Eurogamer.pl

Dragon's Crown - Recenzja

Stara szkoła japońskich gier fantasy.

Dragon's Crown ukaże się w Europie 11 października. Zapraszamy do zapoznania się z recenzją, którą opublikowaliśmy w sierpniu, bazując na wersji importowanej z USA.

*

Dragon's Crown to najnowsza produkcja od mistrzów dwuwymiarowych gier akcji - japońskiego studia Vanillaware. Przygotujcie się na podróż w znajome fantasy, ale podane jak żadne inne.

Historia rozpoczyna się od dołączenia do lokalnej gildii, skąd otrzymujemy serię zadań. Dość szybko całość zaczyna obracać się wokół tytułowej Smoczej Korony, która zgodnie z legendą przynosi właścicielowi władzę nad prastarymi smokami.

Nie ma tu tradycyjnych dialogów. Wszystkiego dowiadujemy się z ust narratora, którego styl opowiadania przywodzi na myśl „mistrza gry” - osoby, która przygotowuje i czyta scenariusz, oraz arbitruje rozwój wydarzeń w papierowych grach RPG. Bardzo przyjemnie się tego słucha. Ciężko jednak pochwalić fabułę, która bardzo szybko staje się nijaka, pomimo kilku ciekawych zwrotów akcji.

Ale czyją historię w ogóle śledzimy? Twórcy oddają w ręce graczy aż sześć postaci. Poza zakończeniem, wybór naszego bohatera nie ma żadnego wpływu na fabułę. Za każdym bohaterem kryje się jednak zupełnie inny styl rozgrywki, przez co emocje diametralnie się różnią, w zależności od tego, czy gramy rycerzem, elfką czy też czarodziejką. Wybór nie jest wiążący i w każdej chwili możemy rozpocząć grę inną postacią, nie tracąc postępów poprzedniej - zachęca to do eksperymentów.

Dragon's Crown posiada wiele elementów RPG, ale to przede wszystkim gra akcji. Ogrom czasu spędzimy na walce z hordami goblinów, orków, węży, duchów i innego paskudztwa, by na końcu każdego z dziewięciu „lochów” zmierzyć się z potężnym bossem. Wiele z nich, jak choćby meduzę czy krakena, znamy z setek innych tytułów, lecz twórcy skrzętnie umieścili w starciach sztuki, które umilają grę. W bitwach bierze również udział narrator, często zaskakując sytuacyjnym komentarzem lub podpowiedzią.

System walki w Dragon's Crown jest głębszy, co zawdzięczamy, między innymi, większej swobodzie poruszania się po planszach niż we wcześniejszych tytułach Vanillaware. Na modłę klasycznych, chodzonych bijatyk można się przemieszczać nie tylko do przodu i tyłu, lecz również w głąb planszy. Oznacza to, że walka jest bardziej taktyczna i trzeba zwracać uwagę, czy nasza postać jest właściwie ustawiona względem wroga. Nie jest to większy problem w przypadku rycerza czy krasnoluda, których ciosy są dość zamaszyste. Grając elfką mamy jednak ograniczoną liczbę lecących w linii prostej strzał, które są główną i najbardziej efektywną formą zadawania obrażeń tą postacią.

Podczas wędrówki często znajdujemy kusze, pochodnie czy sztylety leżące na podłodze. Możemy się nimi posiłkować, by nieco ułatwić sobie życie, ale tylko kilka razy nim sprzęt się zużyje. Na ścianach zaś znajdują się magiczne runy, pozwalające przyzwać potężną magię. Nie ma co skąpić złota na przedmioty, które są do kupienia w mieście. Wywary lecznicze, wzmacniające atak, obronę lub odporność na truciznę, pierścionki magiczne - jest w czym wybierać.

dragon crown recenzja 1

Grając w Dragon's Crown nie opłaca się zgrywać twardziela na siłę. To wcale nie jest łatwa gra, szczególnie w późniejszych etapach. By przeżyć, trzeba korzystać ze wszystkiego, co oddali w ręce gracza twórcy.

Śmierć czai się bowiem za każdym rogiem, a utrata wszystkich „żyć” oznacza przegraną i powrót do miasta. Alternatywą jest kupno „nowych” za zdobyte złoto. Opłaty bardzo szybko się jednak zwiększają i zamiast coś zarobić na wyprawie, okazuje się, że jesteśmy na minusie. Uczy to pokory i szacunku nawet do najmniejszego przeciwnika, oraz pomaga szybko zdobyć niezbędne umiejętności do dalszej gry.

Ogromny nacisk twórcy położyli na zbieranie ekwipunku. W każdym lochu znaleźć można wiele skrzyń, które zawierają przedmioty różnej jakości. Po zaliczeniu etapu, sprawdzamy, jaki dokładnie sprzęt zdobyliśmy, ale ograniczeni jesteśmy wyłącznie do wglądu w typ oraz jakość. Przedmioty muszą zostać odczarowane, by móc zobaczyć ich statystyki oraz w ogóle używać. To kosztuje, podobnie zresztą jak naprawa ekwipunku - co można uczynić po powrocie do miasta.

