Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Saints Row: Gat Out of Hell - Recenzja

Krótka wizyta w piekle.

Gat Out of Hell - samodzielny dodatek, niewymagający podstawowej wersji gry - to przyjemny powrót do zwariowanego świata Saints Row. Rozgrywka trzyma wysoki poziom z części czwartej, choć przygoda jest nieco za krótka i oferuje zbyt skromny wątek główny.

Nowe dzieło studia Volition zabiera graczy do piekła. Bohater poprzedniej części - prezydent Stanów Zjednoczonych i szef gangu Świętych - zostaje porwany przez szatana. Na ratunek ruszają Johnny Gat i Kinzie Kensington. Wcielając się w jedną z tych postaci zaczynamy rozrabiać w królestwie diabła, by zwrócić na siebie jego uwagę.

Niezmiennie mamy do czynienia z absurdalnym i zakręconym humorem. Większość filmików przerywnikowych potrafi rozśmieszyć - chociażby scena, w której forma opowieści przeradza się nagle w musicalowy fragment rodem z bajek Disneya. Rogaci też potrafią śpiewać.

Piekło okazuje się przypominać Steelport, choć dostrzegamy pewne istotne różnice - lawę w rzece, demony na ulicach czy też zdezelowane auta prowadzone przez niemrawe zombie. Szatańskie miasto jest też mniejsze niż metropolia z Saints Row 4. Od początku mamy dostęp do każdej dzielnicy bez żadnych ograniczeń.

Rozgrywka pozostała praktycznie niezmieniona w stosunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia w czwartej odsłonie serii. W trakcie poruszania się korzystamy z super-sprintu, możemy też szybować - tym razem dzięki anielskim skrzydłom. Latanie to wciąż miłe, relaksujące doświadczenie. Przynajmniej do momentu, w którym próbują zestrzelić nas demoniczne rakiety.

W trakcie walki również używamy znanych już mocy, lekko zmodyfikowanych. Magicznym pociskiem zamieniamy wrogów w kamień; powraca fala uderzeniowa odrzucająca przeciwników, możemy też aktywować aurę zadającą obrażenia okolicznym potworom.

Jedyna zupełnie nowa zdolność to przyzywanie małych chochlików, rzucających się na demony. Szkoda, że deweloperzy nie zaprojektowali większej liczby mocy, których nie widzieliśmy już wcześniej. Trochę zmarnowano potencjał piekielnych umiejętności.

Arsenał prezentuje się nieco lepiej. Oprócz standardowych broni możemy nabyć demoniczne narzędzia zniszczenia. Na przykład strzelbę-kołkownicę, wyrzutnię wybuchających żab, kuszę z elektrycznymi pociskami lub pistolet maszynowy, który wypluwa w kierunku wrogów rój niebezpiecznych owadów.

Cóż może być lepszego od relaksu w wygodnym fotelu? Relaks w wygodnym fotelu z minigunem i wyrzutnią rakiet.

Najciekawszym przedmiotem jest fotel wyposażony w ciężki karabin maszynowy i rakietnicę. Wszystkie bronie możemy - za odpowiednią sumę - ulepszać. Podobnie zresztą jak umiejętności. Za rozwijanie mocy płacimy jednak tak zwanymi „klastrami” - kulami energii, które zbieramy podczas zwiedzania miasta.

Niszczenie szatańskiego mienia i rozrabianie na ulicach sprawia frajdę, jak zwykle w Saints Row. Niestety, rozczarowują misje fabularne - bardzo proste i krótkie. Jest ich niewiele, a większość czasu spędzamy na wykonywaniu różnych aktywności pobocznych, tylko po to, by wypełnić wskaźnik zainteresowania, jakie zdołaliśmy wzbudzić u Lucyfera.

Zadania poboczne to między innymi lot po wyznaczonej trasie, odpieranie ataków kilku fal wrogów, demolowanie miasta lub przejmowanie budynków kontrolujących dusze. Wszystkie tego typu misje zajmują co najwyżej 4-5 minut. Zabrakło ciekawych zleceń ściśle związanych z historią i postaciami niezależnymi.

Szatan ma problemy z nastoletnią córką.

Scenarzystom udało się przedstawić kilka interesujących osobistości - spotykamy między innymi Szekspira, który w piekle został DJ-em lub Włada Palownika. Po jednej, krótkiej scence przerywnikowej postacie te stają się jednak wyłącznie stojącymi w miejscu kołkami wysyłającymi bohatera na miasto w celu wykonania kolejnego zestawu powtarzalnych misji. Szkoda, że autorzy nie wykorzystali ich w bardziej kreatywny sposób.

Przygodę ukończymy w niecałe cztery godziny, a kolejne dwie zajmą nam pozostałe zadania poboczne i zbieranie znajdziek. Skromny aspekt fabularny pozostawia jednak uczucie niedosytu.

Saints Row: Gat Out of Hell to porządna dawka chaotycznej zabawy, ale jednocześnie gra zbyt uboga w interesującą zawartość. Potrafi wywołać uśmiech na twarzy i zadowoli zapewne miłośników cyklu. Ogólnie jest jednak lekko rozczarowująca.

6 / 10

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

O autorze

Awatar Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Komentarze