Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Zazdroszczę graczom pecetowym. Dzięki Sony i Microsoftowi mają teraz jak w raju

Nigdy nie było tak dobrze.

Od kiedy interesuję się elektroniczną rozgrywką, naprzemiennie raz jestem graczem komputerowym, a raz konsolowym. Oprócz możliwości zabawy bez martwienia się o moc podzespołów, do urządzeń Sony i Microsoftu przekonywały mnie liczne gry na wyłączność. W dzisiejszych czasach jednak sytuacja uległa znacznej zmianie, a właścicielom „blaszaków” przybyło kilka powodów do zadowolenia.

Jeszcze dwie generacje temu głównym orężem obu koncernów w walce o klienta były gry ekskluzywne. Sony serwowało nam między innymi kolejne odsłony znanych marek jak Ratchet & Clank czy God of War oraz nowości w postaci The Last of Us lub Little Big Planet. „Zieloni” w odpowiedzi raczyli graczy kolejnymi przygodami Marcusa Fenixa z Gears of War oraz Master Chiefa z uniwersum Halo.

Nic na świecie nie jest jednak wieczne. Dotyczy to także strategii firmy na zdobycie klienta. Klasyczne, sprzedawane osobno gry ekskluzywne zostały wyparte przez zjawisko będące znakiem naszych czasów, czyli usługi. Pierwszy szlak przetarł Microsoft, uruchamiając abonament Game Pass. Zachętą do kupna konsoli przestał być tytuł niedostępny nigdzie indziej, a zaczął być dostęp do wielu gier w zamian za miesięczną opłatę w wysokości 25% ceny nowej gry AAA.

Game Pass pozwala ograć mnóstwo gier na premierę

Podobną drogę przyjęło również Sony, które uruchomiło niedawno nową odsłonę PlayStation Plus. Oprócz znanego od dawna wariantu są tam również droższe opcje, które razem z obecnymi już benefitami zapewniają dostęp do masy tytułów obecnej i poprzednich generacji. Identycznie jak w przypadku Xboxa, w cenie abonamentu otrzymujemy pokaźnych rozmiarów bibliotekę gier, której ukończenie może zająć długie tygodnie.

Skoro gry ekskluzywne przestały być wyznacznikiem atrakcyjności konsoli, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować zarobić na nich raz jeszcze poprzez wydanie znanych tytułów na inne systemy. Zarówno jednak Sony, jak i Microsoft nie osiągnęły jeszcze poziomu szaleństwa pozwalającego na sprzedaż swoich dzieł bezpośredniemu konkurentowi. Jest jednak jeden kandydat, który rzadko kiedy jest wymieniany w wojnach konsol, a posiada ogromną bazę aktywnych użytkowników - rynek PC.

Ponownie jako pierwszy ruch wykonał Microsoft, który oprócz Xboxa jest także właścicielem systemu operacyjnego Windows. Naturalnym więc stał się fakt, że „zieloni” zaczęli wydawać wszelkie nowe tytuły, a także część starszych (jak na przykład Sunset Overdrive) na komputery osobiste. Udostępnili również bliźniaczą do konsolowej usługę Game Pass z dedykowaną komputerom biblioteką gier. Dla posiadaczy „blaszaków” posiadanie Xboxa zaczęło mijać się z celem. Przez jakiś czas optymalnym rozwiązaniem było połączenie PC + konsola Sony.

W Spider-Man Remastered zagramy również na PC - już w sierpniu

Jednak ten trend również uległ zmianie. W ostatnim czasie Sony zaczęło w szybkim tempie wydawać na PC tytuły obecne dotąd wyłącznie na PlayStation. Gry takie jak God of War, Days Gone, Horizon: Zero Dawn czy przygodówki Quantic Dream stały się dostępne na komputerach osobistych, a niedługo do tego grona dołączy także Spider-Man oraz odświeżone The Last of Us. Zjawisko, które jeszcze parę lat temu było nie do pomyślenia, stało się faktem.

Jako gracz i kolekcjoner, mimo wielu obaw, w obecnej sytuacji odczuwam satysfakcję i zazdroszczę użytkownikom komputerów przełomowych zmian, jakie aktualnie mają miejsce. Wiele z wymienionych przeze mnie tytułów oferuje rewelacyjne doświadczenie, które każdy powinien przeżyć osobiście. Nie dla każdego posiadacza komputera jest to jednak powód, by inwestować w kolejny sprzęt, który po ograniu powyższych produkcji szybko pokryłby się kurzem.

Teraz jednak szybko przestaje być to problemem i zarezerwowane wyłącznie dla posiadaczy PlayStation produkcje stają się dostępne szerszemu gronu graczy. Chciałbym kiedyś doczekać momentu, w którym tytuły jednego koncernu po pewnym czasie pojawią się u konkurencji i tym samym nikt nie będzie musiał ograniczać się do oglądania wymarzonej gry na YouTube. Na tę chwilę wydaje się to niemożliwe, ale biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze niedawno zostałbym wyśmiany za sugestię ogrania God of War na komputerze, nie przekreślajmy zbyt pochopnie tego marzenia.

Komentarze