Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

350 zł za remake starej gry. Rezygnuję z nostalgii i poczekam na przecenę

Kiedy wyprzedaż?

Szalejąca inflacja sprawiła, że częściej zaglądamy do portfela i staramy się robić przemyślane zakupy. W związku z drożyzną niejednokrotnie rezygnujemy z mniej potrzebnych dóbr i skupiamy się na podstawowych artykułach. A jak jest z grami - naszym hobby i ulubioną formą relaksu po całym dniu?

Czas na ważne pytania. Czy premierowy zakup oczekiwanego tytułu to już prestiż i rezygnacja z innych przyjemności? A może do wydania niemałych pieniędzy zniechęca nas przykry fakt, że duże tytuły wciąż borykają się z irytującymi problemami technicznymi w okolicy premiery? A moze gry, komputery i konsole od zawsze były dobrem „lususowym”, więc inflacja nie jest wcale aż tak groźna w tym segmencie?

Premiera goni premierę, a w moim portfelu pieniędzy coraz mniej

Poiwedzmy wprost: gry wideo nigdy nie były tanim hobby - może poza wyjątkiem okresu wzmożonego piractwa, które wciaż funkcjonuje, ale w ograniczonej skali. Odkąd pamiętam wysokobudżetowe, konsolowe produkcje kosztowały niemal dwieście złotych, a przez kolejne lata podrożały jeszcze bardziej. Teraz hity na PlayStation 4 mieszczą się w przedziale 250-300 złotych.

Z kolei kupując premierowy tytuł na PlayStation 5, trzeba dorzucić kilka kolejnych banknotów. Wielu wydawców również przuca się na przedział w okolicach 350 złotych, i to na wszystkie platformy, więc trzeba się spodziewać, że ta kwota stanie się wkrótce przykrym standardem.

Chociaż uwielbiam serię Dead Space, to nie wiem, czy byłbym w stanie zapłacić jeszcze raz pełną cenę za tytuł, który już dobrze znam

Patrząc na szalejące ceny i gwałtowne podwyżki niektórych produktów, mimo wszystko gracze nie powinni narzekać. Większym problemem mogą być rosnące koszta bardziej potrzebnych artykułów, pozostawiając mniej środków na hobby. Największych hitów wysokobudżetowych jest coraz mniej, ale gracze i tak wyraźnie obawiają się ryzyka stanu technicznego na premierę. Wielu ma już wypracowane sposoby na wirtualną drożyznę, m.in. kupując wydanie pudełkowe i sprzedając grę po jej ukończeniu. Choć jest to możliwe obecnie wyłącznie na konsolach.

Przy rosnącej inflacji, chciałbym bardziej dopracowanych gier, mając poczucie dobrze wydanych pieniędzy

Gracze bardziej cierpliwi i odporni na podsycaną przez marketing ekscytację, częściej czekają pewien czas po premierze, aż pojawią się pierwsze recenzje i nagrania z rozgrywki. Wyrabiając sobie opinię, łatwiej zrezygnować z zakupu lub poczekać na promocję. W moim przypadku czara goryczy przelała się w momencie, gdy po zakupie tytułu na premierę musiałem borykać się z irytującymi błędami.

Dwa razy dmucham na zimne, bo jeśli kupując nowe obuwie wymagam jakości, analogicznie powinno być w przypadku gier.. Chociaż nierzadko już w dniu premiery rozpoczyna się proces intensywnego „łatania”, to jednak gracze oczekują bezproblemowej zabawy od razu po wyjęciu płyty z pudełka.

Premierowa cena choćby nadchodzącego Skull and Bones wydaje się zbyt wysoka

Tymczasem na tle wydawniczych nowości, trudno zrozumieć wysokie ceny coraz częściej pojawiających się w ofercie remake’ów. Nawet kapitalnie odświeżone The Last of Us: Part I za 339 zł czy pełne zmian i ulepszeń Dead Space Remake za niemal 350 zł są poddawane krytyce przez społeczność. Jakby nie było, te pozycje mają swoje lata i nawet jeśli zostały solidnie odrestaurowane, to w porównaniu z nowymi wyskobudżetowymi tytułami powinny być tańsze.

Podobna sytuacja odnosi się do tytułów z wyjątkowo długim czasem produkcji, jak Skull and Bones (339 zł) czy Dead Island 2 (299 zł). Pirackie starcia studia Ubisoft, zostały kolejny raz opóźnione (teraz na marzec), a reakcja graczy na prezentację nie napawa optymizmem. Nawet sami twórcy sprawiali wrażenie, że nie są jeszcze w pełni usatysfakcjonowani stanem projektu.

Ponad osiem lat produkcji i trzy studia deweloperów - choć Dead Island 2 po pokazach zbiera pozytywne opinie, to raczej wstrzymam się z premierowym zakupem

Z kolei produkcja z umarlakami, powstająca już od ponad ośmiu lat, przeszła przez ręce aż trzech ekip twórców. Chociaż wstępne reakcje graczy są pozytywne, to wyjątkowo długi proces developmentu zawsze wzbudza wątpliwości, jak pokazał przypadek Duke Nukem Forever.

Alternatywą na drożyznę mogą być znane usługi Sony i Microsoftu

Jeśli chodzi o styczeń, osobiście interesują mnie dwie produkcje - Forspoken i Dead Space Remake. Łatwo policzyć, że wydatek na cyfrowe egzemplarze tych gier to aż 689 zł. Wydając taką kwotę na inne przyjemności, byłbym wyjątkowo ostrożny i dokładnie sprawdziłbym kupowany produkt. Twórcy Forspoken udzielają wyjątkowo mało informacji w kwestii fabuły, a przygody kosmicznego inżyniera wcześniej ukończyłem już kilka razy. Czy mimo szczerych chęci zagrania w obie produkcje ostatecznie skuszę się na wydanie tak wielkiej kwoty? Chyba jednak nie. Uzbroję się w cierpliwość i poczekam na przeceny. Choć oczywiście jest alternatywa - w postaci usług abonamentowych.

Ogólne nastroje i finansowe kalkulacje na 2023 rok dalekie są od ideału. Z pewnością większa rozsądność w zakupach i zaciskanie pasa dotyczyć będzie także najbliższej nam branży. Wielu z nas zacznie śledzić przeceny i skupi się bardziej na usługach subskrypcji (Game Pass, PS Plus, ale jest też np. EA Play czy Ubisoft+), a część całkowicie zrezygnuje z nowości. Abonament Game Pass nie tylko posiada wiele gier w swojej ofercie, ale również pojawiają się tam premierowe tytuły. Dla niektórych właśnie takie rozwiązania mogą być wyśmienitą alternatywą na trudne czasy.

Dodatkowym sposobem na wirtualne oszczędzanie mogą być liczne promocje, mające miejsce już nawet dwa miesiące po premierze. Przykładem niech będzie październikowe Gotham Knights, które w aktualnej wyprzedaży PS Store można kupić za połowę ceny. Jeśli jest się graczem na dobre i na złe, trzeba brać to wszystko pod uwagę - w tym roku większa cierpliwość i ostrożność mogą być ważnymi cnotami miłośników gier, bo wysoka inflacja tak szybko nas nie opuści.

O autorze
Awatar Marcin Wronka

Marcin Wronka

Felietonista

Wirtualnie zakręcony od dekad. Lubi piłkę nożną i mocniejsze muzyczne brzmienia. Tęskni do czasów Commodore 64, gdy psujące się joysticki oznaczały koniec świata. Amator fotografii.

Komentarze