Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Dziennik Guardians of Middle-earth

Dzień 3: Smak zwycięstwa bywa gorzki.

Guardians of Middle-earth to gra sieciowa typu multiplayer online battle arena (ang. MOBA) na konsole Xbox 360 i PlayStation 3. Światowa premiera 5 grudnia. W Europie gra będzie dostępna dwa dni później.

Od dziś przez najbliższe dni będziemy dzielić się z Wami naszymi wrażeniami z gry. Z każdym wpisem w „dzienniku” postaramy się przedstawiać więcej szczegółów technicznych i taktycznych. Dziś zaczynamy od luźnego spojrzenia na grę po pierwszej sesji.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, możecie pozostawić je w komentarzach.

DZIEŃ 1. Sauron i Gollum wreszcie razem

Wesoła drużyna Eurogamera, w składzie Arek, Dorian, Kamil, Rafał i Zbyszek, spotkała się u wrót Mordoru o godzinie 20. W plecakach cały potrzebny rynsztunek do walki ze złem: piwko, kanapki, czekoladki i - nie polecamy ze względów zdrowotnych - chipsy smaczne, chrupiące i paprykowe.

- Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po uruchomieniu gry to klimatyczne wprowadzenie - mówi Kamil, który w głośnikach drużyny brzmiał troszeczkę jak Jacek Gmoch. - Kolejne zaskoczenie, to mroczna oprawa wizualna. Można odnieść wrażenie, że konflikt mieszkańców Śródziemia dosłownie wisi w powietrzu.

Gdy już wszyscy byliśmy gotowi do gry… Bach! Xboksowe „Party” zakończyło się niespodziewanie. - To kot - wyjaśnił chwilę później Kamil. - Kto?! - dopytywaliśmy się. - Kot wyłączył mi Xboksa - potwierdził głosem Gmocha.

Po uruchomieniu gry warto przejść krótki samouczek. Można tu zapoznać się dosłownie z podstawowymi możliwościami postaci i sterowaniem. Szybko przydaje się to już podczas pierwszej potyczki, ale warto podkreślić, że twórcy zrobili wszystko, aby gra była przejrzysta i przystępna.

- Konsolowe sterowanie zaskoczyło mnie swoją prostotą, mimo multum opcji, i nawet reszta drużyny nie miała problemów z opanowaniem podstaw zabawy, pomimo faktu, że jest to gatunek wymagający dużej wprawy i doświadczenia - opowiada Arek.

- Szalenie łatwo jest opanować podstawy. Pod czterema guzikami znajdują się cztery umiejętności postaci, które rozwijamy w trakcie bitwy. Gdy naciskamy któryś z guzików i przytrzymujemy, wskazywany jest obszar, w obrębie którego zostanie wykonana dana umiejętność - wyjaśnia Zbyszek. - Oczywiście, z każdą kolejną potyczką poznajemy więcej zaawansowanych opcji i możliwości gry, ale „wejścia” jest tutaj bardzo przyjemne, nawet dla osób, które wcześniej nie miały do czynienia z grami tego typu.

W pierwszym dniu postanowiliśmy po prostu poznać podstawy i mechanikę gry. Wybieraliśmy za każdym razem mecz „Quick Game”, aby w potyczkach „pięciu” na „pięciu” zdobyć pierwsze szlify i doświadczenie. Guardians of Middle-earth opiera się właśnie na bitwach dwóch drużyn, złożonych z pięciu śmiałków.

- Do wyboru są bohaterowie znani ze świata Władcy Pierścieni, ale śmiesznie jest widzieć walczących u swego boku Legolasa, Gandalfa, Golluma i Saurona - zauważa Dorian.

Gollum, pomóż Sauronowi

Każdy z bohaterów to oczywiście inna taktyka i zupełnie inne umiejętności, które rozwijamy w trakcie walki. Skład drużyny powinien być więc dobrze przemyślany, aby wspólnie stanowić zagrożenie dla przeciwnika. Tradycyjnie, świetnie sprawdza się połączenie postaci walczącej z dystansu i osiłka. Sauron razem z Legolasem? To nie problem. Gandalf z silnym orkiem w tłumie? Śródziemie wybaczy. Co ciekawe, wcale nie odbiera to uroku grze.

Na początku mamy wybór podstawowych bohaterów, ale z czasem można odblokowywać kolejnych śmiałków.

- Nieznajomość świata i postaci nie była żadnym problemem - teraz zabiera głos Rafał, który z początku był sceptyczny, pod koniec sesji pierwszy podnosił rękę, byśmy kontynuowali grę. - Świat fantasy jak każdy inny. Od razu widać, kto jest magiem, łucznikiem, a kto wielkim orkiem stawiającym na rozwiązania siłowe.

