Skip to main content

Blazkowicz był poetą, a Wolfenstein 2 to poezja. Poważnie

Świetna strzelanka, ale nie tylko.

FELIETON | Kiedy gracze wspominają produkcje, które poruszyły ich w wyjątkowo osobisty sposób, to najczęściej padają tytuły pokroju This War of Mine, What Remains of Edith Finch czy The Last of Us - gry z poruszającą historią i stawiające trudne pytania. Ale dla mnie produkcją, która chwyciła za duszę najmocniej i popchnęła na skraj egzystencjalnej przepaści, był Wolfenstein 2: The New Colossus.

Osobom niezaznajomionym z cyklem wyjaśnię, że Wolfenstein to cykl bardzo krwawych strzelanek, gdzie jako William „B.J.” Blazkowicz walczymy z hordami uzbrojonych po zęby nazistów. Marka została wykreowana w 1981 roku przez nieistniejące już studio Muse Software i przez kolejnych kilkadziesiąt lat zmieniała producentów, trafiając m.in. do legendarnego id Software. Od 2009 roku franczyza znajduje się pod skrzydłami Bethesdy i za produkcję dwóch ostatnich części serii (oraz dwóch tytułów pobocznych) odpowiada zespół Machine Games.

Bethesda przenosi akcję do alternatywnej wersji lat 60-tych. W tej wizji naziści wygrali Drugą Wojnę Światową, a ich władza rozlała się na wszystkie kontynenty i kraje

Choć już w przeszłości mogliśmy natknąć się w grach z serii na zombie-nazistów czy mecha-Hitlera, tak w dwóch ostatnich odsłonach każdy element zabawy został podkręcony do maksimum. Poziom brutalności jest wprost groteskowy, a fabularne zwroty akcji stoją w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Wszystko jest w tym świecie przesadzone, podniesione do kwadratu i absurdalne - wszystko z wyjątkiem Blazkowicza.

Wiemy o tym dobrze, bo w swoich produkcjach Bethesda zdecydowała się zgłębić mroczną psychikę głównego bohatera. Zwłaszcza w drugiej części, o podtytule The New Colossus, B.J. często zabiera głos w głębokich dyskusjach, ale też prowadzi wewnętrzne monologi, odsłaniające jego wrażliwą naturę, wyjątkową samoświadomość i erudycję. Stoi to też w kontraście z jego aparycją niemalże kreskówkowego siłacza. Brzmi zabawnie? W teorii powinno.

Youtuber o nicku Super Milkbox zebrał wszystkie monologi Blazkowicza.

Gdyby powieść lub film przedstawiły podobną historię do Wolfensteina, ich twórcy najpewniej zapewniliby sobie miejsce u boku Paulo Coelho i Eda Wooda. Tymczasem Bethesda w ogóle nie wstydzi się dziedzictwa serii, świadomie bawi się konwencją i przesuwa jej granice.

Dzięki temu, że tytuł nie traktuje siebie zupełnie „serio”, bohater emanujący tak wyraźnymi skrajnościami był w ogóle możliwy do stworzenia. Wrażliwy, kruchy człowiek rzucony w obcy, groteskowo brutalny świat stereotypowej strzelanki. Sam bohater opowiada o swojej misji tymi słowami (tłumaczenie po polsku i oryginał):

Czuję ciężar świata ciągnący mnie w dół. Staram się go unieść, pomimo wszystko. Ten jeden ostatni raz, zanim udam się na odpoczynek.
I can feel the weight of the world pushing me down, I try to carry it nonetheless. One last time, then I can rest.

Nic dziwnego, że gdy B.J. prawie umiera, to wita śmierć niczym starego przyjaciela, przepraszając ją za spóźnienie. Tak jakby była mu ona bliższa od świata, w którym przyszło mu istnieć:

Ogarnia mnie wielkie ciepło. Zdaje się, że to niebo płonie. Śmierć znów puka do drzwi. Wzywa mnie po imieniu. Wpadaj śmiało, stary druhu. Wybacz, że kazałem ci czekać.
And a great warmth washing over me. I think the sky is on fire. Death at the gates again. Howling my name. Come on in, old buddy. Sorry I made you wait.

Choć wychodzi z tego cało, przy życiu trzyma go jedynie specjalny pancerz. W tym momencie jego odosobnienie staje się jeszcze bardziej dotkliwe. Do tej pory obcy był mu świat, państwo znajduje się pod okupacją wroga, a nawet rodzina, z którą wiążą go trudne relacje. Teraz jeszcze odwróciło się od niego jego własne ciało, na wpół martwe i bezużyteczne. W taki sposób Blazkowicz opowiada o swoim doświadczeniu ukochanej Annie:

Spójrz na mnie, Aniu. Wyglądam jak cholerny Blaszany Drwal. Jak miałbym się do ciebie zbliżyć? (...) Czuję, że jeśli go zdejmę, rozpadnę się na kawałki, których nie da się z powrotem poskładać.
Look at me, Anya. I'm the damn Tin Man. How'm I gonna get close to you? (...) If I take it off... I'm afraid I'll fall apart and the pieces won't fit back together again.

Pozbawiony korzeni i ojczyzny, zamknięty we wrogim świecie, a teraz jeszcze bez kontroli nad własnym ciałem, Blazkowicz opiera całą swoją tożsamość na walce z okupantem i miłości do Ani. Obu oddaje się z tą samą intensywnością i zaangażowaniem.

Twój pancerz i nasza wspólna Sprawa - tylko to trzyma mnie w pionie. No i Ania. Jej głos. Jej doskonałość. Przygniata mnie to.
But your suit, and The Cause, is all that keeps me upright. And Anya. Her voice. Her glory. It buckles me.

Przygniata go fakt, że wszystko, na czym wspiera się jego życie, nie należy tak naprawdę do niego. Choć daje mu sens istnienia, nie odpowiada na pytanie „kim jest”. Dlatego najlepiej czuje się w ciemnościach, sam ze swoimi myślami. Gdy więc po długim czasie trzymania w niewoli, wreszcie zostaje mu zdjęta z oczu opaska, z bólem wita powrót do świata:

Przytulny kokon utkany ze snów na jawie - rozdarty... zimnym ostrzem rzeczywistości.
The warm quilt of daydreams - stolen; by the cold winds of reality.

Zaraz potem jesteśmy świadkami najbardziej szalonego pomysłu twórców. Blazkowicz zostaje skrócony o głowę, jednak jego towarzyszom udaje się ją odzyskać i... chirurgicznie przytwierdzić do nowego, zdrowego ciała. Pomimo absurdu sytuacji, to bez wątpienia znaczący moment dla głównego bohatera. B.J. znów jest silny i w pełni sprawny, jest „sobą”. To na powrót związuje go ze światem, sobą samym i Anną.

Tommy Tordsson Björk, główny pisarz Wolfenstein 2: The New Colossus opowiada o swojej pracy przy produkcji. Wśród ulubionych powieści wymienia „Rzeźnię numer pięć” Kurta Vonneguta - trudno nie dostrzec, jak silny wpływ miała na grę.

Cytatów, które przyprawiają o egzystencjalną trwogę da się w grze znaleźć więcej. Tym, którzy nie grali jeszcze w Wolfensteina od Bethesdy (lub grali, ale nie wnikali zbyt głęboko w psychologię głównego bohatera) polecam jednak poszukać ich samemu. To kawał dobrego pisarstwa, które broni się zarówno w grze, jak i poza nią. Ale to też przede wszystkim fenomenalna produkcja, w której odstrzeliwanie nazistom głów daje mnóstwo frajdy i dzikiej satysfakcji. Prawdziwe dzieło sztuki.

Zobacz także