Skip to main content

W tydzień ożeniłem się z Call of Duty. Mam już swoją ulubioną część

I nie jest to Modern Warfare.

Call of Duty jest prawdopodobnie najpopularniejszą serią strzelanek w historii. Premiera każdej odsłony to kolejne pobite rekordy i wielkie wydarzenia medialne, ale ja nigdy nie byłem podatny na marketing i zawsze wybierałem własną drogę.

Być może przechodziłem akurat fazę, w której wszystko, co popularne jest złe, a może marka kojarzyła mi się głównie z grą online. Cokolwiek to nie było, przez lata omijałem najgłośniejszą serię Activision, choć trudno mi sprecyzować, skąd ta decyzja naprawdę się wzięła.

Ostatnio coś się jednak zmieniło. Wysyp wiadomości o Modern Warfare 2 (2022) i zapowiedź Call of Duty NEXT, podczas którego poznamy przyszłość serii, podsunęły mi pomysł zagrania w Modern Warfare Remastered. Skończyło się tak, że w tydzień przeszedłem pięć części, jestem w trakcie szóstej i chcę więcej.


Modern Warfare Remastered

Najpierw sięgnąłem po odsłonę, którą już znam - Call of Duty: Modern Warfare w wersji Remastered. W oryginał grałem lata temu i zapamiętałem z niego tyle, że można strzelać przez drewniane osłony, a jedna z misji zabiera nas do Prypeci (i to jest wyśmienita misja).

O ile sam początek nie okazał się zbyt emocjonujący, tak cały pierwszy akt i jego potężne zakończenie (domyślam się, że większość grających doskonale wie, o co chodzi) wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Okazało się też, że rozgrywka wcale nie jest łatwa, ale za to daje mnóstwo satysfakcji.


Advanced Warfare

Zapowiedź Call of Duty: Advanced Warfare w 2014 roku wywarła na mnie piorunujące wrażenie, ale oczywiście nie zagrałem dla zasady, „bo to Call of Duty”. Po latach grafika nadal trzyma przyzwoity poziom, a otwierający grę bój o Seul mogę wpisać na listę ulubionych misji. Wartka akcja i świetny voice acting sprawiły, że ukończyłem tę część przy jednym posiedzeniu.

Bardzo spodobała mi się przedstawiona w Advanced Warfare technologia – futurystyczna, ale wiarygodna. Nie przeszkadzało mi też wyszydzane „wciśnij X, by złożyć hołd”.


WWII

Następnie postanowiłem sięgnąć po grę osadzoną w realiach drugiej wojny światowej. Call of Duty: WWII zapowiadało się mocno, ale wyszło tak sobie – w mojej opinii lądowanie na plaży w Normandii nadal wypada lepiej w Medal of Honor: Frontlines z PS2, choć to pewnie przez różowe okulary nostalgii.

Mimo mankamentów technicznych i logicznych oraz postaci, których nie potrafiłem polubić, drastyczna zmiana klimatu po Advanced Warfare sprawiła mi sporo przyjemności.


Modern Warfare (2019)

Grafika w Modern Warfare jest śliczna, akcja wartka, a zadania - zróżnicowane. Walka z terrorystami na ulicach Londynu i nocne czyszczenie ich dziupli na przedmieściach mocno zapadły mi w pamięć. Podobnie jest z segmentami w „Nie-Syrii”, choć tu miałem wrażenie, że wiele scen wciśnięto, by na siłę wywołać kontrowersje.

Mam tu na myśli bardziej samą decyzję o pokazaniu pewnych scen niż ich treść. Niestety, codzienne wiadomości udowadniają, że twórcy trafnie oddali charakterystykę jednej z przedstawionych armii.


Infinite Warfare

To była dla mnie największa niespodzianka. Call of Duty: Infinite Warfare szykanowane było jeszcze przed premierą, a łatka jednej z najgorszych części uczepiła się go jak rzep psiego ogona. Podchodziłem z zaniżonymi oczekiwaniami, a odszedłem z szerokim uśmiechem.

Oderwanie fabuły od historycznych lub prawdopodobnych konfliktów pozwoliło mi czerpać niczym nieskrępowaną radość z pokonywania kolejnych przeciwników. Misje rzucają nas po całym Układzie Słonecznym i praktycznie nie ma dwóch podobnych lokacji. Jako wielki fan Halo i gier kosmicznych, czułem się tu jak w domu. W skrócie - zaskoczenie - to, jak dotąd, moje ulubione Call of Duty.


Podsumowanie

Na dysku czeka na mnie jeszcze remaster Modern Warfare 2. Mam już za sobą misję „Ani słowa po rosyjsku” i muszę przyznać, że dziś to zadanie „kopie” zupełnie inaczej, niż „kopałoby” jeszcze pół roku temu.

Nieco żałuję, że dopiero teraz zebrałem się na poważnie za serię Call of Duty, ale mam też dzięki temu komfort dobierania gry pod swój nastrój. Obecnie wybór jest tak szeroki, że ciężko znudzić się skacząc z epoki w epokę. Kampanie dla jednego gracza z powodzeniem zastępują mi wieczorny film i niosą przekornie antywojenne przesłanie.

Jestem pewien, że to dopiero początek mojego romansu z serią. Mimo wielu widocznych mankamentów, czerpię sporo zabawy i satysfakcji. Już planuję listę kolejnych gier do przejścia, ale na razie wracam do MW2, bo Obowiązek Wzywa.

Zobacz także