Skip to main content

The Last of Us 2 Remastered - Recenzja

Najlepsza wersja gry, wraz z nowym, dużym trybem.

Eurogamer.pl - Rekomendacja odznaka

Najnowsze i prawdopodobnie ostateczne wydanie jednej z najbardziej wpływowych gier wideo w historii. Poprawki graficzne trudno dostrzec na pierwszy rzut oka, ale dzięki nowej zawartości i natywnej obsłudze PS5 warto się skusić.

Do rosnącej listy kontrowersji wywołanych przez markę The Last of Us spokojnie można dopisać decyzję Naughty Dog o wydaniu remastera drugiej części gry. Wszak mowa o produkcji, która zadebiutowała w 2020 roku, wciąż wygląda świetnie i działa doskonale we wstecznej kompatybilności na PlayStation 5. Tytuł najnowszej edycji jest jednak trochę mylący - bardziej niż remaster jest to wersja natywna dla PS5 ze świetnymi bonusami. A to już wystarczający powód, by nabyć najnowsze wydanie lub pokusić się o aktualizację.

The Last of Us 2 może i nie potrzebowało remastera, ale za to natywnej wersji na PS5 już tak

Nie będę owijał w bawełnę - różnice graficzne trudno dostrzec gołym okiem, nawet uruchamiając gry jedna po drugiej, w krótkim odstępie czasu. Dopiero gdy zrobiłem zrzuty ekranu z tych samych ujęć i przeskakiwałem między nimi w przeglądarce zdjęć na PC, udało mi się wypatrzyć usprawnienia względem oryginału uruchomionego także na PS5. Musiałem jednak siedzieć niemal z nosem w ekranie.

Faktycznie są tu subtelne zmiany. Podbicie rozdzielczości obrazu i rozdzielczości tekstur skutkuje nieco bardziej imponującym rezultatem, chociażby z wyraźniejszymi materiałami ubrań czy mocniej widocznymi porami i piegami na skórze w scenach przerywnikowych. Lepiej wyglądają pęknięcia na asfalcie czy napisy na znakach drogowych. Pełniące rolę „ozdoby” odległe góry, do których nie możemy dotrzeć, nie są już tak niewyraźne.

TLOU 2 na PS5 (wsteczna kompatybilność, tryb jakości)
TLOU 2 Remastered, tryb jakości
Zwróćcie szczególną uwagę na twarz Ellie i jej koszulkę
TLOU 2 na PS5 (wsteczna kompatybilność, tryb jakości)
TLOU 2 Remastered, tryb jakości
Zwróćcie szczególną uwagę na skórę na twarzy
TLOU 2 na PS5 (wsteczna kompatybilność, tryb jakości)
TLOU 2 Remastered, tryb jakości
Zwróćcie szczególną uwagę na twarz i fakturę koszuli
TLOU 2 na PS5 (wsteczna kompatybilność, tryb jakości)
TLOU 2 Remastered, tryb jakości
Ziemia pod i przed Joelem ma wyraźniejsze tekstury, a korony drzew wydają się ciut gęstsze, najpewniej przez zwiększoną odległość LOD

Są to jednak zmiany, których dostrzeżenie w trakcie gry jest bardzo trudne - żeby nie powiedzieć niemożliwe. Sony chwali się też między innymi zwiększoną odległością poziomów szczegółów i lepszą jakością cieni, ale te usprawnienia nie rzucają się w oczy. W kontekście cieni zauważyłem jednak, że pewne sceny są nieco realistyczniej oświetlone - przykładem poniższe porównanie z barem w Jackson, który w edycji Remastered jest mocniej spowity cieniem.

Wydanie gry w wersji natywnej dla PS5 wiąże się też jednak z innymi przyjemnymi usprawnieniami. Gracze z urządzeniami obsługującymi VRR mogą zagrać w wyższej niż 30 i 60 liczbie klatek na sekundę (odpowiednio w trybie jakości i wydajności), co robi świetną robotę. Gra wczytuje się też znacznie szybciej - koniec z wpatrywaniem się w ćmy na ekranie ładowania!

