Świetna rozgrywka, cudowna oprawa audio-wizualna, ale niezbyt przemyślane tryby dla pojedynczego gracza.

Nie od dziś powszechnie wiadomo, że wszelkie bijatyki najlepiej sprawdzają się przy wspólnym graniu na kanapie lub walce przez sieć. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku drugiej części UFC, więc użytkownicy nastawieni tylko na tryby pojedynczego gracza mogą poczuć się nieco zawiedzeni.

Najciekawsze zmagania przychodzą z rozgrywką sieciową lub w trybie „kanapowym”, co nie powinno dziwić. Takie walki posiadają znacznie większy współczynnik nieprzewidywalności i wykorzystywania błędów oponenta.

Nie można jednak powiedzieć, że w trybach single nie ma co robić, bo sztuczna inteligencja przeciwników jest tu naprawdę naturalna i stara się przewidzieć nasze ruchy. Wyższe poziomy trudności potrafią dać w kość, a wszystkim zaczynającym przygodę z bijatykami, sugerujemy start od najniższego.

UFC 2 oferuje dla jednego gracza przede wszystkim tryb kariery, którego założenia są naprawdę proste. Wybieramy jednego z dostępnych zawodników lub tworzymy własnego i bierzemy udział w kolejnych galach, starając się awansować w klasyfikacji.

Jest to długa droga, bo zaczynamy na pięćdziesiątej pozycji, a pomiędzy każdą imprezą poświęcamy sporo czasu na treningi. Ćwiczenia mają na celu rozwijanie umiejętności naszego wojownika i choć na początku wydają się czymś ciekawym i zajmującym, szybko zaczynają nudzić.

Interesującym trybem okazuje się Ultimate Team, czyli rodzaj karcianki na wzór tej z cyklu FIFA, choć mniej rozbudowanej. Brak przede wszystkim efektu zaskoczenia, znanego na przykład graczom wspomnianej wirtualnej piłki nożnej. Tutaj po prostu budujemy zespół kilku zawodników, których potem możemy „używać” na ringu, a za pomocą kart podbijamy ich statystyki - to właściwie wszystko.

Najwięcej czasu można jednak spędzić w trybie Knockout. Tutaj nie ma miejsca na walkę w parterze, a dozwolone jest tylko uderzanie kończynami. Zmiany w drugiej części gry nie przyniosły spodziewanego efektu, a nowy system chwytania przeciwników i zakładania dźwigni jest niezbyt naturalny, a momentami wręcz losowy.

Wychylamy prawego analoga w kierunku wyświetlanych opcji i czekamy, aż zapełni się pasek danego chwytu. W międzyczasie, gdy próbujemy założyć dźwignię lub się z niej wyswobodzić, czeka nas prosta mini-gra. Jest to po prostu nudne i mało emocjonujące.

Tego jednak nie da się powiedzieć o reszcie. Walka w stójce, przy wykorzystaniu chyba wszystkich możliwych sztuk walki, jest czymś absolutnie znakomitym. UFC 2 nagradza cierpliwość, poznanie przeciwnika i strategię całej walki. Wyskoczenie z łapami czy kopniakami na przeciwnika i uderzanie na oślep bez pomyślunku szybko sprowadza nas do parteru, dosłownie i w przenośni.

Kluczowe jest obserwowanie paska staminy, czyli wytrzymałości wojownika, pozwalającej na skuteczną obronę i atak. Im bardziej zapełniony pasek, tym silniejsze ciosy i większe możliwości defensywne. Rozwiązanie proste i wciąż świetnie się sprawdzające.

u1
Ronda Rousey powraca jako jedna z „twarzy” gry

Podczas walk nie ma mowy o zbyt dużym pierwiastku przypadkowości, choć starcia w wirtualnym oktagonie potrafią kończyć się nawet po kilkunastu sekundach. Bierze się to jednak raczej z mądrego podejścia i wykorzystania słabości przeciwnika.

Opcji jest naprawdę dużo, chociaż przygotowano tylko dwa modyfikatory ciosów pod przyciskami, to jednak duże znaczenie ma też odpowiednie poruszanie lewym analogiem. Z teoretycznie czterech podstawowych i czterech dodatkowych ciosów możemy wykrzesać niezliczoną liczbę ruchów.

Sterowanie, choć na początku wydawać by się mogło proste, wbija się w pamięć dopiero po kilku, kilkunastu walkach. Zdobycie należytego poziomu i wytrenowanie intuicji trwa co najmniej kilkadziesiąt walk. UFC 2 to typowy przykład gry łatwej do nauczenia, ale trudnej do osiągnięcia perfekcji.

Satysfakcjonująca walka zachęca, aby do tej perfekcji dążyć, podobnie zresztą jak oprawa graficzna, która jest po prostu znakomita. Dbałość o detale wojowników rzuca na kolana, modele wydają się być jak żywe, a cała otoczka i tło przygotowane na tyle pieczołowicie, że po delikatnym zmrużeniu oczu może wydawać się, że oglądamy prawdziwą galę MMA.

u2
Walka w parterze wydaje się trochę źle przemyślana

Poprawiono także animacje, które momentami mogły się nie podobać w pierwszej części, zwłaszcza przejścia pomiędzy etapami w parterze, które w końcu wyglądają naturalnie i pozbawione są przenikania przez siebie obiektów. Czasami zdarzają się drobne błędy, ale dzieje się to na tyle rzadko, że błyskawicznie puszcza się to w niepamięć.

Przy UFC 2 godziny mijają błyskawicznie, a gra skutecznie zachęca do ambitnego podejścia. Próby opanowywania walk do perfekcji są uzależniające, a wyprowadzanie najsilniejszych i idealnie wycelowanych ciosów szalenie satysfakcjonujące.

8 /10

Reklama

O autorze

Jerzy Daniłko

Jerzy Daniłko

Redakcja Eurogamer.pl

Jerzy jest redaktorem naczelnym Eurogamer.pl. Z serwisem współpracuje od początku, a w ostatnim czasie nadzorował pracę działu poradników. Relaksuje się gotując i jeżdżąc autem w długie trasy. Nie lubi nudy, zastojów i głośnych sąsiadów.

Więcej artykułów od Jerzy Daniłko

Komentarze (3)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały