Skip to main content

Little Nightmares - Recenzja

Lęki z dzieciństwa.

Eurogamer.pl - Rekomendacja odznaka
Niedopracowane sterowanie i dziwnie rozmieszczone punkty kontrolne nie potrafią zniszczyć genialnego nastroju gry. Niezapomniana przygoda.

Little Nightmares można porównywać do Limbo czy Inside, ale produkcja doskonale broni się sama i nie trzeba wspominać o tych tytułach. Niezaprzeczalnie jednak czerpie z nich pełnymi garściami. W efekcie otrzymujemy świetną grę, choć do ideału brakuje kilku szlifów i - w niektórych przypadkach - innych rozwiązań w mechanice rozgrywki.

Bohaterką jest mała dziewczynka odziana w żółtą kurtkę sztormową. Nie wiemy o niej praktycznie nic - ani kim jest, ani dlaczego znalazła się w dziwacznym, strasznym domu. Podobnie jak wszystkie postacie, cały czas milczy, a jedynym odgłosem, jaki z siebie wydaje, jest burczenie pochodzące z pustego żołądka. W grze nie występuje narrator, nie mamy też do czynienia z opowieścią w formie tekstowej.

Cała historia przedstawiona jest za pośrednictwem rozgrywki i otoczenia, co rodzi sporo niedopowiedzeń. To bardzo dobre rozwiązanie, pozostawiające wiele pola do popisu dla wyobraźni i własnej interpretacji. Niemal na każdej planszy można nawiązać do wcześniejszych scen i próbować przewidzieć to, co może wydarzyć się za kilka chwil. Wiemy tylko, że musimy cały czas podążać dalej, przez kolejne pomieszczenia.

Przejść czy nie przejść, oto jest pytanie...

Z pojedynku z własnym przeczuciem zazwyczaj wychodzimy jako przegrani, gdyż twórcy cały czas zaskakują nas nowymi pomysłami, zarówno jeśli chodzi o projekt poziomów, jak i zagadki. Te, nawet gdy bazują momentami na podobnym schemacie, zawsze oferują coś nowego, przez co ciężko tu mówić o wielkiej powtarzalności.

Zagadki nie należą do najtrudniejszych, chociaż czasami trzeba poświęć im dłuższą chwilę. Wszystkie rozwiązujemy korzystając z niewielkiego, ale w zupełności wystarczającego wachlarza ruchów. Skaczemy, biegamy, chwytamy się różnych przedmiotów, przenosimy je lub przesuwamy, a mniejszymi obiektami także rzucamy.

Niektóre z tych czynności są jednak nieprecyzyjne, a wraz z koniecznością manualnego chwytania przedmiotów, do których chcemy się przyczepić, czyni to sterowanie dość specyficznym. Można się do niego przyzwyczaić, choć niejednokrotnie będzie źródłem irytacji spowodowanej upadkiem, runięciem w przepaść czy nieudaną ucieczką przed przeciwnikiem.

Takie sytuacje zdarzają się dość często, głównie przez fakt, że rozgrywka odbywa się w pełnym trójwymiarze. Przechadzamy się więc nie tylko od lewej do prawej, ale także w głąb i w stronę ekranu. Umożliwia to urozmaicenie w etapach skradankowych, które pojawiają się od czasu do czasu. W ramach takich poziomów często trzymamy się cienia, innym razem przemykamy pod niewielkimi meblami czy unikamy skrzypiących desek podłogi.

Zobacz na YouTube

W Little Nightmares nie walczymy z przeciwnikami, a raczej unikamy zagrożeń. Mogą to być czarne robaki przypominające pijawki czy też niewidoczne siły, które ukrywają się w miejscach, gdzie się ich nie spodziewamy. W końcu rozgrywamy także rozdziały, w których spotykamy groteskowych nieprzyjaciół przypominających ludzi.

Wystarczy jedno spojrzenie, aby być pewnym, że nie są przyjaźnie nastawieni. Nie zabijają nas, a tylko łapią, po czym gra wczytuje ostatni punkt kontrolny. Więksi wrogowie nie są może przerażający, ale z pewnością nieprzyjemni, a sceny ucieczek i chowania się przed nimi potrafią wywołać lekki niepokój i zjeżyć włosy na rękach.

Atmosferę zaszczucia i bycia zwierzyną potęguje świetna oprawa audiowizualna, która niejednokrotnie wywołuje najprawdziwsze ciarki na całym ciele. Nastrój jest gęsty nie tylko przez przerysowanych przeciwników, ale przede wszystkim dzięki znakomitej grze świateł i cieni oraz tajemniczym dźwiękom i minimalistycznej muzyce.

Pomieszczenie pełne butów to nie jedyna niepokojąca lokacja

Choć Little Nightmares można rozpatrywać w charakterze horroru w wersji „light”, gra straszy w sposób specyficzny i rzadko spotykany w dzisiejszych produkcjach. Szybko okazuje się, że boimy się bardziej tego, co siedzi w naszych głowach, niż tego, co wyświetlane jest na ekranie. Czasami napotykamy typowe „straszaki”, które są jednak oszczędne w przekazie, nie dominując rozgrywki i nie niszcząc uzyskanej atmosfery.

Klimat zagęszcza się z każdym kolejnym etapem, a w miarę eksploracji odkrywamy coraz więcej tajemnic, choć wciąż mnóstwo pytań pozostaje bez odpowiedzi. Little Nightmares to nietypowa, ale świetna - i krótka - historia, uderzająca w czułe struny naszych lęków. Nie tylko tych z dzieciństwa. Smutek, strach i lekko psychodeliczny nastrój wprost wylewają się z ekranu.

Zobacz także