Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Redakcyjne Top 5 Gier 2021: Piotr Bicki

Czas niespodzianek.

Mijający rok nie był łaskawy dla miłośników wielkich hitów od największych wydawców - takich pojawiło się niewiele, a te, które zdołały się ukazać, często rozczarowywały, jak Call of Duty: Vanguard i Battlefield 2042. Sam wykorzystałem ten okres na nadrobienie zaległości - tylko w ostatnich miesiącach ukończyłem nowe God of War, wszystkie części Gears of War z Xbox 360 i reboot Wolfenstein od Machine Games, jestem też bliski przejścia Dying Light, a niedawno rozpocząłem przygodę z Disco Elysium.

Oczywiście sięgnąłem także po nowe tytuły. Co ciekawe, większość pozycji z mojego zestawienia to swego rodzaju zaskoczenie, czyli produkcje, co do których miałem niewielkie lub wręcz zerowe oczekiwania, ale okazały się na tyle świetne, że spędziłem przy nich mnóstwo fantastycznych godzin - tak było w przypadku utrzymanego w stylu anime Scarlet Nexus czy Strażników Galaktyki z herosami Marvela.

Nie byłem jednak pewny, jak dokładnie będzie wyglądał ranking - niemalże do końca o miejsce walczyły Ratchet & Clank: Rift Apart i polskie Outriders. Pierwsza gra urzekła mnie wykorzystaniem dysku SSD w PS5, a druga wykreowanym uniwersum. Obie nie znalazły się w „top 5”, ale to nie oznacza, że nie są godne polecenia. Wręcz przeciwnie.


5. Kena: Bridge of Spirits

Jedyna gra z zestawienia, wobec której od początku miałem wysokie oczekiwania i twórcy przewyższyli je z nawiązką. Kena: Bridge of Spirits to urocza, a zarazem wymagająca produkcja. Projekt studia Ember Labs od razu w sobie rozkochuje, urzekając piękną, kolorową oprawą graficzną, przywodzącą na myśl filmy Pixara - samo patrzenie jest ogromną przyjemnością.

Pod warstwą wizualną jest równie dobrze. Pozycja jest sympatyczną opowieścią o przywróceniu harmonii i spokoju w ogarniętym mrokiem lesie oraz ratowaniu zagubionych dusz - to baśń, w której jednak nie brakuje też nieco poważniejszych motywów. Co ciekawe, autorzy przygotowali trochę dodatkowych aktywności ze zbieraniem przedmiotów kolekcjonerskich na czele.

Nie wszystko się udało. Poziom trudności Kena: Bridge of Spirits jest wysoki, co może odstraszyć młodszych graczy, dla których byłaby to idealna pozycja. Ze stopniem wyzwania związane są także problemy z nienajlepszym rozmieszczeniem punktów kontrolnych, w wyniku czego czasami trzeba wielokrotnie powtarzać dłuższe fragmenty, co bywa irytujące. Nie przesłania to jednak faktu, że gra studia Ember Labs to jeden z najbardziej urokliwych tytułów roku.


4. The Medium

Lek na kaca spowodowanego przez inną polską grę - Cyberpunk 2077. The Medium od krakowskiego studia Bloober Team to właśnie jedna z niespodzianek bieżącego roku: uruchamiając grę nie miałem większych oczekiwań, ale niemal natychmiast wsiąkłem, chłonąc losy Marianny, czyli tytułowego medium, które potrafi kontaktować się z duszami zmarłych.

Z perspektywy polskiego gracza jednym z największych atutów produkcji jest klimat lat 90. ubiegłego wieku. Twórcom udało się niemal perfekcyjnie odwzorować atmosferę tamtego okresu, począwszy od mieszkania bohaterki przez opuszczony hotel po tło fabularne ujawniane w znajdowanych notatkach. W głównym wątku opowieści autorzy nie boją się poruszać ważnych i „ciężkich” tematów, co mnie bardzo ucieszyło, bo uwielbiam, kiedy gry wywołują poczucie dyskomfortu i zmuszają do refleksji.

Nie ma wątpliwości, że The Medium rozgrywa się w Polsce

Nie można też zapomnieć o kwestiach technicznych i rozgrywce. Produkcja pozwala zwiedzać dwa wymiary jednocześnie - rzeczywisty i duchowy. Oba światy generowane są przez komputer lub konsolę w tym samym czasie, co dzisiaj wciąż należy do rzadkości. The Medium udowadnia, że Bloober Team jest bliskie wskoczenia do „pierwszej ligi” branży gier i nie mogę doczekać się kolejnych dokonań Polaków. Zwłaszcza kontynuacji losów Marianny, tym bardziej, że „jedynkę” zakończono w najciekawszym momencie.


3. Forza Horizon 5

Tuż przed premierą Forza Horizon 5 sporo grałem w poprzednią część, więc obawiałem się, że dostanę jedynie więcej tego samego, na co wskazywały też materiały promocyjne. Na szczęście mocno się pomyliłem. „Piątka” bazuje na sprawdzonych fundamentach poprzedniczki, ale wprowadza kilka atrakcji i poprawia niedoskonałości wcześniejszej odsłony.

