Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Ułatwienia to nic złego - dlaczego gry powinny oferować Easy Mode

Więcej opcji to zawsze plus.

Od czasu do czasu w internetowych dyskusjach graczy powraca temat poziomu trudności w grach wideo, szczególnie kiedy pojawiają się wypowiedzi dotyczące tytułów typu Dark Souls. Niektórzy twierdzą, że ułatwienia mogą w jakiś sposób „zepsuć” grę. Inni uważają natomiast, że jak najwięcej produkcji powinno oferować Easy Mode - i trudno się z tą drugą grupą nie zgodzić. Więcej opcji dla odbiorców nigdy nie jest czymś złym.

Niedawno deweloperzy z Double Fine zapowiedzieli, że w Psychonauts 2 znajdzie się możliwość aktywowania zupełnej niewrażliwości postaci na obrażenia. To jeden z różnych przykładów potencjalnych narzędzi, które mogą pomóc graczom - młodszym czy mniej doświadczonym. Jest to rzecz jasna dosyć ekstremalny przypadek, ale też zupełnie opcjonalny, więc w ogóle nie powinien budzić kontrowersji.

Czy bawiłbym się gorzej w Bloodborne, gdyby w opcjach dostępny był łatwiejszy poziom gry? Nie sądzę. Na pewno natomiast dzięki takiemu rozwiązaniu więcej osób mogłoby poznać fenomenalny świat wykreowany przez From Software.

Dobrym przykładem trudnej gry z dostępnym ułatwieniem jest Celeste. Dzięki Assist Mode możemy tam dopasować zasady i reguły wedle uznania - na przykład zmniejszyć prędkość rozgrywki czy wyeliminować limit możliwych do wykonania szybkich uników, albo też sprawić, że bohaterka nie mogła w praktyce zginąć. Świetna rzecz, ale w żaden sposób nie odbierała satysfakcji z przejścia gry w trybie domyślnym, bez pomocy.

To właśnie takie rozwiązania wydają się najlepsze. Ciekawsze nawet niż zwykły wybór poziomu trudności. The Last of Us 2 to doskonała i angażująca gra, potrafiąca rzucić wyzwanie. Jednak przy drugim podejściu - by zdobyć znajdźki - bez oporów i z wielką chęcią korzystałem z wbudowanych pomagaczy, włączając na przykład nieskończony zapas amunicji.

Tak naprawdę na PC każda produkcja może oferować nieśmiertelność czy inne ułatwienia. Chodzi tu oczywiście o wszelkiej maści trainery - bo typowe „kody” nie są już tak powszechne, jak dawniej. Pełnią one właśnie taką funkcję, jak opisywane wyżej systemy z Celeste czy The Last of Us 2.

Są gry, których sam nigdy bym nie skończył, gdyby nie różne formy ułatwień. Walka w pierwszych częściach Uncharted nie sprawiała mi zbyt wiele przyjemności, więc bez żadnych wyrzutów sumienia zmieniałem zawsze poziom na Easy czy nawet Very Easy. Dark Souls 2 nie zaangażowało mnie tak, jak inne odsłony cyklu, więc - przyznam bez bicia - skorzystałem z trainera. Bawiłem się świetnie, zwiedzając świat i przyglądając się przeciwnikom.

Czy fakt istnienia trainerów do niemal wszystkich gier przeszkadza komputerowym graczom i odbiera im frajdę z rozgrywki? Śmiem wątpić. Z pewnością natomiast wielu użytkownikom narzędzia tego typu pomagają czy po prostu umilają życie.

Nie warto więc raczej uparcie bronić utartych schematów. Najtrudniejsze gry nadal będą rzucać nam wyzwanie, nawet jeśli twórcy dołączą do nich najbardziej absurdalne zestawy ułatwień i modyfikacji gameplayu.

Gry wideo są niesamowicie różnorodne i wszyscy poświęcamy im uwagę z różnych powodów. Czasem chcemy po prostu przejść dany tytuł ze względu na fabułę, choć rozgrywka może nas męczyć - dlaczego więc twórcy mieliby nie oferować sposobów, które pozwolą większej liczbie osób zapoznać się z owocami ich ciężkiej pracy? Powiedzmy stanowcze „Tak!” dla ułatwień.

O autorze
Komentarze