Skip to main content

Redakcyjne Top 7 Gier Generacji: Jakub Bugielski

Okiem pecetowca.

Ósma generacja konsol była dość specyficzna. Z jednej strony, jakby wyraźnie szybciej się zestarzała, przez co po raz pierwszy w historii doczekaliśmy się „podrasowanych” wersji - PS4 Pro i Xbox One X. Z drugiej jednak strony, otrzymaliśmy masę świetnych gier - zarówno ekskluzywnych, jak i multiplatformowych. Wytypowanie najlepszych gier roku nigdy nie jest proste - a co dopiero tytułów całej generacji!

Z racji swojego zamiłowania do gier strategicznych, jestem raczej typem pecetowca. I choć z większością ekskluzywnych dla konsol produkcji miałem styczność - a sporą ich część udało mi się ukończyć - z pewnością w jakimś stopniu rzutuje to na mój ranking. Tak więc ostatnich dwóch odsłon przygód Człowieka Pająka czy Kratosa tutaj nie znajdziecie - bo zwyczajnie w świecie nie miałem jeszcze czasu ich poznać.

Jak nietrudno się domyślić, masę pozycji w tym zestawieniu zostanie pominięta. Naprawdę dobrych gier wyszło w ostatnich latach sporo, tutaj jednak skupiamy się wyłącznie na siedmiu tytułach - przez co ze smutkiem muszę pominąć takie perełki jak Stardew Valley czy SOMA.


1. Wiedźmin 3

Ciężko wyobrazić sobie jakiekolwiek zestawienie gier z ostatnich lat, które pominęłoby naszego rodzimego „wieśka”. Choć nie brakuje tutaj niedociągnięć - z walką i rozwojem postaci na czele - to jest to jedna z najlepszych produkcji aRPG w historii.

Moje pierwsze spotkanie z Wiedźminem 3 nie było zbyt przyjemne. Grę uruchomiłem na kiepskim sprzęcie i musiałem mocno kombinować, by dało się uzyskać relatywnie płynną rozgrywkę. Przez to, mimo początkowego zachwytu, odbiłem się od trzeciej części przygód Białego Wilka, nie chcąc psuć sobie zabawy. Kilka miesięcy później jednak wróciłem - tym razem wyposażony w odpowiednio mocnego peceta - i wsiąkłem w rozgrywkę bez reszty!

Ciekawe czy doczekamy kiedyś produkcji w pełni poświęconej Ciri.

Dziki Gon kupił mnie mistrzowską fabułą, kreacją świata i interakcją z innymi postaciami - czymś, czego próżno było szukać w grach RPG z otwartym światem. Tym, że zadania poboczne nie muszą być bzdurnym zapychaczem, by sztucznie przedłużyć grę. Nie da się też nie zauważyć wpływu na branżę. Sztandarowym przykładem niech będą trzy ostatnie części serii Assassin's Creed, które garściami czerpią z trzeciej części trylogii i które przeszły gruntowną metamorfozę jeśli chodzi o gameplay.


2. The Last of Us 2

Nie było w odchodzącej generacji drugiej takiej gry, która aż tak mocno poróżniłaby graczy. Przez pierwsze tygodnie od premiery nie było chwili bez internetowych dyskusji i pyskówek czy review bombingu na wszelkich portalach growych.

Muszę przyznać, że sam początkowo miałem mieszane uczucia dotyczące niektórych wydarzeń fabularnych - głównie przez to, że bardzo mocno przywiązuje się do postaci. Jednak po kilku miesiącach od premiery, gdy emocje już opadły, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że była to jedna z moich najlepszych przygód growych ostatnich lat.

Momentów wyciskających łzy w TloU2 nie brakuje.

Naughty Dog po raz kolejny udowodniło, że jest w ścisłej czołówce jeśli chodzi o gamedev. The Last of Us Part II zachwyca na każdym kroku. Od świetnie zaprojektowanego świata i grafiki, której ciężko było się spodziewać po 7-letnim sprzęcie, przez genialną i klimatyczną muzykę, po naprawdę solidny gameplay. Jest to tytuł, do którego z pewnością wrócę jak już uda mi się położyć ręce na PS5.


3. The Evil Within 2

Dla wielu z pewnością tytuł ten w tym zestawieniu będzie wielkim zaskoczeniem - w ostatnich latach wyszły przecież Resident Evil 7 i arcygenialny remake Resident Evil 2. Moje serce wśród survival horrorów skradł jednak The Evil Within 2. Po solidnej lecz niepozbawionej problemów „jedynce” z wypiekami na twarzy oczekiwałem premiery drugiej odsłony serii. I ta spełniła moje oczekiwania z nawiązką, rozwijając dotychczasowe rozwiązania i wprowadzając nowe.

Korytarzowy gameplay wzbogacony został o pół-otwarte lokacje, które zwiedzamy pomiędzy głównymi zadaniami, a walka z maszkarami stała się bardziej satysfakcjonująca - choć całość psuję trochę kiepska sztuczna inteligencja wrogów . Rozwój czuć także w przypadku głównego bohatera, Sebastiana Castellanosa - nie jest to już ta sama przestraszona osoba, a zaprawiony w boju twardziel, co bardzo fajnie ukazano podczas jednej walki.

Absurdalni bossowie to znak rozpoznawczy The Evil Within 2.

Najmocniejszą cechą The Evil Within 2 jest jednak projekt artystyczny. Surrealistyczny, przypominający nieco ten z serii Silent Hill świat i oryginalni, a zarazem absurdalni bossowie, z którymi przyjdzie nam walczyć. Wróg z sejfem zamiast głowy, z którego wyjdzie kolejny boss? Nawet sam system rozwoju postaci - w trakcie którego bohater wstrzykuje sobie pozyskany z wrogów żel, by rozwinąć swoje zdolności. Dziwactw w tej grze nie brakuje - i mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie mi ponownie zanurzyć się w tym świecie, w trakcie ogrywania kolejnej odsłony cyklu.


4. Divinity: Original Sin II

Pierwsza część Divinity: Original Sin była naprawdę solidną grą RPG. Jej sukces, wsparcie fanów, a także samo podejście twórców z Larian Studios sprawiły, że światło dzienne ujrzała kontynuacja. A zarazem mój prywatny tytuł RPG wszechczasów.

Od zawsze stawiałem serię Icewind Dale wyżej niż Planescape: Torment czy sagę Baldur's Gate - przez świetnie opowiedzianą historię, która nie jest jednak utopiona w tonie tekstu i przeplata się z walką. I tym właśnie kupił mnie D:OS2. Wciągająca fabuła, pełna odcieni szarości i oferująca mnogość wyborów, połączona z fantastyczną mechaniką rozgrywki. No i jest jeszcze sama walka - dająca niespotykane w innych tytułach gatunku możliwości taktyczne (no, może po za serią Magicka, lecz to inny gatunek). Stworzenie elektrycznej chmury krwi? Pobłogosławienie ognia, który leczy istoty żywe, a rani nieumarłych? A może wytrącenie broni z ręki wroga za pomocą macki? Nic prostszego!

Walka to jeden z najlepszych elementów D:OS2 - choc czasami na ekranie sporo się dzieje.

Wszystko to oparte o wspaniały świat i rozbudowany system tworzenia postaci. Setki umiejętności podzielone na kilkanaście szkół pozwalają za każdym razem tworzyć coraz bardziej absurdalne postacie - które potem doskonale radzą sobie zarówno podczas eksploracji, jak i w walce. I wreszcie wybór rasy, który nie sprowadza się do suchych premii do statystyk. Niespecjalnie dogadujące się z innymi przedstawicielami swojej rasy Jaszczury lub Elfy, które lubują się w pożeraniu części ciała. Czy też nieumarli, mogący przybierać formę innych ras i używający swoich palców jak wytrychy. Wszystkie te cechy, a także obecność trybu kooperacji sprawiły, że Divinity: Original Sin 2 wykradł z mojego życia już ponad 100 godzin - i pewnie liczba ta jeszcze się zwiększy.


5. Rimworld

Gdy po raz pierwszy siadałem do Rimworlda, spodziewałem się kolejnego indyka, przy którym miło spędzę kilkanaście godzin i do którego najpewniej nigdy więcej nie wrócę. Dziś, kilka lat i niemal tysiąc godzin gry później mogę bez skrępowania stwierdzić, że chyba nigdy tak bardzo się nie myliłem!

Arcydzieło Ludeon Studios dobitnie pokazuje, że oprawa audiowizualna - choć i tutaj bardzo przyjemna - to sprawa drugorzędna i że liczy się przede wszystkim dobry pomysł na gameplay i jego realizacja. Koncepcja rozgrywki jest szalenie prosta - niewielka grupa kolonistów pod naszą kontrolą trafia na planetę i musi po prostu przeżyć. I tu zaczynają się schody, bo tak naprawdę nie wiemy, jak tego dokonać i pierwsze podejście kończy się sromotną klęską już po kilkudziesięciu minutach zabawy. A potem stopniowo odkrywamy jak zaspokajać potrzeby kolonistów, wytwarzać dobra, bronić się przed najazdami, wykorzystywać temperaturę do swoich celów czy wysyłać karawany. By dostać kolejny łomot - tym razem już po kilku godzinach gry.