W ten sposób rozpoczęliśmy pierwsze potyczki. Na początku (przed premierą) trafialiśmy na przeciwników, kierowanych przez grę (o ich inteligencji kiedy indziej). Z czasem pojawiały się drużyny mieszane, a raz walczyliśmy nawet przeciwko sobie. Oczywiście, gdy po drugiej stronie pojawiają się prawdziwi gracze, całość nabiera prawdziwych rumieńców.

Po pierwszych wesołych starciach i porażkach szybko uzmysławiamy sobie, że nie jest to gra akcji (choć akcja jest tu od początku do końca!) i trzeba ruszyć głową. Jeśli chce się wygrywać, należy przygotować odpowiednią taktykę i realizować założone plany.

- Zółtodzioby czekają naprawdę trudne początki. „Guardians” to nauczyciel surowy, ale sprawiedliwy - wyjaśnia ten aspekt Arek. - Wieczór upłynął nam w niezwykle miłej atmosferze, a gra szybko pochłonęła całą naszą piątkę. Podczas zabawy dało się wyczuć w powietrzu, że graliśmy nie tylko z dziennikarskiego obowiązku, ale przede wszystkim dlatego, że po prostu świetnie się bawiliśmy. I to nawet przymykając oko na fakt, że nasze zdolności pozostawiały sporo do życzenia. Aż dziw bierze, że nikt wcześniej nie wziął się na poważnie za przeniesienie gier MOBA na konsole.

Arek szybko nakierował nas na odpowiednie działania i wszyscy byliśmy pod wrażeniem, jak z każdą potyczką rosną nasze umiejętności. „Guardians” to gra zespołowa.

- Nasza drużyna dzielnie przedzierała się przez zastępy Mordoru. Każda kolejna walka motywowała do obrania innej, lepszej taktyki, do podnoszenia swoich umiejętności i testowania na mapie pozostałych bohaterów Śródziemia. Było zabawnie, heroicznie, a kilka godzin minęło nadspodziewanie szybko - opowiada Kamil.

„Nasza drużyna dzielnie przedzierała się przez zastępy Mordoru. Każda kolejna walka motywowała do obrania innej, lepszej taktyki, do podnoszenia swoich umiejętności i testowania na mapie pozostałych bohaterów Śródziemia.”

- Już od początku najważniejsza okazała się współpraca i umiejętność planowania działań. Samotna walka na nic się zdawała. Wraz z kompanami odpieraliśmy ataki wroga i napieraliśmy, by zniszczyć jego wieże, które są kluczowymi punktami na mapach - dodaje Dorian.

- Intrygujące w tej grze jest to, że opanowanie sterowania i podstawowych założeń gry jest banalne, ale na polu walki potrzebna jest pokora, cierpliwość i systematyczne realizowanie założeń taktycznych - zauważa Zbyszek. - Dopiero pierwsza sesja za nami i nie mieliśmy zbyt wielu okazji pograć z „żywymi” przeciwnikami. Ciekawi mnie więc, jak to wszystko będzie wyglądać w dalszej części zabawy.

- Okazało się, że grę typu MOBA można przenieść na konsole i nie utraci ona niczego ze swojej wartości - dodaje jeszcze Kamil. - Rozłożenie komend na padzie jest sensowne i niezwykle wygodne. Korzystanie z morderczych umiejętności, eliksirów, ulepszanie wieżyczek, koszarów i walka mieczem, kosturem, buławą lub łukiem sprawia niebywałą satysfakcję.

Ważne, że naszą drużynę tworzą osoby, które mają mniejsze i większe doświadczenie z grami MOBA, ale także mniej i bardziej emocjonujący stosunek do wykreowanego przez Tolkiena świata. W ten sposób poznacie grę z różnej perspektywy.

- Nigdy nie graliście w tego typu grę i zastanawiacie się, czy Guardians of Middle-Earth może być tytułem dla Was? - pyta Rafał - Witam w klubie! Przed rozpoczęciem sesji wiedziałem tylko, że trzeba biec na drugą strony mapy i rozwalić wrogą wieżę. Nigdy nie wgłębialiście się w uniwersum Władcy Pierścieni i zastanawiacie się, czy nie będzie to przeszkodą w graniu? Witam w klubie po raz drugi.

„Intrygujące w tej grze jest to, że opanowanie sterowania i podstawowych założeń gry jest banalne, ale na polu walki potrzebna jest pokora, cierpliwości i systematyczne realizowanie założeń taktycznych.”

Pierwsze godziny z grą to również pierwsze wątpliwości.

- Największym minusem jest konieczność czekania minuty czy dwóch na utworzenie meczu, występujące w przeddzień premiery lagi i sporadyczne problemy z nawiązaniem połączenia z serwerem - wymienia Kamil i dodaje: - Mimo to już nie mogę się doczekać powrotu do gry.

- Trochę zawiodłem się na bezpośrednich walkach. Podczas ostrej zadymy na ekranie tłoczy się zbyt wiele postaci, zbyt wiele umiejętności jest realizowanych i nie wszystko jesteśmy w stanie objąć wzrokiem - dodaje Rafał.

- Trochę denerwuje czas ładowania potyczek, ale jest to idealny moment, aby porozmawiać z przyjaciółmi, rozejrzeć się po menu i kupić kilka przydatnych rzeczy - mówi Dorian.

Pierwsza sesja z grą często budzi pozytywne emocje. Jeśli chcecie dowiedzieć się, co było dalej, zapraszamy do śledzenia naszego „dziennika”. Ciąg dalszy jutro.

DZIEŃ 2. Sauron ucieka przed Gollumem

„Gotowa do bojów drużyna w drugim dniu podróży napotkała na opór materii.”

Gotowa do bojów drużyna w drugim dniu podróży napotkała na opór materii.

- Ten dzień zabawy upłynął pod znakiem oczekiwania na połączenie z serwerem - opowiada Kamil. Dzielny Legolas był oburzony naszym wczorajszym wpisem. - Chciałem powiedzieć, że to jest kotka, a nie kot. Ale i tak tego nie zrozumiecie.

Trudno powiedzieć, co odpowiadało za problemy z ustanowieniem gry. Co prawda, premiera gry w Stanach mogła na to wpłynąć, ale system „Matchmaking”, który dobiera graczy i tworzy każdą potyczkę działał topornie nawet wtedy, gdy chcieliśmy grać ze sztuczną inteligencją.

- Średni czas oczekiwania na rozpoczęcie walki to minuta i trzydzieści sekund. My czekaliśmy bezskutecznie nawet pięć minut - dodaje Kamil. - Na gniew Saurona, ile można czekać?! - złościł się Rafał, by po kryjomu oglądać „Na dobre i na złe”.

Ostatecznie udało nam się rozegrać kilka partii, podczas których mieliśmy sposobność walczyć ponownie z komputerowymi przeciwnikami, jak i z drużynami w pełni obsadzonymi przez żywych graczy.

W tym miejscu pozdrawiamy Alejandro, dzielnego wojownika z krain Południa. - Wspaniały człowiek, nieraz uratował nam skórę - mówi Zbyszek. - Nie wiemy, kim jesteś, Alejandro, ale dziękujemy - dodaje Dorian. - Wpadnij dziś na partyjkę - kusi Rafał. - Moja kotka chce cię poznać - gryzie wargę Kamil.

„Trzeba przyznać, że pod płaszczykiem prostoty sterowania, kryje się wiele ciekawych rzeczy.”

Sesja upłynęła więc na pogaduszkach i analizowaniu tego, co tak naprawdę przygotowali twórcy. Trzeba przyznać, że pod płaszczykiem prostoty sterowania, kryje się wiele ciekawych rzeczy.

- Z odnoszenia zwycięstw i ponoszenia porażek na mapach wiążą się pewne profity - tłumaczy Kamil. - Im bardziej jesteśmy aktywni i skuteczni na polu walki, tym więcej doświadczenia i monet otrzymujemy po zakończeniu meczu. Za walutę Śródziemia możemy dokupować do swojej kolekcji kolejnych herosów, mikstury leczące i magiczne pasy wysadzane drogocennymi kamieniami. Taką przepaskę modyfikujemy gemami, które np. zwiększają zadawane obrażenia albo szybkość bohatera.

- Możemy go wyposażyć w specjalne komendy, dzięki którym raz na jakiś czas uleczymy się lub zadamy potężny cios - dodaje Dorian. - Długo się regenerują, ale warto z nich korzystać. Do wyboru dostajemy również wspomniany przez Kamila specjalny pas, w który włożyć można gemy, dodające postaci nieco bonusów. Ilość modyfikacji, polegających na doborze poszczególnych elementów, wydaje się być nieskończona.

„System rang skutecznie motywuje do rozgrywania kolejnych meczy i zdobywania doświadczenia.”

Opcje te nie są jednak dostępne od początku gry. Poszczególne elementy odblokujemy awansując na kolejne rangi. Doświadczenie potrzebne do zwiększania poziomu gracza otrzymujemy w rozgrywanych potyczkach.

