Skip to main content

Recenzja „Avatar: Istota wody”. Wizualne arcydzieło

Oceniamy film Jamesa Camerona.

Eurogamer.pl - Rekomendacja odznaka
Do kin trafił najnowszy film Jamesa Camerona. Ta długo wyczekiwana superprodukcja jest niesamowitym widowiskiem, lecz do pełnego sukcesu zabrakło dobrego scenariusza - recenzja „Avatar: Istota wody”.

Po spektakularnym sukcesie finansowym filmu z 2009 roku James Cameron przez 13 lat pracował nad kolejną częścią „Avatara”. Od tego czasu nie powstał film, który mógłby z nim konkurować pod względem liczby sprzedanych biletów, a przede wszystkim - wizualnego nowatorstwa. W box office wszech czasów bliżej do „Avatara” mają produkcje Marvela, niektóre części „Gwiezdnych Wojen” i „Titanic” (również dzieło Camerona), ale żaden z nich nie pobił rekordu „Avatara”.

Najnowszy film Jamesa Camerona może mieć duży wpływ na przyszłość kina w ogóle. Coraz częściej pojawiające się produkcje na platformach streamingowych zmieniły model tworzenia i oglądania filmów. Obecnie wiele osób zaczyna wybierać własny ekran niż ten kinowy - sęk w tym, że takiej produkcji jak najnowszy „Avatar” nie można obejrzeć w domu, ponieważ nie pozwalają na to czynniki techniczne. Poza tym James Cameron zapowiedział, że jeśli jego najnowszy film nie okaże się sukcesem finansowym, to nie przewiduje rozwinięcia serii i całość zakończy się na już powstającej części trzeciej (z premierą w 2024 roku).

W tym filmie Na'vi posługują się różnymi formami transportu

Zacznijmy jednak od samej fabuły. Akcja rozpoczyna się tam, gdzie skończyła się pierwsza część. Ponownie wracamy na księżyc Pandora w systemie Alfa Centauri poza Układem Słonecznym. Przypomnijmy, że głównym bohaterem jest Jake Sully (Sam Worthington), poruszający się na wózku weteran piechoty morskiej, który brał udział w kolonizacji księżyca.

Pandora jest zamieszkana przez niebieskie humanoidy z rasy Na’vi. Sully nie jest już tylko avatarem, człowiekiem połączonym biotechnologicznie z ciałem Na’vi, lecz po prostu żywym Na’vi. Mutantem, ale w praktyce trudno odróżnić go od mieszkańca Pandory z krwi i kości. Wygląda jak Na’vi i zachowuje się jak Na’vi, przyjmuje ich wszystkie rytuały i w końcu staje się ich wodzem oraz dzielnym wojownikiem.

Pułkownik Miles nadal jest zimnokrwistym antagonistą

W filmie „Avatar: Istota wody” akcja przenosi się na inne części planety, a dokładnie na tereny, na których osiedliły się pozostałe plemiona Na’vi. Klan Metkayina żyje z oceanem, przez ocean, dla oceanu. Lud ten ma swoje zwyczaje i system społeczny. Przyjaźnią się z niesamowitymi morskimi stworzeniami: kilkudziesięciotonowymi tulkunami czy pomagającymi im w polowaniach oraz transporcie ilusami.

Od razu warto sobie powiedzieć, że fabuła jest bardzo prosta. Dla wielu osób to z pewnością mankament tego filmu, bo oprócz toczącej się walki z kolonizującymi każdy możliwy teren ludźmi, wątków jest tu niewiele. Stale powraca motyw rodziny, który – jak sugerują scenarzyści – jest bardzo ważny dla naszych bohaterów, a zwłaszcza Sully’ego. Obecny jest też wątek relacji ojca i syna. Prostota tego scenariusza jest wyraźna, czasami razi w oczy i oglądając film, szczerze przyznam, że nie zainteresowało mnie to, co dzieje się w sferze fabularnej.

Wizualnie ten film przebija każdą znaną mi produkcję

Taki film jak „Avatar. Istota wody” nie powinien być jednak w pełni oceniany ze względu na scenariusz. Wybieramy się na film dla wspaniałego widowiska, a także wykraczających poza obecne możliwości techniczne sposoby obrazowania. Do powstania tego filmu skonstruowano nawet specjalną kamerę! Dzięki temu podróż po świecie Pandory była bardzo atrakcyjna, wciągająca i ciekawa. Prawdą jest też, że niektóre wątki zostały przedstawione w taki sposób, aby jeszcze bardziej wyeksponować wizualną stronę filmu, a to czasami potrafi być nużące.

