Skip to main content

Redakcyjne Top 7 Gier Generacji: Bartosz Cieślak

Kojima górą.

Era PS4 i Xbox One właśnie odchodzi do lamusa. W ciągu ostatnich, minionych niemal 8 lat rozgrywka, którą znaliśmy wcześniej zmieniła się na wielu płaszczyznach. Pojawiły się wydajniejsze wersje konsol, abonamenty dla gier niczym usługa Netflix i wiele darmowych produkcji, które przyciągają miliony graczy.

Cichym czarnym koniem wyścigu jest Nintendo, które konsekwentnie realizując swoją politykę, wydało kilka perełek na nową konsolę Switch. Mimo wyraźnie odstających parametrów technicznych od konkurencji, Japończykom udało się stworzyć produkcje, których nie mogło zabraknąć na liście.

Wybierając najlepsze gry generacji, starałem się nie wskazać po prostu dobrych gier, ale produkcje które pokazały nowy kierunek, zaprezentowały coś, czego jeszcze nie widzieliśmy. I choć są odstępstwa od tej reguły, była to myśl przewodnia w trakcie kompletowania mojego top 7 generacji.


1. Death Stranding

Przyznam się, że Death Stranding to mój pierwszy poważny kontakt z twórczością Hideo Kojimy. Metal Gear Solid to seria bez wątpienia kultowa, ale osobiście nigdy nie mogłem się do niej przekonać. Za dużo japońskiego poczucia humoru, który okazał się odpychający.

Jednak przygody Sama Portera Bridgesa pochłonęły mnie bez reszty. Rewelacyjnie wykreowane uniwersum, które intrygowało od samego początku aż do napisów końców. Zawiła - być może nieco na siłę - fabuła, pełna wyniosłości i heroizmu, ale zaprezentowana z holywoodzkim rozmachem. I oczywiście rozgrywka, która w teorii polega wyłącznie na dostarczaniu przesyłek. Jednak japoński twórca sprawił, że podróżowanie piechotą z punktu A do punktu B, jeszcze nigdy nie było tak wciągające.

Przemierzanie świata Death Stranding inspirowanego krajobrazami Islandii to wyjątkowe doświadczenia, którego nie spotkamy w innej grze.

Oczywiście taka forma rozgrywki budzi skrajne odczucia, ale nie mam wątpliwości - to gra która pokazała, że w skostniałym rynku wirtualnej rozgrywki wciąż jest miejsce na odważne, wysokobudżetowe produkcje, odbiegające od utartych schematów.


2. The Legend of Zelda: Breath of the Wild

Kiedy kupiłem Nintendo Switch nowe przygody Linka były jedyną grą, którą miałem, licząc, że gra nie zawiedzie. Tak się właśnie stało - do premiery Death Stranding uznawałem tę produkcję za najlepszą ósmej generacji.

Odejście od dotychczasowej formy, stawiając na jeszcze większą swobodę okazało się strzałem w dziesiątkę. Tytuł wciąż zachował charakterystyczne elementy, ale otwarta konstrukcja świata sprawiła, że co krok na horyzoncie widziałem punkt, który intrygował i zmieniałem azymut, zapominając o głównym wątku.

Wszystko co widzimy na horyzoncie jest dla nas osiągalne. Działa jak magnes i skutecznie odciąga od głównego wątku.

The Legend of Zelda: Breath of the Wild była pierwszą grą od wielu lat, która wciągnęła mnie na tyle, aby znów "jak za starych dobrych czasów" zarywać nocki, a to w moich oczach najlepsza rekomendacja dla gry.


3. God of War

Jako wielki fan serii God of War byłem poważnie zaniepokojony zmianą formuły rozgrywki. Odejście od profilu bezwzględnego bohatera z motywem zemsty, na głębszego emocjonalnie protagonistę, który stawi czoła nie tylko zastępom wroga, ale trudom wychowania syna, rodziło we mnie wiele obaw.

Jeszcze uruchamiając po raz pierwszy produkcję, miałem w głowie: to już nie jest to samo. Faktycznie nie jest. Jak się okazało już po pierwszych minutach - bardzo dobrze się stało. Wyczerpaną do granic przyzwoitości mitologię grecką zastąpiono nordycką, a szybki i efektowny system walki, spowolniono, dając zarazem poczucie większej siły w pojedynczym ciosie.

Syn Kratosa, Atreus, towarzyszy nam przez całą grę. Na szczęście jest całkiem samodzielny, a w walce z przeciwnikami wesprze nas łukiem.

Nawet najbardziej zagorzali fani nie mogą powiedzieć, że to już nie jest God of War. Formuła znacznie się zmieniła, ale twórcy nie zapomnieli o najważniejszych cechach serii. Mam nadzieję, że w nowej, dziewiątej generacji spotkamy restarty serii wykonane tak pieczałowicie.


4. Into the Breach

Jedyna w zestawieniu gra niezależna. Przy Into the Breach spędziłem dziesiątki godzin, bawiąc się wyśmienicie. Prosta w założeniach zabawa, którą zawsze przyrównuję do szachów. Dużo planowania i przewidywania, aby osiągnąć ten sam cel - obronić miasto - jednak w jak najbardziej korzystny sposób.

Na małych, generowanych losowo planszach za pomocą trzech robotów o różnych umiejętnościach musimy eliminować wrogów i chronić bloki mieszkalne. Należy jednak uważać, aby samemu nie spowodować zniszczeń.

Plansza 8 na 8 pół może wydawać się mała, ale w połączeniu z różnymi umiejętnościami mechów i przeciwników, rodzi niemal nieskończoną ilość możliwości.

Gra rozgrywana jest w turach, a czas na decyzję jest nieograniczony. Wiele razy zanim wykonałem ruch, kombinowałem przez kilka minut, zanim się zdecydowałem. Satysfakcja była tym większa, że z sytuacji, która wydawała się beznadziejna, udawało się wyjść obronną ręką, tylko dlatego, że wpadłem na pomysłowe rozwiązanie.


5. Animal Crossing: New Horizons

Przykład Animal Crossing: New Horizons pokazuje, że termin premiery może mieć kluczowe znaczenie. Twórcy mieli wiele szczęścia, ponieważ pierwotnie gra miała się ukazać jeszcze w 2019 roku, czyli przed pandemią koronawirusa, a w związku z chęcią dopracowania tytułu, przeniesiono na marzec 2020.

Produkcja w dużej mierze zawdzięcza swój sukces globalnej kwarantannie. Zamknięci w domach w obawie przed chorobą potrzebowaliśmy gry, która pozwoli zapomnieć o panującym wirusie i da wytchnienie w relaksującej zabawie. W ten sposób tytuł idealnie wpisał się w aktualne potrzeby konsumentów.

Animal Crossing wygląda słodko do bólu, ale niech ktoś wskaże mi palcem osobę, której nie zmięknie serce, kiedy już weźmie pada do ręki.

Oczywiście nie umniejsza to samej produkcji, która jest świetna. Pobudka godzinę przed pracą stała się codziennym rytuałem, aby zasadzić kwiaty, zebrać owoce i kupić nowe towary. Dla osób, które nie miały styczności z tą serią, brzmi to niedorzecznie, ale zapewniam, że idylla wylewająca się z ekranu działa wręcz terapeutycznie.


6. Wiedźmin 3: Dziki Gon

Nigdy nie ukrywałem, że pierwsze dwie części Wiedźmina były dobrymi grami, ale uważałem, że do półki światowej zawsze brakowało, szczególnie budżetu. W moim odczuciu, dopiero trzecia produkcja z serii, nie tylko doścignęła światową czołówkę, ale w wielu aspektach nawet wyprzedziła.

Oczywiście dla nas, Polaków gra ma szczególne znaczenie nie tylko z faktu, że została wykonana przez polskie studio, ale przede wszystkim za świetne uchwycenie słowiańskiego świata, który jest nam tak bliski. Gra jest na tyle uniwersalna, że każdy gracz będzie się dobrze bawił. Nie nie ma jednak wątpliwości, że wiele smaczków dostrzeżemy wyłącznie my, Polacy.

Walka z potworami to sedno zabawy, ale gra oferuje ciekawą fabułę i świetne, błyskotliwie napisane dialogi.

W grze najbardziej cenię sobie świat, który nie jest czarno-biały. Każde zadanie i wątek fabularny nie mówi wprost co jest dobre, a co złe. Zawsze jesteśmy pozostawieni z myślą, że druga strona ma swoje motywacje, które wcale nie są nam obojętne.


7. Uncharted 4: Kres Złodzieja

Tak, czwarta część Uncharted w żaden sposób nie wyznacza nowych standardów, ani nie zmienia radykalnie formuły. Jednak to seria, która niezmiennie przysparza mi godziny fantastycznej zabawy niczym kinowy Indiana Jones na sterydach.

Strzelanie, pościgi, wspinanie się po skarpach, rozwiązywanie zagadek i wreszcie zdobywanie skarbów to mieszanka iście wybuchowa. Dynamicznych sekwencji jest tak wiele, że twórcy filmów akcji z pewnością zazdroszczą dostarczanej adrenaliny.

Widowiskowe sceny akcji to drugie imię Uncharted.

Począwszy od pierwszej części aż do teraz twórcy z Naughty Dog niezmiennie trzymają równy poziom, a nawet nieco podnoszą poprzeczkę. Przyjemnie patrzeć na serię, która w swojej historii nie zaliczyła wtopy i prawdopodobnie tak zostanie, bo twórcy przy premierze Kresu Złodzieja zapowiedzieli, że to ostatnia część serii. Życzyłbym sobie, abyśmy częściej mogli być spokojny o jakość tak, jak w przypadku Uncharted.

Zobacz także