Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Satellite Reign - Recenzja

Wojny korporacji.
Syndicate byłoby dumne. Satellite Reign to godny duchowy następca tej klasycznej strategii. Swoboda i świetna atmosfera to główne zalety.

Kilka lat temu Electronic Arts bezskutecznie próbowało wskrzesić Syndicate, zmieniając je w strzelankę. Mniej więcej w tym samym czasie studio 5 Lives podjęło swoją próbę odnowienia klasyka, prezentując na Kickstarterze Satellite Reign - duchowego następcę popularnej strategii, w której dowodząc oddziałem agentów walczymy z korporacjami. Od zakończenia zbiórki funduszy minęło sporo czasu, ale warto było czekać.

Świat gry nie różni się zbytnio od tego, co znamy z pierwowzoru - poruszamy się po cyberpunkowym mieście, w którym zawsze panuje noc, a ulice rozświetlają jedynie barwne neony. Jedna z wielkich firm opatentowała właśnie receptę na nieśmiertelność - system pozwalający przenosić się do nowego ciała.

Jak można się domyślać, konkurencja próbuje położyć ręce na niesamowitym wynalazku. W tym celu zatrudnia najemników, którzy manipulując równowagą sił w kolejnych dzielnicach wielkiej metropolii, torując sobie drogę do serca potężnej korporacji.

Satellite Reign to strategia czasu rzeczywistego, złożona z szeregu misji rozgrywanych w otwartym świecie. W trakcie zabawy przyjdzie nam włamywać się do banków, magazynów i siedzib potężnych firm, by ukraść cenne dane, zabić ważnego pracownika czy pozyskać cenną technologię.

Kluczową cechą produkcji jest oferowana graczom swoboda: to od nas zależy, czy przekradniemy się do pilnie strzeżonych kompleksów unikając strażników i kamer, czy wkroczymy głównym wejściem, siejąc śmierć i zniszczenie.

Gracz wciela się w dowódcę czteroosobowego oddziału żołnierzy z różnymi specjalizacjami. Pod naszą kontrolą znajdują się: haker, specjalista od infiltracji, bardzo wytrzymały ekspert od broni i ładunków wybuchowych oraz medyk. Każda z postaci, poza unikalnymi zdolnościami rozwijanymi w trakcie gry, potrafi też wykorzystywać pewne elementy otoczenia lepiej niż pozostali. Dzięki temu podczas misji wszyscy mają szansę zabłysnąć.

Tytuł 5 Lives Studio jest doskonale przemyślany - każda placówka, do której się włamujemy, oferuje kilka opcji wejścia i wyjścia, zależnie od tego, czy chcemy posługiwać się siłą, czy sprytem. Rozgrywka skupia się na wykorzystywaniu słabości infiltrowanych obiektów: nawet jeśli zamierzamy uderzyć w siedzibę korporacji strzelając do wszystkiego co się rusza, warto czasem rozejrzeć się za przekupnym strażnikiem lub wadą zabezpieczeń, co znacząco ułatwi ukończenie misji.

Oczywiście często zdarza się, że pewne rozwiązania są dla danej misji lepsze od innych - lokacje, w których kontenery ograniczają pole widzenia strażników i kamer są przystosowane do skradania. Jeśli wykażemy się cierpliwością i starannie przeanalizujemy informacje dotyczące atakowanej placówki, niemal każde zadanie możemy przejść tak, jak chcemy - przemykając wśród cieni, wyważając główne wejście z pieśnią na ustach lub wykorzystując systemy bezpieczeństwa wroga przeciw niemu.

W interesujący sposób rozwiązano kwestię rozwoju postaci - gra nagradza agentów doświadczeniem przez cały czas gdy są w niebezpieczeństwie, czyli podczas misji. W ten sposób nawet jeśli znaczną część zadania wykonujemy jednym żołnierzem, jego towarzysze i tak otrzymają punkty - czekając, by pomóc towarzyszowi w ucieczce.

Tak jak w Syndicate, walka odbywa się w czasie rzeczywistym

Nasi podopieczni mają do dyspozycji szeroki asortyment broni, cyberwszczepów i innych specjalnych narzędzi, które wykradamy podczas misji i kopiujemy z pomocą rekrutowanych podczas gry naukowców. Koszt badań jest z początku horrendalny i sprawia, że inwestowanie w sprzęt zaczyna się opłacać dopiero, gdy zgromadzimy większe fundusze. Szczęśliwie dość szybko zyskujemy dostęp do innego cennego zasobu - klonów. Dzięki nim możemy rozwijać bohaterów nawet, gdy nie mamy pieniędzy.

Każda postać w grze opisana jest szeregiem statystyk. Korzystając ze specjalnego skanera, który wykorzystujemy także szukając osób do przekupienia lub zabicia, możemy sprawdzić jak silny jest dany przechodzień lub żołnierz korporacji, a następnie przejąć nad nim kontrolę i wysłać do klonowania. Kilkanaście sekund później w puli dostępnych do podmiany ciał pojawia się nowy osobnik. Możemy w ten sposób przenieść naszego agenta do nowej „skorupy”.

Nieodłącznym elementem Satellite Reign jest walka. Nawet jeśli większość czasu spędzamy na unikaniu wrogich patroli, prędzej czy później przyjdzie sięgnąć po broń. Gra wykorzystuje system osłon, znacząco zwiększających przeżywalność żołnierzy. Nie oznacza to jednak, że możemy przeżyć całą potyczkę chowając się po prostu za murkiem. Jeśli tylko damy im szansę, przeciwnicy spróbują nas okrążyć lub zniszczyć osłonę. Aby wygrać, musimy stale kontrolować położenie wroga, starając się za wszelką cenę unikać ataku od tyłu.

Sztuczna inteligencja - odpowiedzialna za postacie niezależne - spisuje się całkiem nieźle, choć miewa gorsze momenty. O ile przez większość czasu wrogowie zachowują się jak należy, robiąc co w ich mocy by nas zabić, zdarza się, że przygłupi strażnik zacznie zbiegać i wbiegać po schodach, ignorując swoje otoczenie lub zacznie truchtać w miejscu, próbując głową przebić zamknięte drzwi.

Produkcja 5 Lives Studio jest z pewnością jedną z najładniej wyglądających gier niezależnych na rynku. Szczegółowość miejskich ulic, robiące niesamowite wrażenie efekty świetlne i rozbłyski wystrzałów, w połączeniu z solidną ścieżką dźwiękową, tworzą niezapomniany klimat.

Coś dla fanów statystyk. Przyda się znajomość angielskiego.

Z pozoru Satellite Regin ma wszystko, czego można oczekiwać od duchowego następcy Syndicate - dobry model rozgrywki, fantastyczną atmosferę i mnóstwo wyposażenia, co pozwala stworzyć zespół doskonale dopasowany do naszych preferencji. Drobne żarty i nawiązania do współczesności bawią, nie zaburzając dość poważnej atmosfery gry.

W natłoku zalet trudno jednak nie dostrzec, że widziane na ulicach samochody są tylko pudełkami, które bezcelowo krążą po ulicach, informacje o celach misji przedstawione są w sposób nie zachęcający do czytania całych opisów, a miasto momentami wydaje się martwe i nieciekawe.

Mimo tych problemów zdecydowanie można powiedzieć, że twórcom udało się zachować ducha Syndicate, przy okazji ulepszając rozbudowując model rozgrywki. Bieganie po ulicach futurystycznej metropolii z bronią w ręku daje masę przyjemności.

8 / 10

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

Komentarze