TLOU 2 kontra TLOU 2 Remastered
TLOU 2 kontra TLOU 2 Remastered
TLOU 2 kontra TLOU 2 Remastered

Jest też pełna obsługa funkcji kontrolera DualSense. Osobiście nie przepadam za zwiększonym oporem triggerów w strzelankach i zawsze go wyłączam, ale jeśli ktoś lubi, to jest taka opcja. Czasami aktywują się też „haptyczne wibracje”: gdy Ellie zapina kurtkę, możemy je poczuć biegnące od dołu do góry, a ponadto pad daje nam znać o źródle głośnego dźwięku, np. buczącym generatorze.

Choć zgadzam się z głosami, że The Last of Us 2 nie potrzebowało remastera, to uważam, że pełnoprawnego wydania na PS5 już tak, a tym właśnie jest nowa edycja. Byłoby trochę dziwne, gdyby w The Last of Us 1 dało się zagrać natywnie na PS5, a w „dwójkę” już nie.

Na koniec tej sekcji szybkie porównanie tych samych ujęć w The Last of Us 2 Remastered w trybie jakości i wydajności:

TLOU 2 Remastered, tryb jakości
TLOU 2 Remastered, tryb wydajności
Zwróćcie szczególną uwagę na twarz Ellie
TLOU 2 Remastered, tryb jakości
TLOU 2 Remastered, tryb wydajności
Zwróćcie szczególną uwagę na skórę na twarzy

„Bez powrotu” to najmocniejszy element pakietu i największa nowość

Dla większości graczy najsmaczniejszym kąskiem nowej edycji The Last of Us: Part 2 będzie tryb Bez powrotu - nic dziwnego, to największy „kawał” nowej zawartości, który wzbogaca realia postapokaliptycznego uniwersum zasadami podgatunku roguelike. Do tej pory w grze nie było prostej metody na spędzenie długiej sesji na samej walce - można było oczywiście wybrać opcję „Powtórz starcie”, przechodząc kampanię fabularną, ale to raczej rozwiązanie desperackie. Bez powrotu zmienia ten stan rzeczy, bo jest czystym przetrwaniem i walką o życie, które mamy w tym trybie tylko jedno.

Działa to tak, że wybieramy postać z dostępnego wachlarza (obejmującego znacznie więcej postaci niż Ellie i Abby), a następnie bierzemy udział w kolejnych starciach, które prowadzą do ostatecznej walki z bossem. Ekwipunek jest przenoszony z próby na próbę, ale śmierć jest permanentna i oznacza utratę wszystkiego, co uzbieraliśmy do tej pory w danym podejściu.

Nie jestem fanem gier, w których powinięcie nogi może doprowadzić do utraty postępów, na które pracowałem przez dłuższy czas, ale mimo dość sceptycznego nastawienia Bez powrotu nieźle mnie wciągnęło i pochłonęło znacznie więcej godzin, niż się spodziewałem. W ten tryb naprawdę można wsiąknąć na dłużej.

Szczególnie że twórcy, żeby nie było nudno, wzbogacili tryb systemem postępów. Kończąc kolejne próby (próbą nazywa się pojedynczy poziom podczas danego podejścia, czyli całego długiego „runu”), odblokowujemy kolejne postacie i skiny do nich, a także nowe modyfikacje rozgrywki. Tych postępów nie tracimy na szczęście nawet w przypadku śmierci, choć żeby odblokować nowych bossów, musimy najpierw pokonać tych poprzednich.

Bez powrotu cechuje się oczywiście dużą losowością, typową dla gier roguelike. Przede wszystkim losowe są wygenerowane przez grę poziomy. W niektórych podejściach walczymy z zainfekowanymi, innym razem z jedną z frakcji ludzi. W większości jesteśmy zdani sami na siebie, ale czasami walczymy u boku wylosowanego kompana. Są próby, które polegają na przeżyciu w określonym czasie, odparciu kolejnych fal wrogów czy obronie punktu. Czasami przeciwnicy o nas nie wiedzą, a czasami agresywnie przeczesują teren już na starcie lub w ogóle z marszu zaczynają strzelać. Rozgrywka toczy się na wielu różnych poziomach, ale są to lokacje znane z kampanii fabularnej, raczej w niezmienionej formie.

