Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Recenzja filmu „Apokawixa”. Zombie po polsku zaskoczy widzów

Rozrywka totalna.

„Apokawixa” to gatunkowy miks, który wypada zdumiewająco dobrze. Jest w nim wszystko - od komedii, przez film fantasy, do horroru. Twórcy bawią się konwencją i nie boją się korzystać z sarkazmu oraz autoironii. Ponadto widać, że nie próbowali na siłę wyprodukować ekranowego survivalu. To po prostu świetny film dla osób, które oczekują w kinie dobrej zabawy.

Zaznaczmy na początku, że jest to ewidentnie kino komercyjne przeznaczone dla masowego widza. To może odpowiednio nastawić nasze oczekiwania. Fabuła skupia się wokół grupy maturzystów, którzy w trakcie pandemii postanawiają zorganizować ogromną imprezę w luksusowym pałacu. Od razu przychodzi tu na myśl film „Projekt X” (2012, reż. Nima Nourizadeh).

„Apokawixę” możemy podzielić na dwie części. Pierwsza jest bardziej komediowa oraz osadza produkcję w naszej rzeczywistości. Nawiązuje do lockdownów, katastrof ekologicznych czy chociażby nagłaśnia problem wywozu odpadów, trafiających potem do zbiorników wodnych, co może nam się kojarzyć z aktualną sytuacją związaną z rzeką Odrą.

Druga część to już starcie ludzkości z apokalipsą zombie, chęć przetrwania i prawdziwy horror na ekranie. Już od pierwszych scen widzimy, że film z łatwością przyjmie i zrozumie zwłaszcza młodsza część widowni. Bardzo przypadnie im do gustu szybki montaż, akcja dziejąca się w kilku miejscach jednocześnie, ujęcia z telefonu i momentami delikatnie youtube’owy, dynamiczny klimat.

Jeśli chodzi o same zombie, to nie działają one według jakichś określonych zasad. Czasem biegną, czasem stoją, czasem interesują się bohaterem, a czasem zupełnie go ignorują. Wszystko w zależności od potrzeb fabularnych. Jednak są na pewno przerażające i głośne, a walka z nimi nie zawsze kończy się sukcesem.

W obsadzie znajdziemy głównie aktorów młodego pokolenia, którzy dopiero co zaczynają karierę oraz kilku znanych artystów, takich jak Cezary Pazura, Tomasz Kot czy Sebastian Fabijański. Ten ostatni zaliczył genialny występ.

Postać, w którą się wciela, jest à la marvelowskim superbohaterem, objawiającym się w najmniej spodziewanych momentach. Jednak za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie, to wzbudza uśmiech, a widz zastanawia się, kiedy kolejny raz go zobaczy.

W trakcie seansu filmu czułem się jak w parku rozrywki. Miałem wrażenie, że reżyser Xawery Żuławski chciał, żebym totalnie oderwał się od codzienności życia i na prawie dwie godziny zupełnie się odmóżdżył.

Wyszło to idealnie. Bawiłem się świetnie, pomimo że sceny z zombie nie są aż tak zatrważające, pojawiają się pewne nieścisłości fabularne, a sama historia jest mało skomplikowana scenariuszowo. Jestem w stanie to wybaczyć.

Zwróćmy uwagę, że to wyjątkowy rodzaj produkcji na naszym rodzimym podwórku, gdzie kino gatunkowe niemalże nieistnieje. Ciężko znaleźć podobne widowiska do „Apokawixy” i je ze sobą porównać. Chociaż warto wspomnieć o dwóch częściach „W lesie dziś nie zaśnie nikt” (2020 i 2021, reż. Bartosz M. Kowalski), które próbowały pokazać specyfikę slasherów.

Jednak pierwszy polski film o zombie Żuławskiego wcale nie skupia się na dokładnym przetransferowaniu tego gatunku na nasze realia w niezwykle artystycznej formie. Głównym celem twórców było stworzenie energetycznego, dowcipnego, autoironicznego kina ze świetną muzyką oraz zdjęciami, i to mu się w stu procentach udało.

Premiera filmu „Apokawixa” 7 października 2022 roku.

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

O autorze

Komentarze