Skip to main content

Jestem pewien, że Wokulski byłby kontent ze znajdźki

Czy potrzebujemy respawnów i side-questów?

„Przypomina sobie swój sklep, ozdobę miasta, rumieni się i idzie dalej. Czuje, że Paryż na pierwszym kroku przytłoczył go, i — jest kontent.”

FELIETON | Powyższy fragment pochodzi z „Lalki” Bolesława Prusa. Główny bohater powieści, Stanisław Wokulski, spacerując ulicami Paryża z pewnością nie miał na myśli tego, że miasto kryje w sobie wiele wspaniałych miejsc wartych odwiedzenia. Wokulski jest bowiem zadowolony ze swojego spaceru, obserwując zgiełk miasta i przypominając sobie swój sklep w Warszawie.

W liceum, gdy czytałem „Lalkę”, nie rozumiałem znaczenia słowa kontent, a pojawia się w powieści wielokrotnie. Nijak bowiem pasowało do znaczenia, jakie wówczas znałem z języka angielskiego, a jakie funkcjonuje dzisiaj w języku polskim. A wystarczyło sprawdzić. Zwracam jednak uwagę, że wtedy smartfony nazywały się telefonami i służyły tylko do dzwonienia, słownik był w innym pokoju, a komputer trzeba było włączyć i poczekać, aż się uruchomi. Za dużo zachodu.

Kadr z serialu „Lalka” w reżyserii Ryszarda Bera (1977). Stanisław Wokulkski rozmawia z Ignacym Rzeckim.

Obecnie, gdy nie znam znaczenia jakiegoś słowa, sięgam po smartfona. Czytając twórczość Andrzeja Sapkowskiego, sięgam po niego często. Zbyt często. Mam wrażenie, że twórca - pierwszego po Robercie Lewandowskim - naszego dobra narodowego albo urodził się pięćset lat temu, albo sam wymyślał słowa na potrzeby swoich książek.

Kontent kontentowi nierówny

Wracając do słowa „kontent”, dzisiaj nadużywamy go, nie pamiętając pierwotnego znaczenia. Określamy dzięki niemu, że dany materiał, produkt czy rzecz ma dużo zawartości i treści. Mówimy więc, że gry-usługi muszą mieć dużo kontentu, aby utrzymać jak największą liczbę graczy na serwerach. Także w innych dziedzinach życia wyraz ten został przyjęty z pełną aprobatą. W mowie pracowników biurowych zakładam, że pojawił się wraz z pierwszą korporacją w Polsce.

Na usprawiedliwienie dodam, że nie jest to, oczywiście, pierwsze słowo, które zmieniło z biegiem czasu swoje znaczenie w naszym języku. Wszak w angielskim, content oznacza i zawartość (forma rzeczownikowa), i - bliższe prozie Prusa - zadowolenie (forma przymiotnikowa), można więc powiedzieć, że zatoczyło koło. Obecnie jednak zadowolenie wyrażamy inaczej - między innymi uwspółcześnioną formą słowa „kontent”, czyli ukontentowany.

Źródło: https://sjp.pwn.pl/doroszewski/kontent;5441959.html; Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego

Kiedyś usłyszałem na YouTubie od jednego z twórców internetowych, że słowo „zawartość” nie oddaje sensu angielskiego content. Że „kontent” to coś więcej. Idąc tym tropem, strona internetowa nie może mieć więc ciekawej treści, a World of Warcraft nie zapewnia dostatecznej zawartości swoim stałym graczom. Za to masa kontentu załatwiłaby problemy niejednego studia.

Dlatego też zapewne zdobywamy fragi - nomen omen w multiplayerze - bo to niehumanitarnie zabijać przeciwników w grach. Respawnujemy się, bo odrodzić to może się feniks z popiołów. Rozmawiamy z NPC-ami, bo postacie to są w lekturach szkolnych i filmach historycznych. Podejmujemy się side-questów, bo zadania poboczne wykonują tylko casuale. Jak zamówimy grę w preorderze natomiast, to możemy spodziewać się, że będzie miała pełno bugów na premierę. A karnet bojowy kupujemy wtedy, gdy chcemy wjechać wyciągiem narciarskim na górę, by postrzelać do siebie co najwyżej śnieżkami.

A i my, autorzy tekstów o grach, nie jesteśmy bez winy. W naszych tekstach możecie znaleźć często wyraz gameplay czy quest. Z pewnością dlatego, że nie chcemy zamęczać czytelnika powielaniem tych samych słów. Choć każde słowo można przecież opisać w inny sposób lub przebudować gotowe zdanie czy nawet cały akapit, by uniknąć powtórzeń, czasami lepiej nie komplikować przekazu.

"W tym meczu zdobyłem 26 fragów, respawnując się 4 razy” LUB „W tym meczu dwudziestosześciokrotnie pokonałem przeciwników, ginąc przy tym czterokrotnie”. To samo znaczenie, a dwa różne zapisy.

Z drugiej strony piszemy teksty o tematyce rozrywkowej i dla konkretnego odbiorcy, więc pozwalamy sobie na to od czasu do czasu. Kluczowym jest jednak znać umiar i nie szukać tanich zamienników słów, które istnieją w języku polskim. Użycie jednego takiego wyrazu może przynieść więcej korzyści w całym tekście niż ich nagromadzenie.

Profesor Bralczyk może być jeszcze kontent

Trudno znaleźć czasami alternatywę, gdy gry wideo, pod kątem językowym, cały czas się rozwijają. Jak skutecznie odpierać zagraniczne „ataki”, jeśli najważniejsze słowo w naszym hobby, wokół którego cały ten biznes został stworzony, nie posiada formy przymiotnikowej!? Jak dziwnie nie brzmi przymiotnik „growy”, jest on nam potrzebny. Choć dyskusja trwa, próżno szukać go w słownikach, więc musimy słowo „growy” używać częściej. Nie pozbędziemy się angielskiego odpowiednika, bo pewnie długo jeszcze będziemy kupować gamingowe komputery, ale już teraz możemy robić growe podsumowania roku.

Profesor Bralczyk powiedział kiedyś, że jego ulubionym polskim słowem jest „źdźbło”. I trudno mu się nie dziwić. Na sześć liter aż trzy to znaki diakrytyczne, których nie spotkamy w żadnym innym alfabecie. Co więcej, większość obcokrajowców połamie sobie na nim język.

Zobacz na YouTube

Naszym – graczy – powinna być znajdźka. Co prawda zawiera tylko jedną taką literę, ale słowo powstało stricte na potrzeby gier wideo. Upatruję jednak sukces znajdźki nie tylko w tym, że posiada świetne brzmienie i jest idealnym synonimem przedmiotu do zebrania w grach, ale przede wszystkim, że trudno spolszczyć ang. collectible - wymowa i odmiana bowiem nie należy do najłatwiejszych.

Jak dobrze, że w całym tym szaleństwie można jeszcze znaleźć inne słowa stworzone lub zaadaptowane na potrzeby naszego growego świata. Cudownie, że można jeszcze platynować i calakować gry, choć zbieramy to już achivementy lub acziki - te drugie tylko gdy są łatwe.

Swoją drogą, calak to kolejne słowo, które obroniło się przed obcymi wpływami. Kiedyś za taki stan rzeczy zrzucilibyśmy winę na karb złych imperialistów i zgniłego Zachodu, a teraz sami do niego należymy, więc nie musimy szukać wymówek. Choć „calak” ma też inne znaczenia w języku potocznym, wpisał się na stałe do języka graczy.

Jedno źdźbło, ale wiele... No właśnie! Nawet Polacy mają problemy z poprawną wymową i odmianą wielu polskich słów.

Proces, który można jeszcze zatrzymać

Jestem ukontentowany, że podzieliłem się z wami tymi spostrzeżeniami, ale jestem niekontent z obrotu spraw. Nie mogę być jednak malkontentem, ponieważ język jest żywy - to, co kiedyś można było spotkać w mowie potocznej, teraz pojawia się w słownikach. Dajmy więc już spokój temu kontentowi, bo wszystkim nam się osłuchał, a poza tym znajdował się od dawna w słownikach, zmieniło się tylko - albo aż - jego znaczenie.

Ale można zatroszczyć się o inne wyrażenia, które nie potrzebują angielskich zamienników. Coraz częściej używa się anglicyzmów w mowie, piśmie i – o zgrozo – w mediach, których rolą jest - między innymi – kształtowanie właściwych nawyków stylistycznych i zachowanie standardów językowych.

Nie zastanawiamy się, czy istnieje polski odpowiednik - korzystamy z uproszczeń. Bo tak szybciej. Bo tak łatwiej. Bo tak cool i jazzy. A nawet jeśli nie istnieje, to dlaczego - podobnie jak ze znajdźką - nie wymyślić dla nowego słowa? Ale nie poprzez zapożyczenie i przekształcenie słów z innych języków, tylko poprzez wykorzystanie bogactwa własnego.

Zobacz także