Przede wszystkim Meksyk wydaje się urokliwszym miejscem niż Wielka Brytania. Tereny są zróżnicowane: twórcy przygotowali nie tylko równiny, ale także obszary miejskie i rejony górzyste. Przemierzanie wirtualnej wersji kraju sprawia wielką przyjemność i jest relaksujące - gra studia Playground Games to idealny sposób na odprężenie się po ciężkim dniu.

Duża w tym zasługa znanego z poprzednich części model jazdy, który przy domyślnych ustawieniach bywa wymagający, ale nie na tyle, by sprawić problem mniej doświadczonym graczom. Autorzy zadbali również o szereg ciekawych i różnorodnych aktywności. Na frajdę ze ścigania wpływa też lepiej zbalansowany system nagród - można odnieść wrażenie, że samochodów zdobywamy więcej, w tym z losowań. Do tego większa kontrola użytkownika nad kolejnością odblokowywanych aktywności, dzięki czemu czujemy się mniej zdezorientowani natłokiem wyzwań i zawodów.

Nie mam wątpliwości, że do Forza Horizon 5 będę regularnie wracał. To odskocznia od innych gier - nawet jeden wyścig potrafi zregenerować moje baterie.


2. Scarlet Nexus

Największe pozytywne zaskoczenie 2021 roku. Na Scarlet Nexus natrafiłem przypadkiem, gdy pojawiło się w Game Passie - w pewne leniwe popołudnie postanowiłem pobrać i sprawdzić grę. Tak rozpoczęła się wciągająca przygoda, która trwała dobrych kilkanaście godzin.

Produkcja od Bandai Namco jest specyficzna, więc nie każdemu przypadnie do gustu. Po pierwsze, to przedstawiciel japońskich RPG-ów z pielęgnowaniem relacji z towarzyszami niczym w serii Persona, a po drugie, utrzymana jest w stylistyce anime - zarówno pod względem oprawy graficznej, jak i przedstawionej historii.

Opowieść to zdecydowanie najmocniejszy element gry. Twórcom udało się upchnąć mnóstwo różnych wątków, niemalże na każdym kroku serwując twisty fabularne - kiedy myślałem, że już nic nowego i bardziej szokującego nie wymyślą, udowodniali, że jestem w dużym błędzie. Z czasem scenariusz wydaje się pogmatwany, ale nie na tyle, byśmy nie wiedzieli, co się dzieje - o ile uważnie śledzimy akcję. A do tego dochodzi druga kampania, która przedstawia wydarzenia z innej perspektywy.

Scarlet Nexus to pokręcona, ale wciągająca przygoda

Oczywiście tytuł to nie tylko historia. Produkcja oferuje dość rozbudowany i przyjemny system walki. Podstawowym narzędziem gracza jest telekineza, pozwalająca ciskać przedmiotami we wrogów. Ponadto zdolności postaci można łączyć z mocami towarzyszy, by uzyskać dodatkowe efekty. Potyczki są efektowne, a przy tym zapewniają mnóstwo zabawy. Na pewno jeszcze nie skończyłem ze Scarlet Nexus - przede mną do rozegrania druga kampania.


1. Marvel's Guardians of the Galaxy

W momencie zapowiedzi Strażnicy Galaktyki nie wywierali dobrego wrażenia. Trudno było mieć wysokie oczekiwania, jeżeli pamiętało się, że wydawcą tytułu jest Square Enix - firma, której nakładem ukazało się niezbyt udane (delikatnie pisząc) Marvel's Avengers. Optymizmem nie napawał też gameplay, w którym produkcja wyglądała niczym gra-usługa, ale z wyciętym trybem sieciowym. Kiedy jednak zaczęły spływać pozytywne recenzje, postanowiłem dać szansę. I nie żałuję.

W Marvel's Guardians of the Galaxy niemal wszystko dobrze zadziałało: od okraszonej specyficznym humorem fabuły przez walkę po postacie. Członkowie tytułowej grupy „bohaterów do wynajęcia” to unikalne indywidua - w zespole są fan muzyki rockowej Peter „Star-Lord” Quill, wojownicza, a jednocześnie delikatna Gamora, prostolinijny Drax, wybuchowy i lojalny Rocket oraz spokojne drzewo o imieniu Groot. Każdy ma mierzy się z własnymi demonami, ukrywanymi pod ciętym językiem i pozornym egoizmem.

Już pierwsze minuty przygody udowadniają, że między bajki można włożyć teorie, jakoby produkcja miała być grą-usługą. Kolejne etapy to liniowe sekwencje (choć niektóre wybory wpływają na przebieg wydarzeń), do których nie możemy później już wrócić. Dzieje się dużo i w zasadzie nie ma czasu na nudę. Co niemniej ważne, choć kierujemy tylko Star-Lordem, możemy (a nawet musimy) korzystać ze zdolności towarzyszy.

Nie mam żadnych wątpliwości: Strażnicy Galaktyki to najlepsza od czasów Spider-Mana na PlayStation gra na podstawie komiksów Marvela i pozycja obowiązkowa - nie tylko dla fanów superbohaterów. W tym roku produkcja przyniosła mi najwięcej frajdy.

O autorze

Awatar Piotr Bicki

Piotr Bicki

News Editor

Piotrek zajmuje się głównie tekstami informacyjnymi. Miłośnik kilku popularnych serii gier oraz wielbiciel superbohaterów i fantastyki.

Komentarze

More Artykuły

Najnowsze artykuły