Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Recenzja The Devil in Me, czyli jak zepsuć finał dobrych horrorów

Pierwszy sezon The Dark Pictures Anthology za nami.

The Devil in Me - czwarta część antologii The Dark Pictures - zamyka pierwszy sezon interaktywnych horrorów autorstwa Supermassive Games. Tym razem tajemniczy narrator, zwany Kustoszem, prezentuje historię piątki filmowców, szukających wrażeń w budynku, który jest rekonstrukcją morderczego hotelu Henry'ego H. Holmesa.

Ekipa filmowa Lonnit Entertainment kręci dokument o niesławnym mordercy z dziewiętnastego wieku, kiedy kontaktuje się z nimi Granthem Du'Met. Tajemniczy jegomość przedstawia się jako znawca historii H.H. Holmesa, mający wyłączny dostęp do kilku osobistych przedmiotów denata i oryginalne plany budynku-labiryntu, dzięki którym odtworzył jego część na swojej prywatnej wyspie. Zaproszona do nakręcenia kilku wartościowych ujęć grupa decyduje się pojechać do Du'Meta.

Erin może i jest tylko stażystką, ale swoje pięć minut grozy ma!

Wstęp brzmi bardzo oklepanie i nie zaskakuje niczym oryginalnym. Piątka zdesperowanych filmowców, będących na granicy wypalenia zawodowego, bezrefleksyjnie zgadza się na podejrzane warunki gospodarza, porzuca telefony komórkowe (co zupełnie nie ma sensu) i płynie promem na wyspę. Każdy może się domyślić, że budynek będzie pełną rekonstrukcją morderczego hotelu, a bohaterowie niczym szczury w labiryncie będą walczyć o przetrwanie.

W naiwności historii nie pomagają bohaterowie, którzy nie wyróżniają się niczym szczególnym: reporterka o dużym ego, reżyser wyzyskujący pracowników, astmatyczna stażystka, cyniczna operatorka oświetlenia i operator kamery o charakterze twardym jak styropian. Ciężko kogokolwiek z tych postaci polubić, co w efekcie sprawia, że również nie zależy nam na utrzymaniu ich wszystkich przy życiu.

Każdy bohater ma inne cechy osobowości, lecz nie czyni to z nich postaci ciekawych

Rozgrywka pozostaje bez drastycznych zmian względem poprzednich odsłon antologii, choć pojawiają się dwa elementy warte wspomnienia. Bohaterowie potrafią już truchtać, oraz wspinać się na drobne wzniesienia. Nieco usprawnia to dynamikę poruszania, lecz z uwagi na to, jak często zbaczamy z trasy, by sztucznie przedłużyć rozgrywkę, wcale nie wpływa to na szybsze ukończenie przygody.

Drugim ciekawym elementem jest ekwipunek, który w przeciwieństwie do osobowości, wyróżnia każdą z postaci wyjątkowymi przedmiotami, jak i różnymi źródłami światła. Jedna osoba świeci latarką, ktoś inny zapalniczką, a stażystka używa lekkiej zielonej lampki mikrofonu kierunkowego. Każda lampa generuje inny nastrój i inne pole widzenia, co skutecznie buduje w kilku scenach napięcie. Poza oświetleniem każdy posiada przedmiot, którego może użyć w trakcie eksploracji.

Użycie rekwizytów wydaje się jednak zaledwie zapowiedzią konieczną do rozwinięcia w kolejnych odsłonach serii, gdyż część przedmiotów - jak na przykład teleskopowe ramię aparatu - używamy raz w trakcie całej przygody. Miernik prądu, którego używa techniczka Jamie nie jest nam nawet potrzebny w rozwiązaniu zagadek związanych z zasilaniem. Najciekawszy wydaje się mikrofon kierunkowy, z którym wiąże się jedna z najbardziej nastrojowych sekwencji w całej grze, gdy poszukujemy źródła płaczu wśród ciemnych korytarzy hotelu.

Groza, a właściwie jej brak, to jeden z moich głównych zarzutów względem finałowej opowieści The Dark Pictures. Zamknięcie w domu strachów psychopaty podszywającego się za zmarłego od ponad stu lat mordercy nie mrozi krwi w żyłach, a wykorzystywanie przez niego animatronicznych kukieł, by nas straszyć, po prostu nie działa - nawet kiedy część kukieł to poruszane mechanicznie zwłoki poprzednich ofiar. Akurat ten aspekt najbardziej psują bohaterowie, którzy od grymasu przerażenia przechodzą do neutralnych min i braku emocji zanim z ekranu znikną ciała. Ta niekonsekwencja w prowadzeniu postaci uderza kilkakrotnie, a już najbardziej, kiedy bohater z lękiem wysokości balansuje bez problemu na desce rozłożonej nad przepaścią.

Proste łamigłówki to między innymi przesuwanie obiektów, by się po nich wspinać

Trzy czwarte czasu gry to chodzenie po takich samych korytarzach hotelu, w którym przesuwają się ściany i dopiero ostatnie półtorej godziny oferuje jakieś emocje i ciekawe lokacje, lecz wciąż nic porywającego. Ganiający za nami morderca w meloniku jest okropnie nudny, a odkrycie jego tożsamości wzbudza mniej emocji niż w finałach Scooby Doo.

The Devil in Me zawodzi jako finał pierwszego sezonu antologii The Dark Pictures i udowadnia, że studio Supermassive Games wciąż nie potrafi powtórzyć sukcesu Until Dawn. Siedmioletni już model rozgrywki potrzebuje większej przebudowy, gdyż bez niej drugi sezon może być równie średni.

Ocena: 5/10

Plusy:
+ Odmienny ekwipunek dla każdego bohatera
+ Sekwencja z mikrofonem kierunkowym
+ Można głaskać pieski
Minusy:
- Nudna i przewidywalna historia
- Nieciekawe postaci i ich motywacje
- Morderca i jego melonik bawią zamiast straszyć
- Rozgrywka potrzebuje więcej nowatorskich rozwiązań

Platforma: PC, PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One, Xbox Series X/S - Premiera: 18 listopada 2022 - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: interaktywny horror, dreszczowiec - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: 160 zł - Producent: Supermassive Games - Wydawca: Bandai Namco Entertainment - Testowano na: PS5

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

O autorze
Awatar Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Komentarze