Eurogamer.pl

Crossout - Recenzja

World of Mad Max.

Rozgrywka z War Thunder czy World of Tanks wydaje się wam ciekawa, ale nieco zbyt powolna czy monotonna? Crossout nadjeżdża z pomocą.

Bitwy pojazdów zmontowanych z różnych znalezionych na złomowisku części - oto Crossout w dużym skrócie. Ta sieciowa produkcja pozwala poczuć się trochę jak w filmach „Mad Max”, choć jak zwykle w grach Free to Play, system mikropłatności nie jest doskonały.

Rozgrywka mocno przypomina tę z „czołgowych” darmowych hitów. W głównym trybie dwie ośmioosobowe drużyny rywalizują na stosunkowo niedużych mapach, a celem jest przejęcie wyznaczonej strefy, choć wygrać można też po prostu likwidując wszystkich przeciwników.

Kiedy odblokujemy lepsze rodzaje broni niż podstawowy karabin, gra staje się naprawdę przyjemna - bardzo pomaga tutaj system zniszczeń, dzięki któremu możemy odstrzelić wrogowi koło, a nawet działko czy inny element wozu, by dopiero później dobić nieszczęśnika. Dzięki takiemu rozwiązaniu często można skutecznie spowolnić lub uziemić niebezpiecznego rywala i pokonać z dużej odległości.

Pozostawanie w ruchu i odpowiednie pozycjonowanie to klucz do sukcesu - podobnie jak w War Thunder. Mapy zaprojektowano tak, że w większości miejsc mamy się za czym schować. Nie możemy po prostu bezmyślnie pędzić w stronę grupy wrogów. Trzeba trochę się zastanowić, a idealny scenariusz to taki, w którym mocno współpracujemy z drużyną.

Crossout_2017_06_25_16_56_11_29

Nie trzeba mieć kompletu kół, by pokonać oponenta

Poza podstawowym trybem mamy też możliwość kooperacyjnych starć z botami, co nie jest szczególnie porywające, nawet gdy mamy jakieś dodatkowe cele do wykonania, jak na przykład obronę punktu. Jest także zabawa w stylu „każdy na każdego” - i to już całkiem przyjemny chaos, stanowiący odskocznię od bardziej metodycznych bitew zespołowych.

Wszystko, co robimy poza samymi potyczkami, wydaje się trochę niepotrzebnie skomplikowane i rozbudowane. Jest tu chociażby system frakcji, w ramach których awansujemy na kolejne poziomy reputacji, by zdobywać nowe części i plany nowych pojazdów. Do tego tyle różnych części i zasobów, że trochę czasu zajmuje oswojenie się z całą zawartością.

Jednak bez różnorodnych przedmiotów, metalowych płyt, kabli czy śrub nie istniały system tworzenia własnych wehikułów - czyli jeden z lepszych aspektów gry. Co prawda nie możemy zupełnie popuścić wodzów fantazji, jeżeli zależy nam na tym, by pojazd był efektywny na polu bitwy, ale i tak samodzielne konstruowanie wozu to ciekawy element.

Obok całkiem przyjemnej rozgrywki mamy też mikropłatności i związane z nimi problemy - jak w innych grach studia Gaijin czy konkurencyjnych produkcji od Wargamingu. Są w Crossout chwile, kiedy wyraźnie czujemy, jakby gra zachęcała nas do sięgnięcia po portfel.

Crossout_2017_06_25_17_24_51_54

Prawie jak War Thunder

Gadżety wszech czasów Cuda nad cudami. Gadżety wszech czasów

Na potrzeby testów otrzymaliśmy kody na specjalne pojazdy i worki z wirtualną walutą, ale stworzyliśmy też odrębne, świeże konto, by zacząć zabawę od zera - tak, jak zrobiłoby wielu potencjalnych użytkowników. Na początku wszystko wydaje się w porządku, ale po kilku godzinach orientujemy się, że zdobywanie kolejnych zasobów i elementów potrzebnych do budowy i ulepszania wehikułów to proces dosyć męczący.

Ponadto, jeżeli od razu po pierwszym uruchomieniu gry skorzystamy z jednego z płatnych pojazdów, to niemal na sto procent w pierwszych kilkunastu czy kilkudziesięciu meczach - do osiągnięcia 5-6 poziomu - będziemy dominować na polu bitwy, ponieważ zetkniemy się niemal wyłącznie z karabinami maszynowymi, podczas gdy sami będziemy operować cięższym kalibrem.

Ostatecznie, nawet mimo pewnych niedociągnięć systemu postępów i zdobywania nowych części pojazdów, Crossout robi dobre wrażenie. To szybsza, post-apokaliptyczna i nieco zakręcona wersja czołgowego War Thunder. Każdy może rozpocząć grę za darmo, więc spróbować warto.

Reklama

Komentarze (3)

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...