Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Starfield lepszy niż Skyrim? Te detale mogą zaważyć na sukcesie

Szansa dla Bethesdy.

Starfield musi być dla deweloperów z Bethesdy grą wyjątkową. Nie bez powodu na datę premiery pierwotnie wybrano 11 listopada – tego właśnie dnia w 2011 roku ukazał się kultowy już Skyrim. Czy nowy RPG zdetronizuje piątą odsłonę The Elder Scrolls?

Pomińmy oczywiście kwestie związane stricte z gustem odbiorców. Fani fantasy nie staną się nagle większymi miłośnikami science-fiction. Wiadomym jest też, że pod względem technicznym Starfield będzie grą lepszą, bo twórcy dysponują lepszą technologią.

Najważniejsze jest więc pytanie – czy tytuł ten będzie lepszą... przygodą. Właśnie to słowo jest dla wielu synonimem Skyrima. Główna fabuła chyba nikogo specjalnie nie urzekła. Dla większości The Elder Scrolls V to przede wszystkim symulator początkującego bohatera, który staje się coraz silniejszy i odkrywa różne tajemnice i historie.

Bethesda jest najlepsza właśnie w tym, co otacza główny wątek fabularny. Historia w Fallout 4 jest do dziś krytykowana przez sporą część graczy, ale nikt nie powie, że eksploracja post-apokaliptycznych okolic Bostonu i trafianie na pomniejsze opowieści czy sekrety nie jest po prostu przyjemne. Ten zespół potrafi po prostu tworzyć światy, które same w sobie są historią.

Starfield jest więc niezwykłą szansą na rozwinięcie skrzydeł dla deweloperów. Kilka planet to wiele okazji dla scenarzystów do zabłyśnięcia ciekawie zaprojektowaną narracją środowiskową. Można tu pozwolić sobie na większe różnice między oddalonymi od siebie światami niż między kilkoma regionami jednego królestwa Tamriel czy jednego stanu USA.

Ujawnione już dzienniki deweloperskie pokazują, jak odmienne będą lokacje, które odwiedzimy. Przygody na planecie inspirowanej Dzikim Zachodem z pewnością okażą się zupełnie inne od eksploracji wielkiego miasta wzorowanego na Las Vegas z nutą korporacyjnej atmosfery. Takie właśnie zróżnicowanie to potencjalnie jedna z największych zalet Starfielda.

Tak - to jedno z miast, które odwiedzimy.

Inny ważny detal to miasta, co też wiąże się niejako z opowiadaniem historii poprzez środowisko i otoczenie. Lokacje tego typu mają być większe i bardziej rozbudowane niż cokolwiek, co widzieliśmy w Skyrimie czy Falloucie 4. Co zresztą nie dziwi, biorąc pod uwagę, że nad grą pracuje podobno cztery razy więcej ludzi niż nad The Elder Scrolls V.

Dobrze zrealizowane wirtualne miasto to zawsze niezwykle ciekawy obszar do zwiedzania. Biorąc pod uwagę obietnice Bethesdy, można przypuszczać, że obszary te nie będą tylko bazami wypadowymi, ale tętniącymi życiem lokacjami, gdzie zapewne wykonamy niejedną misję, w której nawet nie sięgniemy po broń. Taką mam przynajmniej nadzieję.

Todd Howard, reżyser projektu, podkreślał przy różnych okazjach, że sednem Starfielda pozostaną wybory gracza. Nie chodzi jednak konkretnie o decyzje podejmowane podczas dialogów w kluczowych momentach, ale o elementy typowe dla gier Bethesdy – czyli choćby dołączanie do różnych frakcji. Setting science-fiction i podróżowanie po galaktyce stwarza natomiast świetną szansę na wprowadzenie wyjątkowo różnorodnych grup, z którymi można się sprzymierzyć.

Dość powiedzieć, że możliwe będzie nawet przyłączenie się do Szkarłatnej Floty, czyli frakcji uważanej powszechnie za „tych złych”. Nie zabraknie też organizacji o bardziej korporacyjnej otoczce, religijnych fanatyków czy frakcji skupiającej się na handlu. Dla każdego coś miłego.

Siłą rzeczy, system walki w Skyrim nieco już się zestarzał. Jednak nawet w okresie premiery nie był szczególnie imponujący. Prostota wynika tu oczywiście z faktu, że przemierzamy świat fantasy – choć można powiedzieć, że nawet magia (o ile nie używamy modów) jest w TES V dosyć skromna i niezbyt imponująca.

Starfield otwiera wiele nowych drzwi dla projektantów. To kolejny szczegół, który może zaważyć o sukcesie gry. Im więcej zabawek i możliwości związanych z walką otrzymamy, tym mocniej zaangażujemy się w kosmiczną przygodę.

Blade Runner?

Z pewnością otrzymamy sporo broni palnej. Otoczka science-fiction nie pozostawia co do tego wątpliwości. Już w serii Fallout twórcy eksperymentowali z bronią plazmową czy laserową, ale – tak przynajmniej zakładam – teraz mogą naprawdę się wykazać. Zresztą, arsenał musi być różnorodny, biorąc pod uwagę obiecywaną mnogość frakcji i planet.

Futurystyczne narzędzia i rozwiązania mają też szansę wpłynąć na eksplorację. Zwiedzanie fikcyjnych światów było zawsze przyjemne w grach Bethesdy, a jeśli otrzymamy ciekawie zrealizowane pojazdy do pilotowania – może być tylko lepiej.

Jednocześnie, mimo settingu sci-fi, twórcy wciąż chcą zaoferować odkrywanie nieznanego. Niektóre planety mają być niemal niezamieszkane przez ludzi i będą skrywać różne sekrety, niczym oddalone od większych miast zakamarki Skyrim. Poczucie satysfakcji ze zwiedzania światów może równać się z tym, co można było poczuć w północnej prowincji Tamriel.

Starfield niemal na pewno będzie lepszy od Skyrima pod wieloma względami, choćby technicznym – siłą rzeczy. Trudno jednak nie czekać na premierę - nawet po jej przesunięciu na 2023 rok - z wielkim zainteresowaniem. Może się bowiem okazać, że twórcy naprawdę wzięli pod uwagę najważniejsze uwagi graczy wysuwane w kierunku poprzednich produkcji studia. Jestem dobrej myśli.

Komentarze