Jest to o tyle ważne, że po osiągnięciu pewnego punktu w fabule można przedłużać wyprawy bez przystanku w mieście, w zamian za więcej złota czy lepsze statystyki kolejnych zdobytych przedmiotów. Konieczny staje się więc zakup toreb na sprzęt. W Dragon's Crown wszystko kosztuje, a złoto bardzo szybko się kończy, więc wydatki trzeba planować.

Vanillaware zaprojektowało tytuł z myślą o kooperacji dla maksymalnie czterech graczy. W pojedynkę jest nie tylko znacznie trudniej, ale i smutniej. Dobra ekipa to podstawa sukcesu.

Z początku jesteśmy ograniczeni do grania z towarzyszami sterowanymi przez sztuczną inteligencję, których rekrutacja jest dość nietypowa. Proces uwzględnia przynoszenie znalezionych w trakcie wypraw kości poległych wojowników do świątyni w mieście, gdzie za drobną opłatą możemy ich wskrzesić, lub za darmo pogrzebać. Inną opcją, również dostępną od początku, jest kooperacja lokalna z innym graczem. Dopiero po kilku godzinach twórcy oddają w ręce graczy możliwość gry przez sieć. W ten sposób chcą mieć pewność, że grający będą mieli konkretne pojęcie o wybranej postaci i strukturze rozgrywki.

Dragon's Crown - Trailer

Granie z innymi potrafi być problematyczne. System wyszukiwania dostępnych sesji zdaje się nie brać pod uwagę poziomu naszej postaci. Nie ma również możliwości wybrania lokacji. Potrafi to zepsuć zabawę i zniechęcić do zabawy z nieznajomymi. Innym minusem trybu kooperacji jest chaos. Grając z czarodziejką i czarodziejem w grupie czasami bardzo ciężko jest odnaleźć naszą postać na ekranie. Sporadycznie wpływa to także na spadek płynności gry.

Na szczęście można samemu rozpocząć grę w wybranej przez siebie lokacji, a następnie poczekać na dołączenie sieciowych pomocników. Można również ograniczyć ich liczbę, a nawet grać w pojedynkę, co w przypadku trudniejszych zadań pobocznych stanowi wymóg.

Ogromna szkoda, że wersje Dragon's Crown na PlayStation 3 oraz PlayStation Vita - choć pozwalają na wymianę poprzez chmurę zapisanych stanów gry - nie umożliwiają gry w kooperacji pomiędzy systemami. Brak tej funkcji w żadnym stopniu nie ujmuje doświadczeniu, które oferują obie wersje, choć byłby to miły dodatek.

Dragon's Crown składa się z dość małych etapów i każdy można skończyć w nie więcej niż kwadrans. Może się przez to wydawać, że gra jest krótka i mało zróżnicowana. Tak nie jest. Właśnie ze względu na ograniczoną rozległość obszarów twórcy mogli dopilnować, by nie było monotonnie. Każda lokacja posiada dwie ścieżki, które prowadzą do różnych finałów, oraz wiele sekretów, których odkrycie jest nam zlecane przez gildię. Nawet przemierzając ten sam loch po raz dziesiąty nie można być pewnym, że widziało się wszystko.

Po skończeniu przygody odblokowuje się wyższy poziom trudności, możliwość zwiększenia poziomu postaci oraz nowe tryby rozgrywki, w tym rywalizacja z innymi graczami w koloseum. Przejście gry kolejny raz odblokowuje także wyższy poziom trudności. Pierwsze piętnaście godzin to dopiero początek.

W Dragon's Crown nie tylko gra się świetnie. Tytuł ten brzmi i prezentuje się wybornie. Ręcznie rysowana oprawa to element, który zwraca na siebie uwagę. Czy to miasto, czy zalana wodą jaskinia albo nawiedzona katedra, czy skarbiec pełen złota, w którym drzemie potężny smok - lokacje cieszą oko bogactwem szczegółów. Podobnie zresztą jak bajecznie animowane postacie i stwory.

Dragon's Crown to piękny ukłon w stronę starej szkoły gier, takich jak choćby Golden Axe. Łatwo dostrzec tu inspirację klasykami fantasy i związanej z nimi szeroko pojętej popkultury. To wciągająca gra, która może sprawiać radość przez długi czas.

8 / 10

Dragon's Crown - Recenzja Marcin Łukaszewski Stara szkoła japońskich gier fantasy. 2013-10-09T11:35:00+02:00 8 10
Reklama

Komentarze (9)

Komentarze zostały zamknięte, ale możesz kontynuować dyskusję pod innymi materiałami lub na Forum!

  • Wczytywanie...