Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Resident Evil Zero HD - Recenzja

Powrót do mrocznej przeszłości.
Prawdziwa gratka dla fanów serii. Świetna, klimatyczna przygoda, w której drobne archaizmy wcale nie przeszkadzają.

Resident Evil: Origins Collection to wydanie zawierające zeszłoroczny remaster - Resident Evil HD - oraz odświeżone Resident Evil Zero. Pierwszy tytuł już oceniliśmy, więc w niniejszym tekście skupimy się na nowszym elemencie kolekcji.

Akcja toczy się na dobę przed wydarzeniami z Resident Evil, przedstawia inną stronę incydentu w Racoon City. Poznajemy losy członkini oddziału Bravo, którego rozbity helikopter widzimy na początku przygody w pierwszej części. Ocalali rozbitkowie rozpoczynają śledztwo mające wyjaśnić doniesienia o morderstwach w okolicy.

Kierujemy poczynaniami dwójki bohaterów połączonych koniecznością obrony przezd wszechobecnym zagrożeniem: wygłodniałymi zombie. Młoda adeptka Rebecca Chambers oraz zbiegły skazaniec Billy Coen - nietypowa para musi współpracować, by przetrwać.

Mogłoby się wydawać, że po tylu latach Zero nie przetrwa próby czasu i jedynie zagorzali miłośnicy serii docenią remaster. Okazuje się jednak, że przygody Rebeki i Billy'ego skutecznie wywołują niepokój i grozę. Wychodzące zza kadru stwory, dźwięki otoczenia i inne niespodzianki skutecznie podnoszą ciśnienie.

Nie wszystkie dawne rozwiązania sprawdzają się współcześnie. Zarządzanie ekwipunkiem podzielonym na dwójkę bohaterów jest uciążliwe. Ślady archaicznego sterowania postacią pozostały widoczne już tylko przy mierzeniu z broni palnej. Samo poruszanie się poprawiono, by bohater kierował się w stronę wychyleń gałki kontrolera, co cieszy.

Rebecca i Billy przemierzają upiorny pociąg, placówkę badawczą korporacji Umbrella i kilka innych miejsc, przez większość czasu trzymając się blisko siebie. Gracz decyduje, którą postacią w danej chwili steruje, a którą oddaje w ręce komputera. Rebecca potrafi mieszać rośliny lecznicze, a Billy jest silniejszy i może przesuwać ciężkie przedmioty. Dynamika między bohaterami jest zauważalna.

Resident Evil Zero po latach wciąż ekscytuje. Trudne zagadki, łamigłówki rozdzielające bohaterów, ograniczona liczba zapisów i potwory powracające do odwiedzonych wcześniej miejsc to tylko kilka cech nieulegających przeterminowaniu.

Napięcie skutecznie stopniują muzyka oraz oprawa audiowizualna. Wygładzenie tekstur otoczenia, mimo że minimalne, mocno poprawia odbiór świata. Każda lokacja wywołuje niepokój, a dawkowane dzięki odpowiedniej muzyce napięcie przypomina o nadchodzącym zagrożeniu. Jest wybornie.

Pan zombie nie ma biletu, konduktorka postanowiła nie okazywać litości

Głosy postaci pozostały niezmienione. Nie jest to aktorstwo najwyższej jakości, dialogi też nie zachwycają. Niektóre kwestie mogą czasem wywołać uśmiech, ale nie jest to nic, co psułoby klimat dreszczowca.

Ukończenie gry odblokowuje alternatywną kampanię podmieniającą Billy'ego z Albertem Weskerem. Rozgrywka traci wtedy atmosferę zagrożenia, gdyż Wesker jako nadczłowiek strzela promieniami z oczu i jest bardzo zwinny - potwory nie mają z nim szans.

Resident Evil Zero HD to świetna okazja do poznania lub odświeżenia sobie całkiem wymagającego epizodu z historii serii. Animacje otwierania drzwi i specyficzne sterowanie może wydawać się już nieco archaiczne, ale tkwi w tym swego rodzaju piękno pierwszych gier o Racoon City.

8 / 10

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

O autorze

Awatar Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Komentarze