Skip to main content

Pacific Rim: The Game - Recenzja

Katastrofa.

Wraz z premierą kinowej opowieści o wielkich robotach, ratujących świat przed inwazją ogromnych potworów - z dna Pacyfiku wypełzła również gra wideo. Wystarczy kilkadziesiąt minut, by przekonać się, że nawet jedna złotówka wydana na ten tytuł jest poważnym błędem.

Za Pacific Rim: The Game odpowiada studio Yuke's - twórcy bardzo dobrych bijatyk pokroju serii WWE SmackDown! czy też UFC Undisputed. Doświadczenie nie okazało się gwarantem jakości. Nawet naturalne dla Japończyków zamiłowanie do wielkich potworów, niszczących ludzkie osady, nie pomogło w stworzeniu przyjemnej w odbiorze bijatyki.

Jeden na jednego równa się dwa na dziesięć

Rozgrywka jest bardzo prosta. Wybieramy jednego z Jaegerów (rodzaj wielkiego robota znanego z filmu) i stajemy w szranki z atakującymi naszą planetę Kaiju. Z początku opowieść nawet stara się przybliżać wydarzenia znane ze srebrnego ekranu, ale po mniej więcej trzech walkach zostaje to porzucone na rzecz kompletnego pomieszania z poplątaniem: roboty biją się z robotami, a pokonane potwory wracają z kolegami.

Równie dobrze można zapomnieć o fakcie, że jest to gra na podstawie filmu.

„Pojedynki kolosów są jednak okropnie monotonne i nieefektowne.”

Byłbym w stanie zapomnieć o mankamencie fabularnym, gdyby podstawowa rozgrywka zapewniała jakiekolwiek emocje. Pojedynki kolosów są jednak okropnie monotonne i nieefektowne. Zakończenie normalnego trybu rozgrywki nie zapewnia żadnej formy nagrody, więc finał tylko smuci i zniechęca.

By przedłużyć męczarnie dostępny jest również tryb „Survival”, w którym bijemy po kolei kilku przeciwników, mając do dyspozycji tylko jeden pasek życia. Jest też rozgrywka sieciowa, w czasie której walki owocują w opóźnienia na połączeniu z serwerem - sparingi tego typu wyglądają jak taniec na rozżarzonych węglach.

Zobacz na YouTube

Po każdej walce zbieramy punkty doświadczenia, za które można kupić własnego mecha. Są trzy podstawowe modele do wyboru, a każdemu możemy zmieniać budowę. Modyfikacja opiera się tylko na zastępowaniu, na przykład, kończyny z modelu pierwszego na tą dostępną w dwóch pozostałych.

Mało rozbudowany element gry wydawał się nawet ciekawy do momentu, kiedy okazało się, że każde dalsze zmiany, choćby wizualne, zmuszają nas do wydawania dodatkowych pieniędzy, w systemie mikropłatności. Powiedzmy wprost: gra o takiej jakości jest już dostatecznie droga, więc każde kolejne wydane w niej pieniądze są jak wrzucanie portfela w paszczę Kaiju.

Strona techniczna świetnie uzupełnia pozostałe aspekty Pacific Rim i jest zwyczajnie kiepska. Grafika przypomina produkcje z początku obecnej generacji; muzyka jest monotonna i po jakimś czasie drażni. Całość podkreślają długie czasy wczytywania przy poruszaniu się po menu.

Stanowczo odradzam zakup Pacific Rim: The Game.

2 / 10

Zobacz także