Tworzenie nowych światów za pomocą najnowszych technologii jest bardzo sprawnym narzędziem służącym do kreowania imersji. To działa na podobnej zasadzie jak w grach komputerowych, w których wirtualna rzeczywistość musi być wciągająca, pozwalając graczowi zanurzyć się w nowym świecie. I „Avatar: Istota wody” prezentuje to na najwyższym możliwym poziomie.

Pojawia się tu mnóstwo wątków społecznych, ale pasują do przedstawionej historii

Obserwujemy tu elementy fauny i flory, ogromne przestrzenie. Oglądając „Avatar: Istota wody" czasami miałem wrażenie, że nie oglądam filmu fabularnego, ale film przyrodniczy. Pojawiają się tu efektowne walki i niezwykłe modele postaci. Na to szczególnie warto zwrócić uwagę, bo to właśnie one zostały najlepiej dopracowane.

Już w pierwszej części można było zobaczyć, że za „avatarami”, czyli wirtualnymi modelami postaci naszych bohaterów, stoją aktorzy tacy jak Sam Worthington w roli Jake Sully'ego czy Zoe Saldana, wcielająca się w postać Neytiri, a także Sigourney Weaver w roli Kiri. Do obsady dołączyli także tacy aktorzy jak Kate Winslet (Ronal) oraz Cliff Curtis (Tonowari). Powrócił Stephen Lang w roli pułkownika Milesa Quaritcha.

Każdy detal i bogactwo wizualne zadziwia mnie w tym filmie

Produkcja, podobnie jak pierwsza część, podejmuje wiele tematów o charakterze społecznym i politycznym. Na pierwszym planie jest krytyka kolonializmu, antropocentryzmu i promowanie postawy ekologicznej. To wszystko pojawiło się już wcześniej, ale tu – takie odnoszę wrażenie – zostało jeszcze bardziej zaakcentowane.

Oglądając film, musimy jednak zmienić wobec niego nasze oczekiwania. Przede wszystkim chcemy zobaczyć świetne widowisko, wizualną ucztę, którą możemy cieszyć oko. Jeśli takie wymagania stawiamy „Avatarowi”, to na pewno zostaną one spełnione. Jeśli jednak poszukujemy angażującej historii, ciekawego podejścia do historii gatunku, a także oczekujemy, że w obrębie znanego już świata i sposobie opowiadania o nim twórcy przedstawią nam coś nowatorskiego, to wielu widzów może czuć się oszukanych.

Ponownie walka toczy się na linii człowiek-tubylcy

Ocena najnowszego dzieła Jamesa Camerona nie jest łatwa, bo film przekracza wszystkie dotychczasowe bariery, jeśli mowa o kwestiach wizualnych – to zasługuje na najwyższe uznanie. Proponuje piękne widowisko, ale zarazem niemalże całkowicie odstawia na bok scenariusz, który tu jest bardzo schematyczny i nie wnosi nic nowego.

Gdyby Cameronowi udało się połączyć świetnie rozpisane role z efektami wizualnymi, które zapewnia najnowsza technologia, wówczas moglibyśmy mówić o filmie doskonałym. A tymczasem dostaliśmy wspaniałe widowisko wizualne, ale bez angażującej historii. Mimo to na film „Avatar: Istota wody” warto się wybrać, a jeśli chcemy w pełni doświadczyć możliwości, jakie nam dają najnowsze technologie obrazowania, to koniecznie trzeba zakupić bilet na wersję IMAX i 3D.

Ocena: 7/10

Premiera w Polsce: 16 grudnia 2022 - Gdzie obejrzeć: kino - Rodzaj: sci-fi - Reżyseria: James Cameron - Scenariusz: James Cameron, Josh Friedman - Występują: Sam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver, Zoe Saldana, Stephen Lang, Kate Winslet, Joel David Moore, Cliff Curtis, CCH Pounder, Edie Falco, Jemaine Clement, Jamie Flatters, Britain Dalton, Trinity Jo-Li Bliss, Jack Champion, Filip Geljo, Duane Evans Jr., Bailey Bass

Zobacz także