Skip to main content

Pillars of Eternity 2: Deadfire - Recenzja

W pogoni za bogiem.

Eurogamer.pl - Rekomendacja odznaka
Obsidian stanęło na wysokości zadania. Pillars of Eternity 2 jest lepsze niż świetny oryginał. Gratka dla fanów RPG w stylu Baldur's Gate.

Pillars of Eternity 2: Deadfire zaczyna się lepiej niż pierwsza część. Historia jest ciekawsza, eksploracja o wiele przyjemniejsza, a do tego czujemy większą swobodę. To przemyślane pod każdym względem, wspaniałe RPG, które zabierze nam kilkadziesiąt godzin z życia, a nawet tego nie zauważymy.

W sequelu opuszczamy wzorowane na typowych, tradycyjnych grach fantasy lokacje i zmierzamy na tytułowy archipelag Martwego Ognia. Oczywiście nie bez powodu - podążamy za bogiem, który wcielił się w ogromną statuę i zniszczył naszą twierdzę opuszczając podziemia. Na swojej drodze kolos pozostawia setki, a nawet tysiące ofiar.

Główny wątek od początku intryguje. Nawet jeśli później odpływamy od niego na kilka godzin, by wykonać różne zadania poboczne, to i tak z zainteresowaniem śledzimy rozwój wydarzeń. Mamy tu do czynienia z przepychankami i rywalizacją interesujących bóstw, a także oczywiście tajemnicę sprawcy całego zamieszania - Eothasa. Dokąd zmierza i co się stanie, gdy już dotrze do celu?

Ciekawe są też przeróżne wątki poboczne, a jest ich mnóstwo. To chociażby konflikt między dowódcami różnych pirackich klanów, w którym możemy uczestniczyć. Są też dwie główne frakcje, a nawet trzy - jeżeli natywnych mieszkańców podzielić na tych żyjących zgodnie z tradycją i naturą oraz tych bardziej „cywilizowanych”.

Straciłeś save'a z oryginału? Wszystkie decyzje można podjąć na nowo w prologu (Pillars of Eternity 2 - Recenzja)

Motyw kolonizacji i jej efektów jest poruszany wielokrotnie. Choć twórcy nie oferują żadnego szczególnie świeżego komentarza na ten temat, to całość jest przedstawiona w taki sposób, że nikt nigdy nie jest zobrazowany w stuprocentowo dobrym świetle. Więcej tu odcieni szarości, przez co świat wydaje się niezwykle naturalny.

Powraca trójka kompanów z pierwszej części - i naprawdę świetnie ich widzieć. Nowi też szybko budzą sympatię, a każdy z innego powodu. Gra przypomina, że Obsidian potrafi w interesujący sposób napisać i przedstawić nawet tak „zwykłą” postać, jak ludzkiego wojownika. Eder potrafi nadal rozbawić i inicjować interesujące dialogi. Wszystkie wymiany zdań są zresztą świetne, a rozmowy między towarzyszami budzą uśmiech na twarzy.

„Świat wydaje się niezwykle naturalny.”

Pod względem scenariusza trudno grze cokolwiek zarzucić - przez 50 godzin nie nudzi nawet przez moment. Jest to też oczywiście zasługa rozgrywki. Ktokolwiek grał w oryginał, ten wie, czego się spodziewać. Rzut izometryczny i walka w systemie z pauzą, podczas której wydajemy polecenia. Wprowadzono jednak kilka ciekawych urozmaiceń.

Zobacz: Pillars of Eternity 2: Deadfire - Poradnik, Solucja

Przede wszystkim, zniesiono ograniczenie co do niektórych talentów, których mogliśmy używać tylko raz między odpoczynkami - teraz możemy stosować je w każdej walce. System zdrowia i ran jest bardziej przejrzysty, a dzięki opcji wzmocnienia dowolnego czaru czy ciosu starcia mogą zakończyć się szybciej, jeżeli dobrze użyjemy zdolności.

Walka jest efektowna i nigdy się nie dłuży (Pillars of Eternity 2 - Recenzja)

Zmniejszono także limit drużyny - teraz może liczyć maksymalnie 5 osób. Do tego zwierzęcy towarzysze. Różnorodność zostaje jednak zachowana, bo każdy może zostać „dwuklasowcem”. Tworząc bohatera od nowa, możemy połączyć dowolne profesje. Wszyscy kompani też pozwalają wybrać, czy pozostaną przedstawicielami konkretnej klasy, czy może zrobimy z nich hybrydy.

Wybór dwóch klas oferuje więcej możliwości i szerszy wachlarz zdolności, ale z drugiej strony - w tym przypadku później odblokujemy najpotężniejsze talenty z drzewka, albo nawet nie uda nam się do nich w ogóle dotrzeć. Jedna klasa to gwarancja szybszego wzrostu odczuwalnej mocy postaci. Jakby tego było mała, klasy mają też specjalizacje. Jest więc nad czym się zastanawiać. Zaproponowany przez twórców system wprowadzono niemal bezbłędnie.

Sequel oferuje też dużo zmian, które czynią zabawę po prostu wygodniejszą. Możemy przyspieszyć prędkość walki, a nie tylko przemieszczania się. Do odpoczywania poza karczmami nie potrzeba już zasobów. Bohaterowie nie zacinają się już tak często, bo potrafią lepiej omijać swoich kolegów. Twórcy przygotowali też prosty, ale oferujący sporo możliwości system tworzenia mikstur, przedmiotów i gadżetów, a skradanie nie jest już tak przesadnie efektywne, jak w oryginale.

Zobacz na YouTube

Jest też oczywiście statek. W końcu Deadfire to archipelag, a więc podróż między lokacjami to najczęściej rejs. Niczym w Sid Meier's Pirates sterujemy naszą łajbą, którą oczywiście możemy ulepszać, modyfikować i wymieniać na coraz lepsze okręty. Dobijając do wyznaczonych punktów na wysepkach schodzimy na ląd i - reprezentowani ikoną bohatera - spacerujemy do konkretnych miejsc, gdzie czekają walki albo krótkie wydarzenia, przedstawiane za pomocą opowieści z wyborami.

Są też walki morskie - naprawdę nietypowe. Przedstawiono je bowiem, zapewne ze względu na brak budżetu na coś bardziej efektownego, w formie... tekstowej. Wybieramy konkretne komendy i planujemy kolejne manewry. Możemy w ten sposób zatopić wroga, albo doprowadzić do abordażu - wtedy walka przedstawiona jest już w tradycyjny sposób.

Same potyczki z udziałem bohaterów są teraz nieco szybsze, ale i bardziej czytelne. Stonowano efekty cząsteczkowe podczas aktywnej pauzy. Wciąż musimy mocno dbać o odpowiednie ustawienie, flankowanie wrogów, czary wspomagające. Trzeba też uważać, by nie ranić kolegów zaklęciami obszarowymi.

Tak prezentuje się walka morska (Pillars of Eternity 2 - Recenzja)

Ogólnie rzecz biorąc, walk - tych nieobowiązkowych - jest nieco mniej niż poprzednio. Wydaje się też, że potyczek częściej można uniknąć, jeżeli mamy dobre „gadane”. Pewnego dnia spędziłem w największym mieście archipelagu ponad godzinę, zajmując się wyłącznie konwersacjami i eksploracją, omijając co najmniej 4-5 starć z różnymi przeciwnikami. To świetnie, tym bardziej że ponownie za samych pokonanych wrogów nie otrzymujemy punktów doświadczenia.

Pillars of Eternity 2 to powiew świeżości, co jest dosyć zabawne, biorąc pod uwagę, że to wciąż dosyć tradycyjne RPG. Wystarczyła jednak zmiana otoczki na nieco bardziej egzotyczną i zaoferowanie większej wolności eksploracji, by całość naprawdę zachwycała. Pozycja obowiązkowa dla miłośników gatunku.

Plusy: Minusy:
  • interesujący i świetnie przemyślany świat
  • scenariusz i postacie
  • spora swoboda eksploracji
  • przyjemna walka


  • długie loadingi na dysku HDD
  • potrafi się zaciąć po zminimalizowaniu


Platforma: PC (jesienią także konsole) - Premiera: 8 maja 2018 - Wersja językowa: polska (napisy) - Rodzaj: RPG - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: 170 zł - Producent: Obsidian - Wydawca: Versus Evil - Dystrybutor PL: Cenega



Recenzja Pillars of Eternity 2: Deadfire została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Obsidian.

Zobacz także