokładnie takie same. To wkroczenie w wersję HD świata, który znaliśmy tylko z małego ekranika.

Klasyczne melodie doczekały się wersji wzbogaconych o elementy symfoniczne, co wypada naprawdę nieźle. Nowy silnik graficzny pozwolił twórcom zaoferować coś więcej niż proste okienka dialogowe, więc niejednokrotnie oglądamy cut-scenki prezentujące coś, co dwie dekady temu mogliśmy sobie tylko wyobrazić. To zdecydowanie sentymentalna retrospekcja.

Pokemon Go zaprezentowało kieszonkowe potworki znacznie szerszej skali użytkowników, więc nie dziwi, że pewne rozwiązania znane z komórkowej aplikacji musiały trafić do Let's Go. Pierwszą i zauważalną zmianą jest oddzielenie walki od łapania stworków. Spacerując po regionie Kanto widzimy przemierzające teren zwierzaki i podchodzimy do nich, by aktywować ekran łapania. Koniec z losowymi, nagłymi i nieprzewidzianymi starciami z dzikimi Pokemonami podczas przemierzania wysokiej trawy i jaskiń.

Po zbliżeniu się do spotkanego zwierzaka, podobnie jak w mobilnej grze, rzucamy Pokeballem tak, by trafił w środek zmniejszającego się okręgu. Obronę celu możemy osłabiać owocami i silniejszymi Pokeballami. Przeniesienie mechaniki ze smartfonów mogło wydawać się niezbyt dobrym pomysłem, ale konieczność poruszania całą konsolką przy łapaniu, czy też odpowiednie machanie kontrolerem, sprawiają, że system wcale nie jest banalny i potrafi zaangażować.

Nie zrezygnowano oczywiście z turowej walki, co miało miejsce w Pokemon Go. Pojedynki między trenerami to klasyka, która pozostała właściwie nienaruszona. Wystawiamy członka drużyny, wybieramy spośród listy ciosów i atakujemy oponenta. Starcia powodują największe uczucie powrotu do przeszłości i sprawiają sporo frajdy, nawet mimo wielu ograniczeń w porównaniu do wspomnianych Pokemon Ultra Sun i Moon. To bliższe najstarszym grom potyczki, proste i przyjemne, mające przekonać nowych graczy.

Pokemon_Lets_Go___Recenzja_4
W końcu doczekaliśmy się ładniejszej oprawy (Pokemon: Let's Go - Recenzja)

Zauważalne jest obniżenie poziomu trudności. Dodatkowy kontroler Pokeballa pozwala przechowywać jednego stworka i rozwijać go poza grą, po prostu podczas chodzenia i codziennych zajęć. Wybrany Pokemon może więc szybko stać się wyjątkowo potężny.

Ułatwieniem jest też fakt, że wzorem Go możemy wysyłać duplikaty stworków do profesora Oaka, który w zamian przysyła nam cukierki. Te posłużą z kolei do rozwoju posiadanych Pokemonów. Wreszcie, możemy też przenieść do gry naszą kolekcję z Pokemon Go, ale dopiero pod koniec przygody - więc akurat to nie jest szczególnie pomocne, choć na pewno mile widziane. Tak czy inaczej, rzadko kiedy jakiś trener stanowi duże wyzwanie.

Nikt nie powiedział jednak, że powinniśmy polegać tylko na komputerowych trenerach. Lokalnie bądź przez sieć możemy bowiem wyszukiwać innych graczy i wyzywać ich na pojedynki. Starcia online są największym wyzwaniem, gdyż po drugiej stronie zazwyczaj czekają użytkownicy poszukujący odskoczni od niskego poziomu trudności.

Ciekawym dodatkiem jest też możliwość kooperacji. Gdy konsolka jest podłączona do telewizora, to sterowanie opiera się wyłącznie na jednym kontrolerze. Drugi pozostaje wolny i służy do tego, by w każdej chwili druga osoba mogła się przyłączyć i wspierać nas zarówno w łapaniu, jak i walce. Drobny bonus, a jednak coś co sprawi, że chociażby rodzic będzie mógł na chwile wesprzeć grające dziecko i spędzić wspólne chwile przy konsoli.

Pokemon_Lets_Go___Recenzja_3
Gra nie pozwoli zapomnieć o najważniejszych nowościach, przypominając o nich nawet na ulicy (Pokemon: Let's Go - Recenzja)

Pokemon: Let's Go to nie kolejna, tradycyjna odsłona znanego cyklu - na co wskazuje zresztą nietypowy podtytuł. To gra, która łączy stare z nowym, by pokazać większej liczbie odbiorców potencjał Pokemonów, które mogą być o wiele ciekawsze niż to, co oferuje Pokemon Go.

Let's Go to również remake produkcji, od której wielu zaczynało przygodę z kieszonkowymi stworkami. Im też można śmiało te tytuł polecić, bo choć nie zaoferuje takiego poziomu rozbudowania i wyzwania, jak główna seria, to na pewno przywoła miłe wspomnienia i pozwoli przeżyć je na nowo. Poza tym, to po prostu urocza i relaksująca gra.

Plusy: Minusy:
  • klasyczny zestaw Pokemonów i region Kanto
  • rozdzielenie łapania stworków i walki ma sens
  • przygoda z kultowego Yellow w nowej oprawie robi wrażenie
  • kooperacja dla dwóch graczy
  • dla weteranów serii może okazać się zbyt prosta
  • rzucanie Pokeballów kontrolerem czasem sprawia problemy

Platforma: Switch - Premiera: 16 listopada 2018 - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: RPG - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: 200 zł (konsole) - Producent: GameFreak - Wydawca: Nintendo - Dystrybutor: Conquest Entertainment

Recenzja Pokemon: Let's Go została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Conquest Entertainment.

Reklama

O autorze

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Redakcja Eurogamer.pl

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Więcej artykułów od Łukasz Winkel

Komentarze (1)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały