Skip to main content

Mięsiste zakończenie serii. Recenzja „Siedmiu królów musi umrzeć”

Ten film trzeba obejrzeć.

Eurogamer.pl - Rekomendacja odznaka
„Siedmiu królów musi umrzeć” wieńczy składający się z pięciu sezonów serial. Fabuła produkcji została oparta na powieściach Bernarda Cornwella, a akcja rozgrywa się w X wieku, tuż przed inwazją Normanów.
UWAGA: w tekście znajdują się niewielkie spoilery na temat fabuły filmu.

Przypomnijmy, że głównym bohaterem jest mężczyzna o mieszanym pochodzeniu imieniem Uhtred z Bebbanburga (Alexander Dreymon). Urodził się jako Sas, ale został wychowany przez Wikingów i wierzy w nordyckich bogów. „Siedmiu królów musi umrzeć” rozpoczyna się po śmierci króla Edwarda, któremu Uhtred odmówił złożenia deklaracji pełnego poddaństwa.

Siedmiu królów musi umrzeć - film, recenzja
Każdy próbuje przeciągnąć niezdecydowanego i naiwnego króla na swoją stronę

Syn władcy, czyli Athelstan (Harry Gilby) przejął władzę i szybko rozprawia się z przeciwnikami. Przerażony tym Uhtred wkrótce staje przed wyborem: albo wierność synowi Edwarda, albo zjednoczenie Anglii. W sumie jest ośmiu królów, ale żona przyjaciela Uhtreda, która wygłasza proroctwa, przepowiada, że siedmiu z nich umrze.

To nie tylko czcza gadanina, ale nawiązanie do legendarnej bitwy pod Brunanburh. Wówczas zginęło kilku królów, a samo to wydarzenie jest uważane za jedną z najbardziej wpływowych bitew w historii Wysp Brytyjskich, ponieważ pozwoliła Athelstanowi umocnić swoją kontrolę nad całą Anglią.

Siedmiu królów musi umrzeć - film, recenzja
Sceny batalistyczne wyglądają ciekawie, autentycznie i wciągająco

Według mnie sukces serialu polega przede wszystkim na przemyślanym sposobie przedstawiania społeczeństwa złożonego z pogańskich Danów i chrześcijańskich Sasów, którzy z trudem próbują się dogadać. Ciekawe jest to, że nawet w tych frakcjach prezentowane są tu różne podejścia do kwestii światopoglądowych: niektóre postacie działają zgodnie z przekonaniami (na przykład Uhtred), a inne manipulują wiarą i używają ją do snucia intryg (Ingilmundr).

Wiemy, że budżet zarówno filmu, jak i serialu nie był jakoś szczególnie wysoki. To jednak nie przeszkadza, ponieważ scenografia została opracowana bardzo przekonująco i nie znajdziemy tu rażących uchybień. Na przykład sceny walki, zwłaszcza pojedynków, w niczym nie ustępują tym z serialu, bo nadal są dynamiczne i krwawe.

Siedmiu królów musi umrzeć - film, recenzja
Pozostali władcy wyglądają równie ciekawie

Także charakteryzacja postaci wypada całkiem nieźle. Uhtred to wciąż przerażający wojownik dzierżący miecz z kawałkiem bursztynu na rękojeści i grzywą splątanych włosów wygolonych po bokach - trzeba przyznać, że wygląd tej postaci i wielu innych naprawdę udał się twórcom serialu i filmu.

Z kolei bitwy zrobiły na mnie jeszcze większe wrażenie. Widać, że twórcom zależało na pokazaniu autentycznych przeżyć ludzi biorących w nich udział - wojowie w pierwszych szeregach panikują, wymiotują, trzęsą się. Nie ma tu wyidealizowanego obrazu wojowników walczących za słuszną sprawę, ale brutalna siła, przemoc i wszechobecny brud. Spodobało mi się pokazanie walki w zwarciu, momentami klaustrofobicznej, gdzie każdy tak naprawdę może zginąć.

Siedmiu królów musi umrzeć - film, recenzja
Zwróćcie uwagę na dynamikę akcji. Tempo jest zawrotne, ale nie ma tu chaosu

Jedyne czego nie rozumiałem w tym serialu i w filmie, to fakt, że nasi bohaterowie prawie w ogóle się nie starzeją. Uhtred ma przecież niemałe potomstwo, jest ojcem rodu, zasłużonym wojownikiem. Lata mijają, a on nadal wygląda tak, jakby miał co najwyżej 30 lat. Rozumiem, że zmiana aktorów raczej nie wchodzi w grę, ale wypadałoby ich chociaż odrobinę postarzyć, aby wyglądali autentycznie.

Jestem pod wrażeniem tego, że twórcy nie próbowali za wszelką cenę rozciągać fabuły. Jest mnóstwo wątków mocno ze sobą ściśniętych, ale reżyser Edward Bazalgette skutecznie zarządza narracją. Całość jest uporządkowana i przemyślana, o czym świadczą na przykład nazwy miejsc informujące nas o lokacji, w której się znajdujemy. Jest to co prawda szczegół, ale bardzo ważny. Poza tym przechodzenie z miejsca na miejsce dynamizuje akcję, mamy wrażenie, że stale jesteśmy w ruchu, a cały seans upływa bardzo szybko.

Siedmiu królów musi umrzeć - film, recenzja
Zobaczcie tylko na tych wojowników

Zaskoczyło mnie trochę zakończenie filmu. Spodziewałem się brutalnego podsumowania, a dostałem złagodzoną wersję finału, nieco podkoloryzowanego patetycznym marzeniem o zjednoczonej Anglii. Cenne jest na pewno pokazanie niejednoznacznych dziejów naszych bohaterów, o czym wspomniano na końcu - kroniki nie wspominają o ich dalszych losach, tak samo my możemy się jedynie ich domyślać.

„Siedmiu królów musi umrzeć” to godne zwieńczenie serii. Szczerze mówiąc, spodziewałem się tego, ponieważ przez lata serial utrzymywał bardzo wysoki poziom. Twórcy nie tylko nakręcili dobry film wieńczący serię, ale także produkcję zachęcającą nowych widzów do obejrzenia serialu. Jestem pewien, że wiele osób trafi na ten film na Netflixie, nawet nie wiedząc, że jest częścią długiej i bardzo udanej serii.

Cieszę się przede wszystkim, że „Upadek królestwa”, a także kończący serię film nie podzieliły losów „Wikingów”. Tam historia wydłużała się nadmiernie, scenariusz był napisany skandalicznie źle. W „Siedmiu królów musi umrzeć” nawet na pierwszy rzut oka możemy zauważyć, że wszystko jest na swoim miejscu, a twórcy zagwarantowali nam świetną rozrywkę. Zdecydowanie polecam obejrzenie tego filmu.

Ocena: 8/10

Premiera w Polsce: 14.04.2023 – Gdzie obejrzeć: Netflix – Długość filmu: 1 godziny 55 minuty – Rodzaj: akcja, historyczny – Reżyseria: Edward Bazalgette – Scenariusz: Martha Hillier, Bernard Cornwell – Występują: Alexander Dreymon, Elaine Cassidy, Arnas Fedaravicius, Mark Rowley, Ingrid García Jonsson, Harry Gilby, Rod Hallett, Rod Hallett, Tom Christian, James Northcote, Laurie Davidson, Ewan Horrocks, Zak Sutcliffe, Nick Wittman, Nick Wittman, Márk Halécius, Brezovszky Dániel György.

Zobacz także