Na łaskę losu zdajemy się też w kwestii ekwipunku. Jednym razem bomby mogą być jedną z głównych narzędzi eksterminacji przeciwników, innym razem możemy na nie w ogóle nie trafić - choć to w dużej mierze zależy od startowego wyposażenia danej postaci, bo każda swój stały zestaw. Rozgrywkę urozmaicają też zlecenia oraz skrzynka, w której po zdeponowaniu wymaganych przedmiotów otrzymujemy cenne nagrody. Wiele poziomów jest także wzbogaconych tzw. modyfikatorami, które mogą być dla nas korzystne lub nie. Przykłady to „przeciwnicy mają więcej życia” czy „gęsta mgła”, ale im dłużej gramy, tym bardziej szalone propozycje odblokowujemy. Może nam się trafić chociażby „po śmierci przeciwnicy upuszczają bomby” lub... padający z nieba „deszcz mołotowów”.

Pomiędzy próbami trafiamy do kryjówki. Możemy tu w spokoju przygotować się na kolejne starcie: wytworzyć przedmioty ze znalezionych surowców, wydać zdobytą walutę na nowy ekwipunek w sklepie (ich pula jest losowa), przeznaczyć tabletki na nowe umiejętności, a także skorzystać z warsztatu do ulepszania broni. Nasza skuteczność dość szybko wzrasta, szczególnie jeśli w sklepie natrafimy na jakąś złotą broń. To szczególnie przydatne egzemplarze, np. pistolet maszynowy lub miotacz ognia.

Dobre przygotowanie się przydaje, bo gra się nie patyczkuje i po rozpoczęciu próby mamy zaledwie kilkanaście sekund do przybycia wrogów. Taki sam czas na szybkie złapanie oddechu otrzymujemy pomiędzy odpartymi falami wrogów, co wprowadza ciekawą dynamikę: czy w ciągu tych kilkunastu sekund wycofać się do miejsca, w którym łatwiej będzie się bronić, czy biec ile sił w nogach do nagrody w formie skrzynki z amunicją i surowcami, która pojawia się zazwyczaj w sporej odległości od aktualnej pozycji? Warto zaznaczyć, że przydaje się tu stara sztuczka z Call of Duty: Zombies, polegająca na pozostawieniu jednego przeciwnika przy życiu, żeby opóźnić kolejną falę.

Mój jedyny zarzut do Bez powrotu wynika z problematycznego balansu, ale jest on właściwie pochodną mechaniki bazowej gry. Mówiąc w skrócie: otwarta walka jest tu nieporównywalnie trudniejsza niż skradanie, co sprawia między innymi, że pewnymi postaciami gra się po prostu łatwiej. Jesse, którego bazową bronią jest pistolet z tłumikiem, wchodzi w pierwsze poziomy jak w masło, czego nie można chociażby powiedzieć o snajperze Tommym, który załatwia sprawy „głośno”. Niewytłumiony strzał alarmuje wszystkich przeciwników na poziomie, więc istnieje kolosalna różnica między czterema nabojami w magazynku w broni z tłumikiem, a broni bez tłumika - tym bardziej że nawet gdy gra wymusza walkę, to można z niej sprytnie uciec i zniknąć wrogom z oczu. A wtedy ciche podejście znowu jest w cenie.

„Bez powrotu” aż prosi się o konwersję na PC - oczywiście wraz z całym The Last of Us: Part 2 - bo na myszce po prostu łatwiej trafiać w głowy przeciwników w otwartej walce, co wyeliminowałoby problematyczny balans. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo, a poza tym kiedy udaje się dotrzeć do końca i pokonać bossa, satysfakcja jest nieziemska. Czułem wtedy, że każdy mój wybór, każdy zakup, oszczędzony nabój i wytworzony przedmiot doprowadził mnie do tego miejsca i pozwolił przeżyć - nierzadko resztkami sił.

Wycięte poziomy i inne bonusy

Nowością w wersji Remastered są tzw. Zaginione poziomy, czyli trzy niedokończone levele, które w procesie produkcyjnym zostały „wycięte” z gry z różnych powodów (najczęściej związanych z dynamiką rozgrywki i fabuły). To bonus kierowany wprost do fanów serii takich jak ja - i nie ukrywam, że możliwość pokierowania Ellie w całkiem nowych środowiskach i sytuacjach była dla mnie nie lada przyjemnością.

