Eurogamer.pl

TowerFall Ascension - Recenzja

Strzałką w kolano.

Matt Thorson stworzył prostą grę w stylu retro, przy której aż cztery osoby przed telewizorem mogą przeżywać dziesiątki emocji - od radosnych okrzyków, po paniczne jęki, a nawet wybuchy złości i chęć rzucenia kontrolerem o podłogę. Wystarczy wykorzystać znaną z przeszłości mechanikę rozgrywki, połączyć ją ze świeżymi pomysłami i dodać szczyptę fantazji. Efekt murowany.

Pierwsze Mario Bros., mimo że całkowicie różniło się od tego, czym obecnie są przygody popularnego hydraulika, to jedno ze wspomnień mojego dzieciństwa. W Mario Bros. jeden bądź dwóch graczy biegało po małej planszy i eliminowało wychodzące z kanałów potworki - głównie żółwie. To właśnie w tej grze świat kończył się na krawędzi, a przekroczenie jej sprawiało, że bohater wychodził po drugiej stronie ekranu - z lewa na prawo i z prawa na lewo. Banał, a ile możliwości zastosowania!

Rozgrywka TowerFall Ascension inspirowana jest właśnie tym rozwiązaniem. Sterujemy małym ludzikiem wyposażonym w łuk i trzy strzały, który ma za zadanie ustrzelić wszystkie pojawiające potworki. Szybko jednak role się zmieniają i zamiast zwykłego polowania okazuje się, że walczymy o przetrwanie w następujących po sobie falach atakujących przeciwników. Nie pomaga również fakt, że każdą strzałę musimy podnieść, by móc ponownie naciągnąć cięciwę. Niektórzy wrogowie mogą być szybsi od nas i ukraść cenny kawałek drewienka.

Podobnie jak w Mario Bros., możemy szybko zmieniać położenie przechodząc z lewej krawędzi ekranu na prawą bądź też spaść w przepaść, by po chwili wylecieć z sufitu - wrogie stwory mogą robić to samo, więc trzeba uważać na każdym kroku. Uciekający, zielony, mięsożerny glucik może udawać, że przed nami czmycha, tylko po to, by za moment rzucić się na nas z góry.

Dodajmy do tego losowe przedmioty pomocnicze, jak bariery magiczne, wybuchowe strzały, a nawet skrzydła, a do tego wspomnijmy o walkach z bossami, i nagle wesoła, kolorowa zabawa zmienia się w rozbudowany i wymagający sprawdzian umiejętności, który nie wybacza błędów i często wywołuje frustrację. Jest jednak w tym coś tak bardzo hipnotyzującego, że nie zważamy na następujące po sobie porażki i próbujemy ponownie - aż osiągniemy upragniony sukces.

Gra dzieli się na dwa główne tryby: kampanię oraz multiplayer. Historia jest tutaj raczej szczątkowo zarysowana i głównie służy jako wymówka do pojawiania się kolejnych aren, na których odpieramy następne fale atakujących przeciwników. Kampania to zabawa dla maksymalnie dwóch osób, które wspólnie odpierają ataki coraz to liczniejszych i bardziej wymagających wrogów na planszach pełnych pułapek i utrudnień. Wspólna kooperacja gwarantuje nie tylko sukces, ale i bardzo pozytywną zabawę, pełną ciekawych zagrań i wesołych pomyłek.

3

Prosta mechanika i minimalistyczna oprawa

Lokalny tryb dla wielu graczy to sedno TowerFall Ascension. Czterech graczy przed jednym ekranem toczy bój przeciwko sobie na licznych arenach. Możemy ustawić nie tylko dostępne ulepszenia, pojawiające się losowo, ale też wybieramy dodatkowe elementy poziomu - jak choćby występowanie specjalnych przełączników, spowalniających na chwilę całą rozgrywkę. Efekt „pijanego ekranu” raz utrudnia, raz ułatwia potyczki.

Możemy również włączyć ciągłe przesuwanie się obrazu w jedną stronę, co zaburza postrzeganie przestrzeni i miesza w rozgrywce, nie pozwalając graczom na nudę. Kwintesencję TowerFall Ascension poznajemy właśnie w trakcie zabawy w kilka osób, które razem siedzą na kanapie i próbują nawzajem wpakować sobie strzałę między oczy - ilość kwików, krzyków i wybuchów śmiechu jest gwarantowana. Łatwe do opanowania sterowanie umożliwia osobom, które dopiero co wskoczyły do zabawy, że już po kilku chwilach szaleją na mapie sypiąc strzałami w resztę towarzyszy.

Z powodu prostej mechaniki i minimalistycznej oprawy graficznej, ten niewielki i sympatyczny projekt praktycznie nie posiada błędów. Być może pojedynczy gracze uznają tytuł za stosunkowo zbyt trudny; doskwierać może brak rozgrywki przez sieć, ponieważ multiplayer bazuje tylko na zabawie ze znajomymi na kanapie.

Kolorowy świat TowerFall Ascension to jednak świetne miejsce, by pogrzebać czyjeś marzenia o byciu wielkim bohaterem i poczęstować go strzałą w kolano!

9 / 10

TowerFall Ascension - Recenzja Łukasz Winkel Strzałką w kolano. 2014-04-04T09:02:00+02:00 9 10
Reklama

Komentarze (2)

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...