Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Sieciowe Lawbreakers ma potencjał

Graliśmy w nową strzelankę Cliffa Bleszinskiego.

„Hero shooters” to używane coraz częściej określenie gier, które łączą założenia strzelanek z jednym z najważniejszych elementów gatunku MOBA, czyli z różnorodnymi bohaterami dysponującymi kilkoma atakami specjalnymi.

Jednym z przedstawicieli tego młodego nurtu sieciowych produkcji FPS jest Lawbreakers - debiutancki projekt studia Boss Key, którego założycielem jest Cliff Bleszinski. Można powiedzieć, że główny projektant Unreal Tournament powraca do korzeni, bo jego najnowsza gra przypomina pod pewnymi względami klasyczne shootery.

Lawbreakers różni się od Overwatch czy Battleborn nie tylko oprawą - bardziej realistyczną, niezbyt kreskówkową. To gra stawiająca w mniejszym stopniu na zgranie drużyny i współpracę. Wszyscy skupiają się na zadawaniu obrażeń, nie ma bohaterów specjalizujących się we wspieraniu towarzyszy.

Wczesna wersja pozwala wziąć udział w sieciowych potyczkach w trybie Overcharge, który jest ciekawą odmianą klasycznej formuły przechwytywania flagi. W centrum lokacji pojawia się bateria, którą należy przenieść do bazy swojej drużyny i pilnować akumulatora, aż naładuje się do pełna.

W jednej chwili możemy skupiać się na obronie, by za moment przejść do ofensywy. Baterię można bowiem w dowolnym momencie ukraść. Co więcej - poziom naładowania nie resetuje się, gdy zabieramy przedmiot z wrogiej placówki. Dochodzi więc do ekscytujących prób porwania akumulatora na kilka chwil przed tym, jak poziom energii dobije do stu procent w bazie oponentów.

Udostępniony tryb jest ciekawy i pozwala mieć nadzieję, że pozostałe będą w podobny sposób różnić się od sprawdzonych i tradycyjnych odpowiedników z innych strzelanek. Niepokoi tylko fakt, że interfejs sugeruje obecność wyłącznie trzech trybów w pełnej wersji.

Z czwórki bohaterów bez wątpienia najbardziej wyróżnia się zabójca. To jedyna klasa, która nie polega w głównej mierze na broni palnej czy wyrzutni pocisków - używa bowiem dwóch energetycznych sztyletów, którymi w mgnieniu oka może zlikwidować przeciwnika.

Oczywiście zbliżenie się do oponenta nie jest proste, biorąc pod uwagę, że inne postaci dysponują skutecznymi karabinami czy działkami. Tym bardziej jednak udana eliminacja przy użyciu ostrzy sprawia satysfakcję.

Najlepszym aspektem rozgrywki zabójcą jest zabawa w Spider-Mana. Alternatywny strzał powoduje wyrzucenie z ostrza laserowej liany, dzięki której możemy przyciągać się do obiektów i huśtać niczym Człowiek Pająk. Używanie tego narzędzia jest ograniczone do trzech wystrzałów pod rząd, ale to i tak świetne uczucie.

Baterię osłania bariera, na której wyłączenie trzeba poczekać parę sekund - dopiero po tym czasie można przejąć akumulator

Niestety, pozostali bohaterowie są już nieco mniej ciekawi, choć na szczęście nadal w miarę różnorodni. Mamy osiłka z wyrzutnią rakiet, który może zacząć razić wrogów błyskawicami, niczym Imperator z „Gwiezdnych Wojen”.

Jest też żołnierz z minigunem i dopalaczem, pozwalającym mu lekko szybować. Najmniej emocji budzi rozgrywka wojakiem wyposażonym w dosyć tradycyjny karabin, którego nieco wyjątkowym czyni tylko mała rakietnica na ramieniu.

Problemem jest fakt, że rozgrywka wszystkimi bohaterami - poza zabójcą - opiera się na podobnym schemacie. Należy ostrzelać wroga, najczęściej ze średniego dystansu. Talenty specjalne to zazwyczaj granaty o różnym działaniu i zdolności pomagające szybciej się przemieszczać, więc nie ma mowy o takiej różnorodności postaci jak chociażby w Overwatch.

Bohaterów w finalnej wersji będzie też prawdopodobnie pięciu - tak sugeruje interfejs, gdzie przy wyborze klasy widzimy tylko jedno puste miejsce, niewypełnione jeszcze portretem postaci. Grze przydałyby się jeszcze co najmniej dwie jednostki, wyróżniające się tak bardzo, jak zabójca.

Prawie jak Tarzan

Oryginalnym elementem jest zmienna grawitacja w centralnej części każdej mapy. Gdy wejdziemy do tej części lokacji, poruszamy się inaczej - unosimy się, szybujemy, jakbyśmy przebywali na Księżycu. To dobrze przemyślane urozmaicenie, które pozwala w ciekawy sposób wykorzystać broń i gadżety - energetyczna lina pozwala szybko przyciągnąć się do celu, a rakietnica może służyć jako dopalacz wybijający bohatera wyżej. Interesujące byłoby rozegranie meczu na mapie, która w całości znajdowałaby się pod wpływem „zepsutej” grawitacji.

Lawbreakers już teraz oferuje przyjemną i efektowną rozgrywkę. Jeżeli twórcy dopracują balans, dodadzą kilku interesujących bohaterów i zaproponują parę kolejnych ciekawych trybów zabawy, produkcję będzie można bez zastanowienia polecić każdemu.

Komentarze