Nie chcę jednak zbytnio rozbudzać Waszych oczekiwań, więc zaznaczam, że są to stosunkowo krótkie poziomy, które bardziej się zwiedza, niż w jakikolwiek sposób „przechodzi” - choć ostatni może graczy zaskoczyć. Mamy okazję zwiedzić fragment Jackson przed słynnym balem i wcielić się w klikacza, bawiąc się z dzieciakami w upiorną wersję ciuciubabki, przecisnąć się przez nieznany obszar kanałów i wziąć udział w osobliwym polowaniu. Zaginione poziomy są w większości pozbawione nagrań głosowych, a w niektórych miejscach zastosowano placeholdery, czyli elementy zastępcze.

I mimo że nie ma tu zbyt wiele do roboty, a w większości podróżujemy w ciszy, to Zaginione poziomy pokazują wydarzenia, a nawet osoby, które w ostatecznej wersji gry zostały tylko zdawkowo wspomniane. To wspaniały prezent dla fanów.

Całość okraszono opcjonalnym filmem wprowadzającym do każdego poziomu oraz aktywowanymi na żądanie komentarzami deweloperów. Szczególnie te drugie spodobają się graczom, którzy chcą zajrzeć za kulisy powstawania gier. Dają bowiem wgląd w filozofię tworzenia poziomów gier w Naughty Dog, a także uświadamiają, jak dużą pracę deweloperzy wkładają czasami we fragment swojego dzieła, który ostatecznie nie trafia do naszych rąk.

Ta krótka przygoda była tak piekielnie ciekawa, że żałuję, że dostaliśmy tylko trzy poziomy, bo z pewnością takich wyciętych fragmentów jest znacznie więcej. Wygląda jednak na to, że Naughty Dog panicznie boi się skalania ich reputacji perfekcjonistów - zanim rozpoczniemy dany Zaginiony poziom, trzy razy otrzymujemy ostrzeżenie, że zagramy we fragment, który jest daleki od ukończenia. Być może inne porzucone sekcje nie nadwały się, zdaniem deweloperów, do ujawnienia.

Oprócz trybu roguelike i Zaginionych poziomów, wersja Remastered oferuje też w pakiecie inne świetne bonusy. Od teraz możemy zagrać na gitarze w dowolnym momencie, a do wyboru jest mnóstwo opcji: od instrumentu, przez postać i scenę, aż po coś w rodzaju equalizera. Możemy nawet wcielić się w Gustavo Santaolallę, czyli kompozytora, który odpowiada za genialny soundtrack serii.

Jest też tryb dla speedrunnerów, nowe opcje w trybie fotograficznym oraz nowe skiny dla obu postaci i broni, których można używać zarówno w przygodzie fabularnej, jak i trybie Bez powrotu. Można też włączyć opcjonalne komentarze twórców podczas kampanii fabularnej, które opowiadają o powstawaniu The Last of Us 2, jednak trzeba najpierw przynajmniej raz przejść grę.

Podsumowanie

The Last of Us: Part 2 Remastered to po prostu najbardziej dopracowana i najbogatsza wersja jednej z najlepszych i najbardziej wpływowych gier wideo w historii - wbrew tytułowi z dość subtelnymi poprawkami graficznymi, ale za to ze świetnym pakietem bonusów. Tryb Bez powrotu wciąga, Zaginione poziomy są znakomitym prezentem dla miłośników serii, a odblokowane klatki pozwalają zagrać w wyższej płynności.

Must-have dla każdego fana serii, szczególnie że jest opcja całkiem niedrogiej aktualizacji. Już wcześniej była to gra na „dziesiątkę”, a teraz jest jeszcze bardziej.

Ocena: 10/10

Plusy:
+ Angażujący i całkiem rozbudowany tryb Bez powrotu, z ciekawym systemem postępów
+ Zaginione poziomy to prezent dla fanów
+ Pozostałe mniejsze bonusy, w tym tryb swobodnej gry na gitarze
+ Możliwość grania w większej liczbie klatek na sekundę (przy odpowiednim monitorze/TV)
+ To wciąż ta sama fenomenalna gra z 2020 roku, tylko w najlepszej dotąd wersji
Minusy:
- Zmiany w grafice są dość subtelne
- Podtytuł tego wydania jest nieco mylący: to bardziej wersja natywna dla PS5 niż remaster
- Balans trybu Bez powrotu: jako że skradanie się jest łatwiejsze, niektóre postacie radzą sobie lepiej

Recenzja została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez wydawcę.

Zobacz także