Materiały promocyjne Sushi Striker nie pokazywały dobrze, czym właściwie jest ten tytuł - a okazuje się przyjemnym testem zręczności.

Na pierwszy rzut oka, szczególnie gdy zasugerujemy się zwiastunami, Sushi Striker: The Way of The Sushido wygląda trochę jak gra mobilna. Jednak jest prosta tylko pozornie. Tak naprawdę twórcy wystawiają nasze umiejętności na próbę, a całość potrafi zaskoczyć jakością wykonania.

Przede wszystkim, od strony narracji i historii, mamy do czynienia niemalże z serialem anime. Sporo tutaj dialogów, tło fabularne - dotyczące oczywiście wojny o sushi - zostało nieźle nakreślone, a animowane cut-scenki wyglądają wspaniale. Ton i styl przywodzi na myśl serie takie jak „Pokemon”.

Przemieszczając się po mapie świata między kolejnymi punktami, inicjujemy kolejne sceny, a także przechodzimy do sedna gry, czyli pojedynków na... sushi. A konkretnie: na talerzyki. Bohater (lub bohaterka) zjada wskazane przez nas porcje, a zastawą atakuje oponenta.

Rozgrywka polega na łączeniu talerzyków o tym samym kolorze. Im więcej połączymy za jednym zamachem, tym większy stosik uzbieramy, a w efekcie zadamy więcej obrażeń. Wydaje się proste, ale warto dodać, że naczynia stale przesuwają się po trzech oddzielnych ruchomych pasach.

My_Great_Capture_Screenshot_2018_06_07_12_35_18
Sterowanie dotykowe jest najwygodniejsze (Sushi Striker - Recenzja)

Teoretycznie niezbyt intrygujący pomysł okazuje się naprawdę porządnie wprowadzony w życie. Szczególnie, że sporo tutaj głębi. Różne kolory talerzy i rodzaje sushi to inne wartości obrażeń. Do tego dochodzą umiejętności specjalne „stróżów sushi” - pokemonowych stworków, które towarzyszą naszej postaci.

W miarę postępów zdobywamy coraz więcej takich kompanów, a jednocześnie podczas bitwy mogą towarzyszyć nam trzy. Otrzymujemy więc trzy talenty, którymi możemy mocno namieszać - sparaliżować wroga, zmienić kolor talerzy czy odzyskać nieco zdrowia. W trakcie przygody także te stworki się rozwijają, a mogę nawet ewoluować w potężniejsze formy.

Najważniejsze jest jednak to, że podstawowa rozgrywka jest zrealizowana bez zarzutu i sprawia, że każdy pojedynek angażuje. Stanowi też spore wyzwanie w późniejszych etapach. Trzeba jednak zaznaczyć, że większą przyjemność sprawia sterowanie dotykowe - kiedy palcem lub stylusem łączymy konkretne talerze. Przy wykorzystaniu analoga całość wydaje się niezbyt intuicyjna, choć to kwestia wprawy.

Nie da się jednak ukryć, że po paru godzinach powtarzalność zaczyna nieco doskwierać - ale nie na tyle mocno, by nie kontynuować przygody. Podstawowy gameplay jest na tyle dobrze zrealizowany, że nawet gdy motywacja nieco zanika, to i tak nie musimy się zbyt mocno zmuszać, by rozgrywać kolejne pojedynki.

Sushi Striker to naprawdę przyjemna gra na kilkanaście wieczorów - w małych dawkach jest idealna. Trochę tylko szkoda, że cena potrafi wprawić w zdumienie. Warto jednak zwrócić uwagę na ten tytuł przy okazji przyszłych wyprzedaży.

Plusy: Minusy:
  • rozbudowane zasady
  • angażujące potyczki
  • zaskakujący poziom cut-scenek

  • po kilku godzinach zaczynamy odczuwać powtarzalność
  • nieco zbyt wysoka cena premierowa


Platforma: Switch, 3DS - Premiera: 8 czerwca 2018 - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: zręcznościowa - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: 170-200 zł - Producent: indieszero - Wydawca: Nintendo - Dystrybutor PL: Conquest Entertainment

Recenzja Sushi Striker została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Conquest Entertainment.

Reklama

O autorze

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Redakcja Eurogamer.pl

Mateusz dołączył do zespołu w 2013 roku. Jest z-cą redaktora naczelnego, opiekuje się naszym kanałem YouTube, przygotowuje artykuły i recenzje, a czasami także poradniki. Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych.

Więcej artykułów od Mateusz Zdanowicz

Komentarze (2)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały

Najnowsze

Reklama