Rimworld początkowo przytłacza swoim rozmachem. A potem przytłacza jeszcze bardziej.

I każda kolejna porażka - niemal jak w serii Dark Souls - to tylko zachęta, by spróbować ponownie. Mimo że grafika na pierwszy rzut oka nie powala, to przez swoją czytelność szybko zaczyna się podobać - podobnie jak wpadająca w ucho muzyka. No i wisienka na torcie - mody. Od prostych tekstur, przez dodatkowe bronie i zwierzęta, po całkowicie nowe i skomplikowane mechaniki. Gra ma potężne i oddane community - co pokazują jedne z najwyższych ocen na platformie Steam jak i tysiące ludzi bawiących się każdego dnia. W moim prywatnym rankingu jest to najlepsza - obok WarCrafta 3 i Red Alerta 2 - strategia, w jaką kiedykolwiek grałem.


6. XCOM 2

Jak przystało na pecetowca - i w dodatku miłośnika strategii - w moim zestawieniu absolutnie nie mogło zabraknąć tego tytułu. Po niemal dwóch dekadach seria UFO doczekała się duchowego spadkobiercy, by następnie sprawdzona formuła została rozwinięta i wydana jako XCOM 2.

XCOM 2 stanowi przykład kontynuacji idealnej. Usprawniona została rozbudowa bazy, jak i rozwój i możliwości customizacji żołnierzy. Znacznej poprawie uległa oprawa graficzna - która nawet teraz, kilka lat po premierze, dzielnie się broni. Mapy, choć składane z gotowych elementów, są niemal za każdym razem zupełnie różne - i bardzo podatne na nasze destrukcyjne działania. Krótko mówiąc - jest lepiej, więcej i „bardziej”. A krótko po premierze zaczęły pojawiać się mody - z piekielnie rozbudowanym Long War 2 na czele. A gdy już wydawało się, że lepiej być nie może, pojawił się dodatek War of The Chosen. Dodatek, który przez ogrom nowej zawartości spokojnie mógłby zostać wydany jako samodzielna produkcja.

Niska szansa na trafienie z przyłożenia? Dzień powszedni w XCOM 2.

XCOM 2 - jak i serię w ogóle - cenię także za to, że ożywiła gatunek turowych strategii taktycznych. To dzięki niej pojawiły się Mutant Year Zero, Gears Tactics, Phoenix Point czy pośrednio XCOM: Chimera Squad. Sam w grze spędziłem już setki godzin i z pewnością nie raz jeszcze do niej wrócę. I z wypiekami na twarzy czekam na XCOM 3, który bez wątpienia kiedyś ujrzy światło dzienne. Z chęcią zobaczyłbym też sequel The Bureau: XCOM Declassified - gry która przez graczy została trochę pominięta, a z którą bawiłem się równie dobrze, co przy serii Mass Effect.


7. Titanfall 2

Titanfall 2 to doskonały przykład na to, jak nieprzemyślane decyzje wydawcy mogą pogrzebać nawet najlepiej zapowiadającą się produkcję. Jest to dla mnie najlepsza singlowa strzelanka, jak i jednocześnie jeden z największych przegranych poprzedniej generacji.

Wiem, że wiele osób ze zdziwieniem popatrzy na tę pozycję - są przecież dwa udane Wolfensteiny, nie wspominając o nowych Doomach. Ale dla mnie to właśnie dzieło Respawn Entertainment zasługuje tutaj na wyróżnienie. Kapitalna kampania dla jednego gracza i genialnie zrealizowana relacja pilot-tytan. Świetnie przemyślany system poruszania się - i projekt map, który pozwala w pełni to wykorzystać.

Tę scene pamięta pewnie każdy, kto grał w Titanfall 2.

No i jest jeszcze tryb multiplayer, który już w jedynce zachwycał, a który tutaj doczekał się potrzebnych usprawnień. Poprawie uległ system łączenia ze sobą graczy, zwiększona została ilość trybów rozgrywki, dostępnych broni czy modeli tytanów. Patrząc na jakość gier tworzonych przez Respawn Entertainment możemy być niemal pewni, że Titanfall 3 będzie piekielnie dobrym tytułem. Miejmy tylko nadzieję, że tym razem EA nie wyda go w tak niefortunnym czasie, jak „dwójkę”.

Zobacz także