System rang skutecznie motywuje do rozgrywania kolejnych meczy i zdobywania doświadczenia.

- Wciąż chcemy wygrywać, być silniejsi i korzystać z multum opcji, które czekają na odblokowanie. Rozgrywka wciąż bawi, mimo że w chwili obecnej grze dostępne są tylko dwie mapy: jedna z trzema ścieżkami, prowadzącymi od rodzimej bazy do tej nieprzyjaciela, i jedną z pojedynczą drogą - mówi Kamil.

Kupno bohaterów za zgromadzoną walutę okazuje się być dość istotne w dalszym etapie gry. Każda z postaci ma inne statystyki walki, odporności czy wykonywania umiejętności. Gra pozostaje też jeszcze niezbalansowana.

- Matko, to Gollum! - krzyczy w głośnikach Zbyszek i ucieka swoim Sauronem w siną dal. - Mydłem! Dobijemy go mydłem! - nie zważa na nic Rafał i rzuca się w wir walki.

Obecnie w jednej potyczce każdy bohater może uzyskać 14 poziom doświadczenia i posiadać wszystkie rozwinięte umiejętności w najwyższym stopniu. Istotna pozostaje taktyka przejmowania wieżyczek wroga i ciągłego udoskonalania wsparcia. Na początku gry działania każdej drużyny wspierają zwykli wojacy (którzy co pewien czas ruszają w kierunku wroga). Gdy zdobędziemy wyższy poziom, możemy rozwijać to wsparcie. W dalszej części potyczki na mapach pojawiają się robale i inne kreatury.

Wiemy o grze już dużo więcej, ale to wciąż zbyt mało. Mamy nadzieję, że kolejna sesja przyniesie poprawę na serwerach i będziemy w stanie wreszcie skupić się na rozgrywce. Póki co, oczekiwanie na grę i duże lagi są zmorą Guardians of Middle-earth. Ale początki zawsze bywają trudne. Kolejny wpis w dzienniku już jutro.

DZIEŃ 3. Smak zwycięstwa bywa gorzki

Trzeci dzień zmagań dzielnej drużyny rozpoczął się od smutnej rozłąki, prawie jak w powieści Tolkiena. Kamil odbył sesje rano i wczesnym wieczorem, a reszta ekipy standardowo męczyła się z hordami wroga grubo po 20.

- Problemy techniczne są zmorą Guardians of Middle-earth, które potrafią zabić połowę przyjemności z gry. Twórcy muszą to szybko naprawić, inaczej debiut gier typu MOBA na konsolach będzie można uznać za falstart - mówi Rafał.

- Co ciekawe, o ósmej rano i o dziewiętnastej nie miałem żadnych problemów ze znalezieniem gry i dołączeniem do meczu, choć wciąż zdarzały się lagi. Niestety, o dwudziestej czas oczekiwania wyraźnie przekraczał granicę dobrego smaku - wspomina Kamil i zaczyna od krótkich podsumowań: - Przez trzy dni nauczyłem się grać trzema postaciami: Gandalfem, Legolasem i Arathornem. Dwaj ostatni to łucznicy, którymi należy szarżować z dystansu. Ich podstawowy atak i ofensywne umiejętności zadają spore obrażenia, ale na bliski dystans są niemal bezsilni. Dlatego, gdy zrobi się gorąco, należy się wycofać lub ukryć w krzakach. Te natomiast sprawiają, że postać jest niewidoczna, to doskonałe miejsce na przygotowanie ataku z zaskoczenia.

„Pozostałe postaci wydają się równie ciekawie zaprojektowane i zbalansowane.”

Ulubiona postać Rafała

- Gandalf z kolei ma słaby podstawowy atak, ale dość silne czary, w tym zaklęcie ochronne. Niestety jest powolny, więc w razie czego może na siebie rzucić czar defensywny i po angielsku wycofać się z pola walki - kontynuuje. - Pozostałe postaci wydają się równie ciekawie zaprojektowane i zbalansowane. Choć w naszym przekonaniu Gollum jest zbyt silnym strażnikiem, warto pamiętać, że jego zdrowie jest kiepskie, a umiejętności potrzebują więcej czasu, by się zregenerować. Bacznie przyglądam się również pozostałym postaciom i moją uwagę przykuły trzy z nich. Jedna unosi się nad ziemią i ciska piorunami, druga to słaby zdrowotnie bibliotekarz władający potężnymi zaklęciami, a trzeci to samobójca - podpala się i wbiega między jednostki przeciwnika, by u kresu swego życia popełnić samobójstwo i eksplodować.

Nie tylko Kamila, ale i resztę ekipy dręczyły notoryczne problemy z połączeniem i ustanowieniem meczu. Odkryliśmy za to, że najłatwiej jest dołączyć do gry wtedy, gdy tworzymy pełny 5-osobowy zespół albo gdy gra się w pojedynkę. Najtrudniej, gdy na przykład spotykamy się w trójkę - na tym etapie gra nie potrafi szybko skojarzyć nas z innymi graczami.

Mankamentem okazuje się również rozłączenie jednego z graczy podczas samej batalii. Gdy członek drużyny opuści serwer, nie zostaje zastąpiony ani przez innego gracza, ani przez sztuczną inteligencję. - Drużyna gra w osłabieniu i w zasadzie nie ma żadnych szans wygrać meczu - ocenia Kamil.

Dostrzegamy też znaczne postępy w grze. Wczorajsza sesja upłynęła już pod znakiem pierwszych, stanowczych zwycięstw.

- Graliśmy z wyczuciem i spokojem. Poznawaliśmy taktykę wroga i szukaliśmy najlepszej drogi do zwycięstwa - wymienia Dorian.

- Kluczem do zwycięstwa jest szybkie podnoszenie poziomu postaci, rozwijanie własnych umiejętności oraz rozbudowywanie możliwości wieżyczek - opowiada Zbyszek. - Te ostatnie z czasem potrafią „generować” lepsze wsparcie na mapie, aż do Entów, którzy wspólnie z nami, oraz zwykłymi żołnierzami, sieją wśród wrogów panikę. Z drugiej strony, gra opiera się na notorycznym bronieniu tych wieżyczek i atakowaniu wieżyczek wroga.

- Łażące drzewa nie potrzebowałyby gromady ekologów do ochrony przyrody - mają tyle życia i takie ciosy, że same by o siebie zadbały - mówi Rafał.

Autorzy gry muszą bardzo szybko wprowadzać dalsze zmiany, w tym nowe, ciekawsze i wymagające mapy, i herosów - inaczej rozgrywka może stać się za chwilę mniej emocjonująca, a nawet monotonna.

- Dwie podstawowe plansze to za mało. A jeśli za kolejne trzeba płacić, to przy niemałym, ok. 55 zł, wydatku na podstawową wersją gry, jest rozbojem w biały dzień - nie przebiera w słowach Rafał.

Kamil wczoraj dołączył do przypadkowych gier, w których uczestniczyli gracze z różnych krajów.

„Graliśmy z wyczuciem i spokojem. Poznawaliśmy taktykę wroga i szukaliśmy najlepszej drogi do zwycięstwa.”

- Grając bez chłopaków, nasłuchałem się angielskich wulgaryzmów. Co gorsza, nikt za bardzo nie chce nawiązać dialogu w celu ustalenia strategii i łatwiejszej komunikacji - mówi. - Każdy gra, kim chce i jak chce. Wydaje mi się również, że matchmaking nie działa jak powinien. Raz w przeciwnej drużynie był gracz, który chyba ani razu nie zginął na polu walki, a w mojej grupie był napaleniec, który sam chciał rozwalić wieżę przeciwnika.

Ostatecznie Guardians of Middle-Earth zaskoczyło nas bardzo pozytywnie, ale jest tu jeszcze masa rzeczy do poprawienia i udoskonalenia. Gry typu MOBA charakteryzuje ciągła praca autorów nad tym, aby gracze nigdy się nie nudzili.

- Na pewno wrócę do gry jeszcze nie raz - mówi Dorian. - Z pewnością jest to tytuł, któremu będę się przyglądał - dodaje Zbyszek.

- W jednej z potyczek mój bohater był najlepszym wojownikiem podczas meczu, a moja drużyna wygrała. Po kilku sekundach otrzymałem wiadomość przez Xbox Live: „You're garbage” - narzeka Kamil, któremu żona każe zresztą codziennie wieczorem wynosić pełny kubeł.

Co za czasy! A gdzie „GG”, gdzie „Congrats!”, gdzie „Spasiba”?

Tym smutno-śmiesznym akcentem kończymy nasz dziennik z Guardians of Middle-Earth. Gry, która dopiero staje przed szansą stania się ciekawym projektem. Powodzenie zależy od wielu niuansów, ale fundamenty już są. Wkrótce zaś nasza recenzja, w której podsumujemy wszystkie wady i zalety, i oczywiście porównamy „Guardiansów” do tuzów gier MOBA, takich jak choćby League of Legends na PC.

O autorze

Awatar Redakcja

Redakcja

Eurogamer.pl

Bardzo lubimy pracę zespołową.

Komentarze

More Blogs

Najnowsze artykuły